Poranek to wizyta w Omsku – największym mieście Zachodniej Syberii, położonym nieopodal kazachskiej granicy. Pociąg ma tutaj ponad 40 – minutowy postój, więc jest dobra okazja by udać się na zakupy. Wraz z Lucyną mijamy zaparkowany milicyjny radiowóz i przecinamy główną przydworcową ulicę. Pozostali nie mają już tyle szczęścia. Chwilę później rosyjscy oficerowie zatrzymali ich za przechodzenie w niedozwolonym miejscu. Kontrola paszportów, próba wlepienia mandatu, pouczenie. Całe szczęście, że żadnych finansowych konsekwencji nie było. Wracamy do pociągu i zasiadamy do śniadania. Świeże mleko, kupione w sklepie o sympatycznej nazwie „Omski bekon”, to naprawdę smakowity dodatek do pitej codziennie chińskiej herbatki.
Pociąg jedzie średnio 60-70 km/h. W związku z tym do Moskwy jeszcze około 3000 kilometrów. Niemalże połowa drogi już za nami.
Wczesnym popołudniem docieramy do Tumienia, w którym zaliczamy kolejny „peronowy spacer” połączony z zakupami. Co istotne – temperatura na zewnątrz jest naprawdę wysoka. Spokojnie da się wytrzymać w krótkim rękawie. Trudno nam w to uwierzyć – szczególnie po mroźnych doświadczeniach sprzed dni kilku dni.
A wieczorem co niektórzy integrują się z Rosjanami jadącymi do Permu. Powszechnie wiadomo na czym w Rosji polega owa integracja, wobec tego nie będę rozwijał myśli. Niektórzy „wnikliwi czytelnicy” gotowi jeszcze pomyśleć, iż piszę jedynie o alkoholizowaniu się i robieniu kupy. Dodam tylko, że nastąpiła „wymiana towarowa” – w zamian za garść polskich gadżetów dostaliśmy ogrodniczki „Gazpromu”. Trzeba przyznać, że unikalny to prezent, do tego stopnia wyjątkowy, że Marian zaczął się zastanawiać czy przepuszczą nas przez granicę. Warto jeszcze wspomnieć, że nasz naczelny celebryta - przystojniak Słoma upatrzył sobie jedną z młodych pasażerek - Żenię i rozpoczął „rzeźbienie”.
Niedługo po tym jak zawitaliśmy do Swierdłowska pozostali wyprawowicze udali się spać. A Słoma działał…
0 komentarze:
Prześlij komentarz