Pobudka z pewnoscia nie nalezala do najwczesniejszych. Ospale i leniwie pakujemy nasze plecaki. Dopiero chwile po dwunastej jestesmy gotowi do opuszczenia naszej jurty. Z drugiej strony, do czego tu sie spieszyc? Pociag do Suche Bator odchodzi dopiero o 21.10, a podczas calego wyjazdu spedzilismy w mongolskiej stolicy juz dobrze ponad tydzien.
Udajemy sie na glowna ulice miasta zwana "Peace Avenue" i rozpoczynamy rajd po sklepach z pamiatkami. Wreszcie udaje mi sie zakupic mongolska czapeczke za rozsadne pieniadze (5 tysiecy tugrikow) Wojtek kupuje male przenosne szachy, ktore pakuje sie do filcowej tuby. Sloma nabywa wylansowany (jak przystalo na celebryte) T-shirt z duzym napisem "Mongolia". I tak dalej, i tym podobne, i tak dalej.
Po zakupach pora na druga wizyte w internetowym klubie. Tym razem spedzam tam blisko trzy godziny. By zylo sie lepiej. Wszystkim blogowym czytelniko - podgladaczom. Przed wyjazdem warto by jeszcze ostatni raz odwiedzic mongolski guandz, a takze zrobic zakupy spozywcze. Chwile przed 20-ta opuszczamy nasz hostel i "30-stka" udajemy sie na dworzec. Po zmroku jest to miejsce wyjatkowo niebezpieczne i odrazajace. Kreci sie tu mnostwo podejrzanych typkow, którzy probuja wyrwac ci co popadnie. Jeden z nich zaczal nawet odpinać Danutowa mate. Na szczescie bedac w 7-osobowej grupie mamy oczy dookola glowy i nie tak latwo nas skroic. Szkoda jednak, ze nikt w Mongolii nie probuje ukrocic tego haniebnego procederu, bo jest to czynnik zdecydowanie odstraszajacy turystow.
Krotko przed 21-sza wsiadamy do naszego wagonu. Czujemy sie co najmniej dziwnie, bo nikogo nie trzeba odpychac, z nikim walczyc o miejsce. Trudno w to uwierzyc, ale w pociagu do Suche Bator jest meeega luźno. Zapowiada sie komfortowa noc.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz