niedziela, 20 września 2009

10 WRZEŚNIA - CZWARTEK

Tuż po północy wjechaliśmy do Europy. Symboliczny słupek graniczny znajduje się w Wierszynie, w odległości 1770 km od Moskwy. Niestety – kolejny raz mijamy tę miejscowość w nocy, więc trudno cokolwiek dostrzec. A jeszcze trudniej, jeśli się akurat spało.

Dzień spędzamy na lekturze przewodnika. Wszak do Moskwy już niedaleko. Za niecałą dobę powinniśmy zawitać w rosyjskiej stolicy. Tylko casanova – Mateusz, miast czytać, co jakiś czas odwiedza swoją lubą.

Żenia to dobra partia, ma urodę „dziewczynki” i umie robić na drutach. Właśnie jest w trakcie dziergania niebieskiego szalika, który już jest niewyobrażalnie długi. Zastanawiamy się czy podaruje go Mateuszowi oraz czy będzie wystarczająco długi, by połączyć Moskwę z Brokęcinem.

Koniec naszej transsybirskiej przejażdżki przewidziany jest na godzinę 4.11, wobec tego planujemy pójść spać o rozsądnej porze. Mateusz rozmawia ze swą oblubienicą w języku Shakespeare’a, a jak wiadomo Słoma to Niemiec, więc mistrzem tamtej mowy nie jest. Nie bardzo wiemy co chciał przekazać, ale ponoć pozwolił sobie na stwierdzenie „..to już ostatnia noc…”, co dziewczyna zrozumiała w sposób oczywisty i błyskawicznie poinformowała go, że ma chłopaka. Taki subtelny jest ten nasz Mateusz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz