Pozegnaniom nie bylo konca. W koncu jednak i on nadszedl byl. Trzy siostry i brat Wolski pojechali na lotnisko, a pozostala osemka na Silk Market. Dzis spedzimy tam duzo wiecej niz godzine (tak bylo poprzednim razem). Szesc pieter, kilkaset stoisk - jest co ogladac, a pewnie i gdzie wydac kase. Zegarek Gucciego (rzecz jasna oryginal;) za 30 yuanow? Po krotkim targowaniu - bez problemu. Wszystkim zaczepiajacym mnie sprzedawcom odmierzaczy czasu pokazuje swój wlasny informujac tym samym , ze juz mam. Blyskawiczna odpowiedz brzmi: "We have the same. Buy second!". Sandaly Tevy za 35 zlotych? Jak najbardziej - modeli bez liku. Poza tym ciuchy najwiekszych swiatowych marek (wiekszosc to oczywiscie dobrze wykonane podrobki), bizuteria, chinskie pamiatki i wiele wiele innych. Wraz z Lucyna i Marianami konczymy buszowanie po trzech godzinach. Danuty i Slomy zostaja nieco dluzej.
Wracamy do hostelu w metrze rozprawiajac "kto, co, za ile i od ilu startowal". Wszyscy sa przekonani, ze zrobili dobry interes, a Polacy to swietni negocjatorzy, którzy na zrujnowanie portfela sobie nie pozwola. Pol godziny po przybyciu do naszej noclegowni schodze na dol. Patrze, a tam Wojtek ciagnie czyjas torbe na kolkach. Prawdziwy dzentelmen z tego Danutowego gacha, skoro pomaga jakims watlym dziewczynkom, ktore nie daja rady ze swymi pakunkami. Po chwili okazuje sie, iz torba nalezy jednak do Ciotki i jej Farfocla, a wewnatrz znajduja sie 4 (tak - slownie: "cztery") duze zestawy porcelany. W przyplywie spontanicznosci Danuta "okazyjnie" zakupila az tyle tego chinskiego narodowego specjalu ("a bo na prezent slubny, a bo mi tez sie przyda"), a dopiero pozniej wlaczyla myslenie i przypomniala sobie, ze do Dzoldzins jakies 9 tysiecy kilometrow. Ladem. Ech ta nasza ciotka. Zachodzimy w glowe "co nia kierowalo", gdy postanowila dokonac tak fantastycznego zakupu.
A reszta wieczoru przy pilkarzykach i bilardzie. Gdzieniegdzie pojawia sie takze "Yanjing" (najczesciej u Haliny). Milym urozmaiceniem okazuje sie "Dumplings party" organizowane przez nasz hostel. Ciasto, walki, dwie miski z farszem i w miedzynarodowym skladzie lepimy pierozki. Oj, smaczne bylo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz