sobota, 5 września 2009

29 SIERPNIA - SOBOTA







Pierwsza pobudka w osmioosobowym skladzie. Po sniadaniu udajemy sie wakzal. Pekin juz troche sie nam przejadl, wiec jednak planujemy wypad nad Morze Zolte do Shanhaiguan. To wlasnie tam rozpoczyna (albo konczy - jak kto woli) sie Wielki Mur Chinski.

Zakup biletow jak zwykle nie jest prosta sprawa. W kolejce do jedynej (sposrod 85-ciu) kasy opatrzonej napisem "Tickets for foreign people" poza nami sami Chinczycy (w liczbie okolo trzydziestu). Na kartce mamy spisane numery pociagow, ktore jezdza przez Shanhaiguan. Oczywiscie przy okienku okazuje sie, ze zaden z nich nie kursuje (o dziwo starsza kasjerka mowi po angielsku). Kupujemy bilety na jutro na 23.55. Jako, ze to "tylko" 280 kilometrow, na miejscu bedziemy o 3.30 w nocy. Idealna pora na zwiedzanie. Z drugiej strony lepszy rydz niz nic (szczegolnie pod koniec wakacji), wiec i takie przejazdowe kwitki nas satysfakcjonuja.

Z dworca rozchodzimy sie w roznych kierunkach. My z Lucyna udajemy sie do dzielnicy muzulmanskiej. W samej stolicy mniejszosc ta liczy okolo 200 tysiecy ludzi. Bardzo oryginalnie prezentuje sie meczet w chinskim stylu. Jedynie arabskie napisy zdradzaja, ze nie jest to kolejna buddyjska swiatynia, jakich w tym kraju wiele. Zabawnie brzmia takze miejscowi muzulmanie, którzy ubrani w tradycyjne arabskie stroje, z dlugimi brodami, szczebiocza do siebie po chinsku.

Obiad konsumujemy w sprawdzonej, taniej knajpce niedaleko Sanlitun Hostel. Po zmroku wyprawiam sie raz jeszcze do wioski olimpijskiej. Poprzednim razem nie bylo czasu na zrobienie kilku cieszacych oko kadrow. A jest tam co fotografowac - szczególnie poznym wieczorem, gdy wszystkie obiekty sa atrakcyjnie illuminowane.

0 komentarze:

Prześlij komentarz