<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027</id><updated>2011-07-08T12:00:26.433-07:00</updated><title type='text'>transsybir 2009</title><subtitle type='html'>Białoruś - Rosja - Mongolia - Chiny</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>67</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-4642009012768371026</id><published>2009-09-20T12:16:00.001-07:00</published><updated>2009-09-20T12:16:39.946-07:00</updated><title type='text'>14 WRZEŚNIA - PONIEDZIAŁEK</title><content type='html'>No i dotarliśmy. No i skończyła się nasza piękna dwumiesięczna przygoda. Za pięć szósta wysiadamy w Wielkopolskim stołecznym grodzie, żegnamy się i rozjeżdżamy na cztery strony miasta. Ambiwalentne nastroje dominują.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-4642009012768371026?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/4642009012768371026/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/14-wrzesnia-poniedziaek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/4642009012768371026'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/4642009012768371026'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/14-wrzesnia-poniedziaek.html' title='14 WRZEŚNIA - PONIEDZIAŁEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-7189119047029182421</id><published>2009-09-20T12:13:00.000-07:00</published><updated>2009-09-20T12:15:55.906-07:00</updated><title type='text'>13 WRZEŚNIA - NIEDZIELA</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ_YwGe0OI/AAAAAAAADFk/ZD8D3mWW-wU/s1600-h/DSC_0215.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ_YwGe0OI/AAAAAAAADFk/ZD8D3mWW-wU/s200/DSC_0215.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383630467773681890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Chwilę po siódmej dostrzegamy za oknem lwowskie przedmieścia. Pora szykować się do opuszczenia pojezdu. 7.41 – lwowski dworzec wita nas swoimi eleganckimi marmurowymi wnętrzami. Plecaki zostawiamy w „kamerze chranjenja” (za kwotę jeszcze śmieszniejszą niż w Kijowie.) i ruszamy do miasta. Jest ósma rano. Jeśli chcemy zdążyć na pociąg z Przemyśla (czas odprawienia: 17.30) to koło 13-tej musimy opuścić Lwów. Ruszamy w kierunku centrum. Podziwiamy zabytkową zabudowę byłej galicyjskiej stolicy. Odwiedzamy Katedrę Łacińską znajdującą się w jednym z rogów lwowskiego rynku. Następnie prędko jedziemy na Cmetarz Łyczakowski. Odwiedzamy groby znanych Polaków – m.in. Marii Konopnickiej czy Gabrieli Zapolskiej, a także pobliski Cmentarz Orląt Lwowskich, na którym spoczywają młodzi obrońcy polskiego Lwowa. Wracamy w okolice rynku. Marian z Haliną udają się do Katedry na mszę, a pozostali szukają wymarzonego posiłku – barszczu ukraińskiego i pielmieni. Liczymy na to, że Lwów powita nas przyjaźniejszymi cenami, aniżeli miasto stołeczne. I rzeczywiście – oddalamy się nieco od rynku i znajdujemy sympatyczny bar, w którym barszcz kosztuje 8 hrywien, a porcja pielmieni 9. Żyć nie umierać. Zajadamy się ukraińskimi specjałami, które w dodatku kosztują tak niewiele. Po uczcie krótki spacer po rynku. Dalej w ulicę Krakowską i na deser, którym w dniu dzisiejszym są pyszne, świeżo smażone czeburieki. Najlepsze jakie jadłem w ciągu całego wyjazdu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wsiadamy w tramwaj linii numer 6 i jedziemy na dworzec. Wszak na zegarze już 12.45. Oby pozostali się nie spóźnili na zbiórkę, bo busik do Szegini odjeżdża dziesięć po pierwszej. Całe szczęście - nie spóźnili się. Błyskawicznie pakujemy cały tył i ruszamy w kierunku polskiej granicy. Do przejścia dojeżdżamy około 15-tej. Wydajemy ostatnie hrywny (zgadnijcie na co) i maszerujemy do granicznych budek. Mimo wprowadzenia ostrych „papierosowych” limitów (dozwolone dwie paczki, a nie jak do niedawna sztanga) na granicy kolejka. Obcujemy z językiem polskim, choć nie jest to wymarzone spotkanie z naszą ojczystą mową, bo przed nami stoją kolesie w stylu: „k…, jebłem, pizgłem”. A to Polska właśnie. No trudno. Ojczyzny się nie wybiera:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwilę po 15-tej polskiego czasu wsiadamy do autobusu do Przemyśla (difoltowe 2zł za kurs). Kilkanaście minut później jesteśmy już na przemyskim dworcu. Kupujemy bilety. Co niektórzy odwiedzają też osławioną toaletę, w której wybierają niepełny pakiet - bez mycia rąk. Do odjazdu jeszcze prawie 2 h, więc idziemy pospacerować po przemyskim deptaku. Zaglądamy do dobrze znanej pizzerii (typowe polskie jadło), w której jednak zostajemy na dłużej . Po posiłku szybkie zakupy – polska prasa, prowiant na drogę i wskakujemy do pociągu. To 10-ta noc z rzędu spędzona w pojeździe na szynach. Pierwsza w Polsce i pierwsza tak niekomfortowa. No nic – cudów po PKP nikt nie oczekiwał. Mijamy Rzeszów i Tarnów. Około 22-giej docieramy do stolicy Małopolski. A później? Później wszyscy zasnęli. W koszmarnie niewygodnych pozycjach, ale zmęczenie wzięło górę. Przyjazd do Poznania przewidziany na 5.55.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-7189119047029182421?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/7189119047029182421/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/13-wrzesnia-niedziela.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7189119047029182421'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7189119047029182421'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/13-wrzesnia-niedziela.html' title='13 WRZEŚNIA - NIEDZIELA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ_YwGe0OI/AAAAAAAADFk/ZD8D3mWW-wU/s72-c/DSC_0215.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-7469565891532062222</id><published>2009-09-20T12:07:00.000-07:00</published><updated>2009-09-20T12:13:16.907-07:00</updated><title type='text'>12 WRZEŚNIA - SOBOTA</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ-t1Qn0HI/AAAAAAAADFc/ySS2J4G744w/s1600-h/CSC_0211.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ-t1Qn0HI/AAAAAAAADFc/ySS2J4G744w/s200/CSC_0211.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383629730424017010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ-YS79GOI/AAAAAAAADFU/mifWNC3657w/s1600-h/DSC_0209.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ-YS79GOI/AAAAAAAADFU/mifWNC3657w/s200/DSC_0209.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383629360433273058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ-CpvRCUI/AAAAAAAADFM/wtcm9ijZ07E/s1600-h/DSC_0207.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ-CpvRCUI/AAAAAAAADFM/wtcm9ijZ07E/s200/DSC_0207.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383628988596947266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ9yn9Hd6I/AAAAAAAADFE/05KouCD9yY0/s1600-h/DSC_0206.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ9yn9Hd6I/AAAAAAAADFE/05KouCD9yY0/s200/DSC_0206.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383628713240262562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zabawnym doświadczeniem była nocna kontrola na granicy rosyjsko – ukraińskiej. Odprawa graniczna kojarzy się raczej z poważną procedurą, w czasie której trzeba należycie się zachowywać. Tym razem było zupełnie inaczej – przynajmniej z naszej strony. Celnicy ubrani jak zwykle i poważni jak zawsze. My – zaspani i pod kołdrami. Mało tu szacunku dla władzy;) Tak czy inaczej – o 4 rano wjeżdżamy na Ukrainę.  Nie ma wśród nas osoby, która nie radowałaby się z opuszczenia „wrogiej” rosyjskiej krainy. Nie żebyśmy byli rusofobami…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na kijowskim dworcu wysiadamy chwilę po 11-stej. Nowoczesny budynek rzuca na kolana. W tej kwestii, w pojedynku Ukraina – Polska 1:0, choć kijowski wakzał przewyższa Centralny w Warszawie o kilka klas, więc może 5:0 albo Knockout? Wymieniamy/ wypłacamy kasę i kupujemy bilety do Lwowa (94 hrywny za plackarte. Były pociągi i za 70, ale przy dzisiejszym kursie ichniej waluty to różnica 6zł). A zatem do 22.00 czas wolny w Kijowie. Rozpoczynamy od pozostawienia bagażu w przechowalni – cena dużo bardziej przyjazna niż w Rosji. Następnie wizyta w pobliskim supermarkecie. Ceny – rozkoszne, szczególnie przy obecnym przeliczniku. I już lubimy Ukrainę, bo czujemy, iż tu powetujemy sobie zdzierstwo, którego doświadczyliśmy w Moskwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spacerujemy w kierunku centrum. Mijamy Kijowski Uniwersytet, pod którym tłoczą się makabrycznie przebrani ludzie – wymazani czerwoną mazią, która ma imitować krew. Obleśne głupki. Dochodzimy do głównej kijowskiej arterii – Chreszczatyku, przy którym znajduje się słynny Plac Niepodległości (Maidan Niezależnosti). Chwilę później z oddali podziwiamy jeszcze Cerkiew św. Michała i już ruszamy na poszukiwanie czegoś do jedzenia. Niestety – w centrum Kijowa można zapomnieć o tanim barszczu. Nawet mimo korzystnego kursu ukraińskiej waluty, niczego poniżej 10zł znaleźć nie możemy. No trudno – wracamy do naszego marketu i żywimy się w tamtejszym barze. Tanio, dobrze i do syta. Przed odjazdem pora jeszcze na wyborne ukraińskie piwo. Czarnobylskie, Sławutycz, Bile, Obolon – znawcom tematu nie muszę przedstawiać tych marek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Punkt 22–ga odjeżdżamy do Lwowa. Czujemy wyraźnie, iż nasza wielka wyprawa dobiega końca. Do polskiej granicy już naprawdę niedaleko…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-7469565891532062222?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/7469565891532062222/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/12-wrzesnia-sobota.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7469565891532062222'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7469565891532062222'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/12-wrzesnia-sobota.html' title='12 WRZEŚNIA - SOBOTA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ-t1Qn0HI/AAAAAAAADFc/ySS2J4G744w/s72-c/CSC_0211.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-1309977870615314768</id><published>2009-09-20T11:50:00.000-07:00</published><updated>2009-09-20T12:06:09.825-07:00</updated><title type='text'>11 WRZEŚNIA - PIĄTEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ9Gp_7HqI/AAAAAAAADE8/3i0B3o-MK74/s1600-h/DSC_0200.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ9Gp_7HqI/AAAAAAAADE8/3i0B3o-MK74/s200/DSC_0200.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383627957874663074" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ8nIGE7kI/AAAAAAAADE0/SnuMqx_tmlg/s1600-h/DSC_0177.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ8nIGE7kI/AAAAAAAADE0/SnuMqx_tmlg/s200/DSC_0177.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383627416197721666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ8SaZUJCI/AAAAAAAADEs/Pdk3GdXpeOg/s1600-h/CSC_0169.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ8SaZUJCI/AAAAAAAADEs/Pdk3GdXpeOg/s200/CSC_0169.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383627060332995618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ7-EqfowI/AAAAAAAADEk/Ed3SWkJGtQI/s1600-h/DSC_0167.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ7-EqfowI/AAAAAAAADEk/Ed3SWkJGtQI/s200/DSC_0167.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383626710902088450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ7Oe5nbPI/AAAAAAAADEc/Z1ceWJ3m-9Q/s1600-h/DSC_0158.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ7Oe5nbPI/AAAAAAAADEc/Z1ceWJ3m-9Q/s200/DSC_0158.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383625893311114482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ64PtrVxI/AAAAAAAADEU/jRnkhZsTOSM/s1600-h/DSC_0145.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ64PtrVxI/AAAAAAAADEU/jRnkhZsTOSM/s200/DSC_0145.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383625511277385490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na Dworzec Jarosławski pociąg dociera zgodnie z planem. Opuszczamy nasze niemalże „100 – godzinne domostwo” i udajemy się do poczekalni. Metro kursuje dopiero od szóstej, więc przez 1,5h przysypiamy na dworcowych fotelach. Kilka minut po 6-tej chwytamy nasze plecaki i ruszamy „pod ziemię”. Znalezienie stacji metra okazuje się nie być takim łatwym zadaniem. Oznakowanie w Moskwie pozostawia wiele do życzenia.  Docieramy wreszcie do stacji Komsomolskaja,. Oczywiście na peronie tablic z nazwą stacji próżno szukać. W zamian za to bogate zdobienia, efektowne żyrandole, rzeźbione sufity. Przepych przeogromny. Pojedynczy przejazd kosztuje 22 ruble. Ech – z rozrzewnieniem wspominamy pekińskie metro. Tanie bilety, nowoczesne wagony, wszystkie oznaczenia po angielsku. No nic – jedziemy na Dworzec Kijowski, z którego wieczorem odjeżdżamy w kierunku ukraińskiej stolicy. Wchodzimy do przechowalni bagażu, a tam niemiły gruby Rosjanin tonem nieznoszącym sprzeciwu dryguje naszymi poczynaniami. Jak się okazuje – to dopiero początek niemiłych z nim doświadczeń. Koszt przechowania bagażu to wg cennika 72 ruble. Jednakże „przesympatyczny” obsługujący uznał, że karimata przypięta do plecaka to osobny bagaż. Podobnie śpiwór znajdujący się na zewnątrz plecaka. Dbając o własną kieszeń oczywiście kłócimy się z kolesiem próbując udowodnić, że jego interpretacja jest absurdalna. Niestety – facet drze się w niebogłosy, wykrzykuję że 150 rubli od osoby, że my Polacy nienawidzimy Rosjan, ale oni nas również itepe, itede. Głąb i cham z niego, ale sęk w tym, że nie mamy innej możliwości, więc zostawiamy bagaże w tym miejscu i za taką cenę. Sympatycznie rozpoczyna się zwiedzanie rosyjskiej stolicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spacerujemy w stronę centrum. Przekraczamy rzekę Moskwę, która otacza miasto. Chwilę po 8-mej spacerujemy reprezentacyjnym Arbatem. Mijamy dom, w którym mieszkał Aleksander Puszkin. Kawałek dalej pomnik Bułata Okudżawy. Z racji wczesnej pory na ulicy pustki -  obraz zupełnie inny niż ten tętniący życiem, który opisano w przewodniku. Jeszcze przed dziewiątą docieramy do Parku Aleksandrowskiego, który znajduje się u podnóża Kremla. Samą fortecę otwierają dopiero o 10 – tej, więc mamy jeszcze czas pospacerować po pobliskim Placu Czerwonym. A na najsłynniejszym z placów wielkie rusztowanie, scena, trybuny. To ponoć pozostałości po dniach Rosji. Maszerujemy dalej w kierunku słynnego mostu, z którego wielokrotnie słyszałem: „Wiktor Bater, Wiadomości, Moskwa”. Widok na Kreml jest stąd wymarzony. I pogoda również nas dziś rozpieszcza. Wolnym krokiem wracamy do Kremlowych kas. Kupujemy bilety studenckie za 100 rubli. Cieszy nas ta cena. Niestety – radość mija prędko, gdy tylko zbliżamy się do kontroli bagażu. Typowa rosyjska „gościnność” sprawia, że wymyślamy ten naród od najgorszych, naszym idolem staje się Władysław Kozakiewicz i pojmujemy dlaczego wszelkie sportowe zwycięstwa nad Rosją smakują tak dobrze. Tak czy inaczej Kreml zwiedzamy, bo przecież bilety zakupione. &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Po Kremlu pora pokuszać. Mateusz – stały moskiewski bywalec – zabiera nas na „Kartoszkę” – dużego ziemniaka z farszem. Podobno to najtańsze, co można zjeść w rosyjskiej stolicy. Podążamy krok w krok za naszym przewodnikiem. Po chwili okazuje się, że ów ziemniaczany bar znajduje się w najdroższym centrum handlowym miasta - Ochota. 150 rubli za ziemniaka? Nie dziękuję. Słoma zjadł, bo zjeść musiał. Zupełnie straciłby twarz, gdyby się wycofał po przyprowadzeniu nas na miejsce. My żywimy się niedługo później w „Krówce” na Arbacie. Smaczny posiłek za 99 rubli, choć wielkość porcji nie powala na kolana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro żołądki napełnione to pora na dalsze zwiedzanie. Wsiadamy do metra i jedziemy na Wróblowe Wzgórza, z których roztacza się piękna panorama stolicy. W pobliżu znajduje się również budynek Moskiewskiego Uniwersytetu – jedna z siedmiu „Sióstr Stalina” czyli budowla a’la warszawski Pałac Kultury. Spędzamy w tych okolicach późne popołudnie. Natomiast wieczorem chcemy sobie posiedzieć w Parku Aleksandrowskim. Niestety – z niewiadomych przyczyn wygania nas ochrona twierdząc, że na 3 godziny zamykają teren. Znów słynna rosyjska gościnność. No nic – jedziemy na dworzec i tam oczekujemy na pociąg. 22.50 – z mieszanymi odczuciami opuszczamy Moskwę – miasto z jednej strony intrygujące, z drugiej przepłacone i nieprzyjazne. A z rana Kijów…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-1309977870615314768?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/1309977870615314768/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/11-wrzesnia-piatek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/1309977870615314768'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/1309977870615314768'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/11-wrzesnia-piatek.html' title='11 WRZEŚNIA - PIĄTEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ9Gp_7HqI/AAAAAAAADE8/3i0B3o-MK74/s72-c/DSC_0200.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-4940935532866041766</id><published>2009-09-20T11:48:00.000-07:00</published><updated>2009-09-20T11:50:12.953-07:00</updated><title type='text'>10 WRZEŚNIA - CZWARTEK</title><content type='html'>Tuż po północy wjechaliśmy do Europy. Symboliczny słupek graniczny znajduje się w Wierszynie, w odległości 1770 km od Moskwy. Niestety – kolejny raz mijamy tę miejscowość w nocy, więc trudno cokolwiek dostrzec. A jeszcze trudniej, jeśli się akurat spało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień spędzamy na lekturze przewodnika. Wszak do Moskwy już niedaleko. Za niecałą dobę powinniśmy zawitać w rosyjskiej stolicy. Tylko casanova – Mateusz, miast czytać, co jakiś czas odwiedza swoją lubą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żenia to dobra partia,  ma urodę „dziewczynki” i umie robić na drutach. Właśnie jest w trakcie dziergania niebieskiego szalika, który już jest niewyobrażalnie długi. Zastanawiamy się czy podaruje go Mateuszowi oraz czy będzie wystarczająco długi, by połączyć Moskwę z Brokęcinem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec naszej transsybirskiej przejażdżki przewidziany jest na godzinę 4.11, wobec tego planujemy pójść spać o rozsądnej porze. Mateusz rozmawia ze swą oblubienicą w języku Shakespeare’a, a jak wiadomo Słoma to Niemiec, więc mistrzem tamtej mowy nie jest. Nie bardzo wiemy co chciał przekazać, ale ponoć pozwolił sobie na stwierdzenie „..to już ostatnia noc…”, co dziewczyna zrozumiała w sposób oczywisty i błyskawicznie poinformowała go, że ma chłopaka. Taki subtelny jest ten nasz Mateusz.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-4940935532866041766?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/4940935532866041766/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/10-wrzesnia-czwartek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/4940935532866041766'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/4940935532866041766'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/10-wrzesnia-czwartek.html' title='10 WRZEŚNIA - CZWARTEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-7955992102711946163</id><published>2009-09-20T11:44:00.000-07:00</published><updated>2009-09-20T11:47:39.848-07:00</updated><title type='text'>9 WRZEŚNIA - ŚRODA</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ4gUMWrhI/AAAAAAAADEM/EZyqDj9IdIA/s1600-h/CSC_0123.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ4gUMWrhI/AAAAAAAADEM/EZyqDj9IdIA/s200/CSC_0123.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383622901139680786" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Poranek to wizyta w Omsku – największym mieście Zachodniej Syberii, położonym nieopodal kazachskiej granicy. Pociąg ma tutaj ponad 40 – minutowy postój, więc jest dobra okazja by udać się na zakupy. Wraz z Lucyną mijamy zaparkowany milicyjny radiowóz i przecinamy główną przydworcową ulicę. Pozostali nie mają już tyle szczęścia. Chwilę później rosyjscy oficerowie zatrzymali ich za przechodzenie w niedozwolonym miejscu. Kontrola paszportów, próba wlepienia mandatu, pouczenie. Całe szczęście, że żadnych finansowych konsekwencji nie było. Wracamy do pociągu i zasiadamy do śniadania. Świeże mleko, kupione w sklepie o sympatycznej nazwie „Omski bekon”, to naprawdę smakowity dodatek do pitej codziennie chińskiej herbatki.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pociąg jedzie średnio 60-70 km/h. W związku z tym do Moskwy jeszcze około 3000 kilometrów. Niemalże połowa drogi już za nami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczesnym popołudniem docieramy do Tumienia, w którym zaliczamy kolejny „peronowy spacer” połączony z zakupami. Co istotne – temperatura na zewnątrz jest naprawdę wysoka. Spokojnie da się wytrzymać w krótkim rękawie. Trudno nam w to uwierzyć – szczególnie po mroźnych doświadczeniach sprzed dni kilku dni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wieczorem co niektórzy integrują się z Rosjanami jadącymi do Permu. Powszechnie wiadomo na czym w Rosji polega owa integracja, wobec tego nie będę rozwijał myśli. Niektórzy „wnikliwi czytelnicy” gotowi jeszcze pomyśleć, iż piszę jedynie o alkoholizowaniu się i robieniu kupy. Dodam tylko, że nastąpiła „wymiana towarowa” – w zamian za garść polskich gadżetów dostaliśmy ogrodniczki „Gazpromu”. Trzeba przyznać, że unikalny to prezent, do tego stopnia wyjątkowy, że Marian zaczął się zastanawiać czy przepuszczą nas przez granicę. Warto jeszcze wspomnieć, że nasz naczelny celebryta - przystojniak Słoma upatrzył sobie jedną z młodych pasażerek - Żenię i rozpoczął „rzeźbienie”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedługo po tym jak zawitaliśmy do Swierdłowska pozostali wyprawowicze udali się spać. A Słoma działał…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-7955992102711946163?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/7955992102711946163/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/9-wrzesnia-sroda.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7955992102711946163'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7955992102711946163'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/9-wrzesnia-sroda.html' title='9 WRZEŚNIA - ŚRODA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ4gUMWrhI/AAAAAAAADEM/EZyqDj9IdIA/s72-c/CSC_0123.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-5479400668687336749</id><published>2009-09-20T11:37:00.000-07:00</published><updated>2009-09-20T11:44:41.969-07:00</updated><title type='text'>8 WRZEŚNIA - WTOREK</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ3gHaKrCI/AAAAAAAADEE/OneQiR8_Mgk/s1600-h/DSC_0139.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ3gHaKrCI/AAAAAAAADEE/OneQiR8_Mgk/s200/DSC_0139.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383621798196325410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nad ranem mijamy kolejną strefę czasową. Do Moskwy  już „tylko” 4 godziny. Poranny „prysznic” budzi nas do życia. Pora rozpocząć kolejny „transsybirski dzień”. Pierwszym większym miastem na trasie jest Krasnojarsk – do niedawna miejsce, w którym żaden innostraniec nie mógłby postawić stopy. Na szczęście to już przeszłośc, więc w  przydworcowym markecie kupuję artykuły pierwszej potrzeby: chleb i piwo (kolejność nieprzypadkowa). Niektórzy woleli zapłacić peronowym sprzedawcom dwa razy więcej. No cóż – ich wybór (prawda Mateusz?;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krajobraz za oknem tak bardzo różni się od tego z Mongolii czy nawet Chin. Gęste lasy są czymś niebywałym po tygodniach spędzonych na mongolskich pustkowiach. Mamy już końcówkę pierwszej dekady września, więc drzewa przybrały lekko jesienne barwy. Przyjemnnie spogląda się za okno, ale bez przesady. Ile można patrzeć? Z drugiej strony – co tu robić, gdy czasu tak wiele, a przestrzeni tak mało? Czytanie, gra w karty, rozmowy – tego wszystkiego mamy już po dziurki w nosie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem zawitaliśmy do Nowosybirska – stolicy tutejszej krainy i jednego z największych rosyjskich miast. Chwilę później udajemy się do naszych łóżek (który to już raz w dniu dzisiejszym?). Tym razem jednak na dłuższy spoczynek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-5479400668687336749?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/5479400668687336749/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/8-wrzesnia-wtorek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/5479400668687336749'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/5479400668687336749'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/8-wrzesnia-wtorek.html' title='8 WRZEŚNIA - WTOREK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ3gHaKrCI/AAAAAAAADEE/OneQiR8_Mgk/s72-c/DSC_0139.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-672128290805048616</id><published>2009-09-20T11:33:00.000-07:00</published><updated>2009-09-20T11:36:52.681-07:00</updated><title type='text'>7 WRZEŚNIA - PONIEDZIAŁEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ2G9tze7I/AAAAAAAADD8/qgHUvvj7wv4/s1600-h/DSC_0126.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ2G9tze7I/AAAAAAAADD8/qgHUvvj7wv4/s200/DSC_0126.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383620266585979826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przed opuszczeniem Ulan-Ude szybki rajd po centrum. Głowa Lenina w porannym sloncu wyglada jeszcze atrakcyjniej. Odwiedzamy pobliski bank oraz supermarket, w ktorym Danuta nabywa pasztetowe puszki. Szykują się kolejne romantyczne kolacje z Wojtkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pojezd numer 339 relacji Czita – Moskwa przybywa o 5.17 czasu stołecznego (10.17 lokalnego). Wagon numer 14 będzie naszym domem na najbliższe 4 dni. Oby w środku było ciepło, bo niemalże 100 godzin w chłodzie z pewnością nie przeżyjemy. 5.42 – pociąg opuszcza buriacką stolicę, a my spokojnie rozkładamy się w ciepłych wnętrzach plackarty. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że nie zamarzniemy. Do Moskwy ponad 5600 kilometrów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedługo po opuszczeniu Ułan-Ude docieramy do brzegów Bajkału. W przedpołudniowych promieniach słońca jezioro wygląda naprawdę uroczo. Mimo tego współczujemy „starszemu pokoleniu”, które Nadbajkale zwiedzało tylko w taki  sposób. Drogi Przemysławie – pobytu nad tym wielkim rosyjskim akwenem na pewno od Was nie „splagiatowaliśmy”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku godzinach docieramy do dobrze nam znanej Sludianki. Pociąg stoi tu jedynie 3 minuty, ale wierzymy, że mimo to nasz ochotnik Słoma zdoła kupić „gariacze omule”. Łatwo nie było, ale po kilku chwilach delektujemy się pysznymi bajkalskimi rybami. Taki obiad to marzenie. Około 16-tej czasu lokalnego przyjeżdżamy do Irkucka. Od tego momentu nasz wagon jest pełen. Aż dziw bierze, że niezależnie od miesiąca – czy to „sezon” czy poza nim -  pociąg jest wypchany po brzegi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Resztę dnia spędzamy na: 1) grze w karty 2)  leniwym wylegiwaniu się na naszych pryczach 3) powolnym sączeniu rosyjskich piw (Baltika 3, Sibirskaja Korona, Bereg Bajkala i inne…)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-672128290805048616?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/672128290805048616/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/7-wrzesnia-poniedziaek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/672128290805048616'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/672128290805048616'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/7-wrzesnia-poniedziaek.html' title='7 WRZEŚNIA - PONIEDZIAŁEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ2G9tze7I/AAAAAAAADD8/qgHUvvj7wv4/s72-c/DSC_0126.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-7838882098393809074</id><published>2009-09-20T11:23:00.001-07:00</published><updated>2009-09-20T11:29:43.669-07:00</updated><title type='text'>6 WRZEŚNIA - NIEDZIELA</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ0gwkMjVI/AAAAAAAADD0/qjab91dfET4/s1600-h/DSC_0115.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ0gwkMjVI/AAAAAAAADD0/qjab91dfET4/s200/DSC_0115.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383618510709362002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ0PWbXu3I/AAAAAAAADDs/CDseXSZgFh0/s1600-h/DSC_0105.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ0PWbXu3I/AAAAAAAADDs/CDseXSZgFh0/s200/DSC_0105.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383618211635247986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZzz0uQUrI/AAAAAAAADDk/f188eG_Hw7I/s1600-h/DSC_0104.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZzz0uQUrI/AAAAAAAADDk/f188eG_Hw7I/s200/DSC_0104.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383617738731180722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZzWpeLcTI/AAAAAAAADDc/oW4sOQeSXZY/s1600-h/DSC_0103.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZzWpeLcTI/AAAAAAAADDc/oW4sOQeSXZY/s200/DSC_0103.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383617237494755634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W kwestii miejsca - w istocie bylo komfortowo. Co innego, jesli wezmiemy pod uwage temperature. Kilka minut po piatej wygrzebujemy sie z naszych spiworow i zziebnieci ropoczynamy pakowanie. Pociag zbliza sie do stacji docelowej. Blyskawicznie, bo tuz po wyjsciu z wagonu, znajduje sie chetny, aby zawiezc nas do Altanbulag. To w tej, oddalonej od Suche Bator o 30 km, miescinie znajduje sie drogowe przejscie graniczne. Kwota, jakiej domaga sie za przejazd nasz oferent, to 2500 tugrikow. Jakos nawet nie chce się nam targowac. Ładujemy sie do kilku samochodow (ktore i bez naszej obecności smialo mozna by nazwac "pelnymi") i w droge. Slomy plecak lezy na szczycie "pakunkowej gory" wystajacej z bagaznika. Rzecz jasna klapa jest otwarta, a caly ladunek jedynie pozwiazany sznurem. Kilka kilometrow za miastem nasze auto traci moc i staje. Proby ponownego odpalenia i ruszenia koncza sie fiaskiem. Czy my zawsze musimy miec takiego "samochodowego pecha"? Juz bylismy w ogrodku, juz witalismy sie z gaska, a teraz nie wiadomo kiedy, a moze: czy w ogole dotrzemy na granicę. Na szczescie nasz woziciel zlapal za telefon i wezwal "posilki". Po kilkunastu mroznych minutach (nie przesadzam z ta temperatura) podjezdza kolejny Hyundai i rozpoczyna sie "przeprowadzka". Misterna konstrukcja powstaje w okamgnieniu (widac, ze maja w tym wprawe) i mozna ruszac ku przejściu. Pozostala czworka (Mariany + Danuty) juz tam czeka i marznie. Pod nasza nieobecnosc udalo im sie zalatwic miejsca w dwoch pierwszych skolejkowanych autach. Wypas. Ponadto - nie za standardowe 150 rubli od czlowieka, lecz za 100. Szykuje sie ultra tani przejazd UB-Ulan-Ude.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest 6.45. Do otwarcia granicy jeszcze godzina i pietnascie minut. Do ustawionych w kolejce oszronionych aut zaczynaja sie schodzic ich kierowcy. Wiekszosc z nich przynosi trzymany w nocy w domowym ciepelku akumulator. Z kolei my wyjmujemy butle oraz palniki (cala dobe przechowywane w cieplym wnetrzu plecakow) i przyrzadzamy herbatke. Obejsc sie bez kubka goracego napoju - w tej temperaturze to nie do pomyslenia. W miedzyczasie spotyka nas dobrze znana przygoda. Nasi woziciele podumali i za 100 rubli jednak nie pojada. Żądają 150 albo 5 dolcow. Wkurzeni (ale nie wielce zadziwieni) wyjmujemy plecaki z bagaznika. Ten numer nie pomaga - nie spuszczaja z tonu. A zatem szukamy w kolejce kogos, kto wzialby nas za mniej niz 150 RUB. Niestety - perfekcyjna zmowa trwa w najlepsze. Bezsilni wracamy do "kolejkowych liderow" i jedziemy z nimi za 5 dolcow. To standardowa kwota za ten przejazd, ale nasza nadzieja zostala pierwotnie rozbudzona - stad teraz taki zawod. Nim przyszla godzina otwarcia spotkalismy jeszcze dwoch Wlochow, którzy równiez wracali z Mongolii. Sek w tym, ze oni byli zmotoryzowani, choc na mongolskie drogi (czy tez lepiej: bezdroza) pojazd to marny (czy tez lepiej: żaden). www.mongolrally.it - taki oto napis (wsrod wielu sponsorskich logo) widnial na ich starej dwudrzwiowej Pandzie. Jak nia przejechali pustynie Gobi? Nie mam pojecia. Moze odpowiedz jest do znalezienia pod powyzszym adresem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama odprawa bez wiekszych problemow (poza tym, ze nasza maszyna ciagle gasla, a w Marianowo-Slomianej Ladzie ciagle odpadala klapa od bagaznika). Jeszcze przed poludniem ladujemy w przygranicznej knajpce (oczywiscie po stronie rosyjskiej), w ktorej stolowalismy sie (a takze nocowalismy) w drodze do Mongolii. Delektujemy sie przepysznym barszczem, ktory smakuje jeszcze lepiej, gdy za oknem zima”. Spotykamy Polaka - kierowce tira, ktory od 10 lat wozi nasze rodzime kosmetyki do Mongolii. Opowiada nam ciekawe historie o bylym ambasadorze, u którego mielismy okazje goscic. Dowiadujemy sie miedzy innymi, ze na prosbe pana Kulaka nasz "tirowiec" wiozl swego czasu jurte. Podobno Najwyzsza Izba Kontroli zapragnela miec ten tradycyjny mongolski domek w jednym ze swoich osrodkow. Zdziwieni? Ja wcale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zjezdzamy do Kiachty i wyplacamy kase w jedynym dzialajacym bankomacie. Pora ruszac w droge do Ulan Ude. Niestety - ponownie padamy ofiara przewozniczej zmowy i poza standardowa oplata - 250 rubli za osobe doplacamy jeszcze po 50 za bagaz. Nikt inny rzecz jasna ani pomyslal zejsc ponizej tej ceny. "Trudno, co zrobic" - jak mawial Ochódzki Ryszard - prezes klubu Tecza. Okolo 17-tej docieramy na dworzec kolejowy w stolicy Buriacji. Lokujemy sie w poczekalni i ruszamy obfotografowac glowe Lenina. Po drodze sprawdzamy jeszcze czy moze tym razem towarzystwo polskie, w którym swego czasu mozna bylo sie przespac za 1 dolara, jest otwarte. Niestety - nic z tego. Glucho wszedzie, ciemno wszedzie. W takim razie czeka nas noc na dworcu. Po zmroku rusza wyprawa nr 2. Na celu ma ponowne sprawdzenie stanu aktywnosci towarzystwa polskiego. Okazuje sie, ze towarzystwo jednak zyje. Niestety - nie oferuja juz noclegow za dolca, lecz za dwiescie rubli. 700-procentowa podwyzka na przestrzeni dwoch lat...nie ma co. Cenia sie cwaniaczki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatecznie noc spedzamy w poczekalni o "podwyzszennej komfiortnosci" (czy jakos tak). Normalnie "czardzuja" 60 rubli za godzine za osobe, ale zawodowo się targujemy, iscie po chinsku i placimy 500 rubli za cala noc, za 7 osob. Dostajemy pokoj, w którym na dywanie rozkladamy karimaty i wpadamy w objecia Morfeusza.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-7838882098393809074?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/7838882098393809074/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/6-wrzesnia-niedziela.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7838882098393809074'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7838882098393809074'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/6-wrzesnia-niedziela.html' title='6 WRZEŚNIA - NIEDZIELA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZ0gwkMjVI/AAAAAAAADD0/qjab91dfET4/s72-c/DSC_0115.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-3967934874806805379</id><published>2009-09-20T11:20:00.000-07:00</published><updated>2009-09-20T11:21:21.060-07:00</updated><title type='text'>5 WRZEŚNIA - SOBOTA</title><content type='html'>Pobudka z pewnoscia nie nalezala do najwczesniejszych. Ospale i leniwie pakujemy nasze plecaki. Dopiero chwile po dwunastej jestesmy gotowi do opuszczenia naszej jurty. Z drugiej strony, do czego tu sie spieszyc? Pociag do Suche Bator odchodzi dopiero o 21.10, a podczas calego wyjazdu spedzilismy w mongolskiej stolicy juz dobrze ponad tydzien.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Udajemy sie na glowna ulice miasta zwana "Peace Avenue" i rozpoczynamy rajd po sklepach z pamiatkami. Wreszcie udaje mi sie zakupic mongolska czapeczke za rozsadne pieniadze (5 tysiecy tugrikow) Wojtek kupuje male przenosne szachy, ktore pakuje sie do filcowej tuby. Sloma nabywa wylansowany (jak przystalo na celebryte) T-shirt z duzym napisem "Mongolia". I tak dalej, i tym podobne, i tak dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zakupach pora na druga wizyte w internetowym klubie. Tym razem spedzam tam blisko trzy godziny. By zylo sie lepiej. Wszystkim blogowym czytelniko - podgladaczom. Przed wyjazdem warto by jeszcze ostatni raz odwiedzic mongolski guandz, a takze zrobic zakupy spozywcze. Chwile przed 20-ta opuszczamy nasz hostel i "30-stka" udajemy sie na dworzec. Po zmroku jest to miejsce wyjatkowo niebezpieczne i odrazajace. Kreci sie tu mnostwo podejrzanych typkow, którzy probuja wyrwac ci co popadnie. Jeden z nich zaczal nawet odpinać Danutowa mate. Na szczescie bedac w 7-osobowej grupie mamy oczy dookola glowy i nie tak latwo nas skroic. Szkoda jednak, ze nikt w Mongolii nie probuje ukrocic tego haniebnego procederu, bo jest to czynnik zdecydowanie odstraszajacy turystow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krotko przed 21-sza wsiadamy do naszego wagonu. Czujemy sie co najmniej dziwnie, bo nikogo nie trzeba odpychac, z nikim walczyc o miejsce. Trudno w to uwierzyc, ale w pociagu do Suche Bator jest meeega luźno. Zapowiada sie komfortowa noc.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-3967934874806805379?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/3967934874806805379/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/5-wrzesnia-sobota.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/3967934874806805379'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/3967934874806805379'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/5-wrzesnia-sobota.html' title='5 WRZEŚNIA - SOBOTA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-7738236781314762768</id><published>2009-09-20T11:18:00.000-07:00</published><updated>2009-09-20T11:19:06.375-07:00</updated><title type='text'>4 WRZEŚNIA - PIĄTEK</title><content type='html'>Ulan Bator, do którego przyjechalismy 40 minut pozniej niz powinnismy, zafundowalo nam chłodne powitanie. Po upalnych Chinach nikt nie spodziewal sie pary z ust o 10 rano na stolecznym dworcu. Szczękajac zebami pedzimy ile sil na przystanek autobusowy. Wskakujemy do "30-stki" i po 10 minutach wysiadamy nieopodal "GanaGuesthouse". "Welcome again" - wita nas pani z hostelu. Mongolska angielszczyzna pyta dalej: "Are you from China?". "Yes, we are" - odpowiadam. Najwazniejsze, ze nawiazalismy nic porozumienia. A ze w niekoniecznie poprawnej formie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ubieramy sie grubo i ruszamy do miasta. Po drodze zachodzimy do naszego ulubionego guandza. Mila pani jak zwykle odnosi sie do nas z duza sympatia. Szkoda tylko, ze nie przyrzadza chinskich dan. Gulasz, ktory smakowal nienajgorzej podczas pierwszej wizyty u Czyngis-khana, teraz ledwo przechodzi przez gardlo. I to mimo, iz nie jest baranem! Ech..."rozpuscily" nas kulinarnie te Chiny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po nieudanym posilku udajemy sie do Department Store - najwiekszego domu handlowego w miescie. Wiekszosc z nas chce nabyc jakies drobne pamiatki - a to mongolska czapeczke, a to skorzany buklak na szlachetne trunki. Niestety - ceny w centrum miasta nas porazaja. Postanawiamy przejechac sie na "Narantuul Tow", w jezyku Shakespeare'a: "Black Market" - najwieksze targowisko w stolicy. Przejazd miejskim autobusem trwa wieki. Cale Ulan Bator „tonie” w drogowych remontach. W koncu docieramy. Bilet wstepu kosztuje majatek - 50 tugrikow (okolo 10 groszy). Zaraz za brama wejsciowa napotykamy na stoiska z jurtami (w formie „złóż to sam”). Na szczescie tym razem Ciotka Danuta nie wpada na pomysl "A moze bym sobie ze cztery takie jurty do Dżołdżins przywiozla". Niestety - poza wspomnianym stoiskiem nic ciekawego Narantuul nam nie zaoferowal. Mnostwo straganow z podrabianymi ciuchami "Oidosa", "Sabibasa" oraz innych swiatowych marek, ledwie ze dwa, moze trzy, z pamiatkami. Ceny niewiele nizsze niz w Department Store. I zerowa gotowosc do targowania sie. Rzecz niebywala, szczególnie dla kogos, kto jeszcze wczoraj byl w Chinach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W autobusie, w drodze powrotnej, spotykamy Mongołkę numer "pińcet", ktora mowi po polsku bo mieszkala dwadziescia lat w Warszawoe. Co ciekawe - o tej w ciemno powiedzielismy, ze zaraz pewnie "przemowi ludzkim glosem" i poinformuje, ze zna nasza mowe. Po kilku minutach w istocie tak sie stalo. Poznym popoludniem odwiedzam kawiarenke internetowa. Wreszcie normalna cena (600 tugrikow za godzine) i brak wszechobecnej w Chinach cenzury. Pora nadrobic czesc "fotograficznych" zaleglosci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przed snem pora jeszcze na JEDNA flaszeczke "Kubilaja Chana" polaczona z gitarowaniem. Wszak to ostatnia i zarazem najchlodniejsza noc w jurcie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-7738236781314762768?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/7738236781314762768/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/4-wrzesnia-piatek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7738236781314762768'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7738236781314762768'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/4-wrzesnia-piatek.html' title='4 WRZEŚNIA - PIĄTEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-7010845766807842442</id><published>2009-09-20T11:09:00.000-07:00</published><updated>2009-09-20T11:17:22.055-07:00</updated><title type='text'>3 WRZEŚNIA - CZWARTEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZxdLqVYiI/AAAAAAAADDU/bSy9KevsNw4/s1600-h/DSC_0102.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZxdLqVYiI/AAAAAAAADDU/bSy9KevsNw4/s200/DSC_0102.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383615150728503842" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZw8fZ_5sI/AAAAAAAADDM/n6ZIu_XUPE0/s1600-h/DSC_0101.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZw8fZ_5sI/AAAAAAAADDM/n6ZIu_XUPE0/s200/DSC_0101.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383614589093013186" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZwSRU8wEI/AAAAAAAADDE/XIaQT9fHjx8/s1600-h/dsc.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZwSRU8wEI/AAAAAAAADDE/XIaQT9fHjx8/s200/dsc.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383613863759233090" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wstajemy w miare wczesnie, bo trzeba pedzic na granice. Targujemy sie z kierowcami, lecz niestety nie mamy silnej pozycji przetargowej. Aut o tej porze "niemnogo". 7 dolarow za osobe - niezbyt atrakcyjna cena, ale szkoda czasu. Z Marianami ładujemy sie do Mitsubishi Pajero i ruszamy ku granicy. Juz na pierwszym skrzyzowaniu okazuje sie, ze wcale nie zmierzamy ku przejsciu. Nasz kierowca jedzie zagospodarowac swój sporych rozmiarow bagaznik.  "Zagospodarowac" to malo powiedziane. Dwadziescia kilka 25-kilogramowych workow z ryzem ląduje w naszym aucie. Pol tony przemytu - robi wrazenie, co?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dojezdzamy na granice, a tam kolejki "nieto". Specjalnie zerwalismy sie skoro swit, by jak najwczesniej dotrzec do Mongolii bram (pamietajac jak duzo czasu zabralo to w tamtą stronę), a tu taka niespodzianka.  Szybko i sprawnie wjezdzamy do ojczyzny Czyngis-chana. Pociag do UB odjezdza o 17.55, wiec czeka nas ponad 7h w prowincjonalnym Zamyn Uud. Snujemy sie po miescinie przypominajac sobie jak to jest w Mongolii. Jedna z bardzo nieprzyjemnych kwestii, jaka predko zostala nam odwtorzona, byl fakt iz Mongolowie to mega kombinatorzy i kradna na potege. Podejrzany typek dlugi czas siedzial na lawce obok nas i zdolal podpieprzyc butle wraz z palnikiem. Na szczescie Marian wraz z Wojtkiem bacznie mu sie przygladali i nie pozwolili uciec ze skradzionym fantem. Szkoda tylko, ze nie zaprowadzili mongolskiego rzezimieszka na pobliski posterunek policji, bo takie wystepki nie powinny uchodzic plazem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Juz trzy godziny przed odjazdem na peronie gromadzi sie tlum. Gdyby byli to tylko ludzie, nie byloby problemu. Sek w tym, ze kazdy z oczekujacych ma gigantyczny bagaz - po 4, 5 wielkich pakunkow wypchanych towarem z Chin. Celowo uzylem slowa "pakunek", a nie na przyklad "torba", bo bylo tam wiele wymyslnych, wczesniej przeze mnie niewidzianych "konstrukcji" (krolowala gora skarpet owinieta folia lub workami na smieci, a calosc oklejona ogromna iloscia tasmy). Zajmujemy kolejke do wagonowych drzwi. Rzecz jasna nie jestesmy w niej pierwsi. Przed nami z piec osob i z "pincet" sztuk bagazu. Z kazdej strony do ogonka probuja się dostac mongolskie cwaniaczki. Nasza determinacja jest jednak silna. Uzywamy niecenzuralnych polskich slow, by wyrazic co myslimy o tych nielegalnych praktykach. Godzine przed odjazdem zaczyna lac. Moknacy tlum dobija sie do wagonu. Po pieciu minutach, gdy wszyscy sa juz mokrzy, prowadnica lituje sie i otwiera drzwi. No i dopiero sie zaczyna. Totalne zezwierzecenie. "Ludzie" tratuja sie, popychaja, atakuja pakunkami. Wedlug niektórych drzwi od wagonu zdaja sie byc nieskonczenie szerokie, bo wiele osob probuje wejsc jednoczesnie z innymi. Mowiac krotko: walka o miejsce w wagonie toczy sie wedlug zasady "po trupach do celu". Mimo, ze posiadamy miejscowki to jednak musimy włączyc sie do tego żenujacego boju. W przeciwnym razie czekaloby nas wielominutowe wyganiane Mongolow z naszych miejsc, a o odzyskaniu polek na plecaki mozna byloby zapomniec. A zatem i nasze lokcie ida w ruch. Nie zwazajac na to czy to Mongol czy Mongolka, odpychamy przeciwnika i napieramy w kierunku wagonu. W ferworze walki niejednemu z nas wymyka sie niezbyt kulturalne sformułowanie rozpoczynajace sie od "SP" (to oczywiście „Szkola Podstawowa”). Po kilku przepychankach i polsko-mongolskich slownych utarczkach ladujemy wreszcie w naszym boxie. Latwo nie bylo, ale jest! Udalo sie! Do odjazdu obserwujemy jeszcze jak kolejnych "pińcet" ladunkow przetacza sie obok naszych siedzen. Ani sciany ani sufit wagonu nie sa z gumy, a jednak wszystkie wory jakims cudem sie zmiescily. Dla nas to niepojete. Mongolscy "tragarze" nie wydaja sie jednak byc tym faktem zaskoczeni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed nami 16-godzinna podroz, ponad 700 km do Ulan Bator. Wagon typu "obszczij" oznacza 16h na siedzaco, ale oznacza równiez najnizsza cene (9600 tugrikow) i prawdziwy lokalny "folklor". Pasazerowie "kupe" (za 27 tys. dziengow) z pewnoscia nie skosztowali tyle "mongolskiej przygranicznej codziennosci" ile zasmakowalismy my. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krotko przed polnoca kladziemy sie spac. "Kladziemy" w doslownym tego slowa znaczeniu. Oprozniamy dwie polki, plecaki kladziemy na ziemi miedzy lozkami, a na bagazowe miejsca wskakuja Lucyna z Danuta. Tym samym urzadzamy sobie plackarte w obszcziju. Za darmo. Trzeba przyznac, ze to nieco tanszy przejazd niz ten za 30 dolcow, jaki zafundowaly sobie "Polowe Marki".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-7010845766807842442?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/7010845766807842442/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/3-wrzesnia-czwartek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7010845766807842442'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7010845766807842442'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/3-wrzesnia-czwartek.html' title='3 WRZEŚNIA - CZWARTEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrZxdLqVYiI/AAAAAAAADDU/bSy9KevsNw4/s72-c/DSC_0102.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-7953044384469768050</id><published>2009-09-20T03:33:00.000-07:00</published><updated>2009-09-20T03:40:25.868-07:00</updated><title type='text'>2 WRZEŚNIA - ŚRODA</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrYGhZLZQMI/AAAAAAAADC8/GKlsBqgbMOQ/s1600-h/DSC_0096.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrYGhZLZQMI/AAAAAAAADC8/GKlsBqgbMOQ/s200/DSC_0096.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383497575332135106" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrYGD4Sr4RI/AAAAAAAADC0/o24vJjfryxQ/s1600-h/DSC_0094.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrYGD4Sr4RI/AAAAAAAADC0/o24vJjfryxQ/s200/DSC_0094.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383497068288139538" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pobudka o siodmej, bo pociag odjezdza skoro swit czyli 8.42. Jak to czesto z chinskimi kolejami bywa - nasz odjazd sie opoznia. Kilkanascie minut po dziewiatej opuszczamy wreszcie Datong. Dla wiekszosci znalazly sie nawet miejsca siedzace, mimo ze miejscowek nie nabylismy. Jedynym, któremu przyszlo podrozowac w przejsciu, jest Marian. Nasz "szczesciarz" srednio co minute musi wstawac i przepuszczac przeciskajacych sie Chinczykow. Po pewnym czasie traci cierpliwosc i zaczyna mowic bardzo brzydko (glownie na "k"). Na szczescie do Jiningu, gdzie mamy przesiadke, jest tylko 150 km. Docieramy tam kilka minut przed poludniem. Z podróży "do Chin" znamy procedure, jaka nas teraz obowiazuje. Z dotychczasowymi biletami udajemy sie do kasy, gdzie musimy wymienic je na takie, ktore beda wazne na trase "Jining - Erlian". Podchodze do okienka i slysze slynne chinskie "me ju". Po polsku: "nie ma". Jak to nie ma? Tlumacze po chinsko-angielsko-polsku, ze nie musimy miec miejsc siedzacych. Byle dostac bilety na dzis. "Tomorrow" - odpowiada pani kasjerka. Tomorrow o 17-tej to odjezdza nasz pociag do Ulan Bator. A co istotne - nie z Jiningu, a z odleglego o ponad 500 km i lezacego w innym panstwie Zamyn Uud. Szukamy "szczescia" w kolejnej kasie. Niestety - scenariusz dokladnie ten sam. Trzecia kasa i trzecia odmowa. Robi sie nieciekawie. Kwadrans po dwunastej. Na dworze leje. Mateusz rusza w poszukiwaniu dworca autobusowego. My probujemy zwrocic bilety. Nic z tego - sa juz czeciowo wykorzystane, wiec nikt ich nie przyjmie. 12.25 - przybiega Mateusz i informuje, ze autobus do Erlian odjezdza o 12.40. Koszt biletu - 70 yuanow. Dodatkowy wydatek i malo czasu to tylko 2/3 problemow, z jakimi borykamy sie w tym momencie. "Ten trzeci" to brak srodkow w naszych portfelach. Zakupiwszy bilet kolejowy do samego Erlian wszyscy z nas zostawili sobie niewiele yuanow - tak by jedynie przenocowac i zjesc po dojezdzie do tej przygranicznej miejscowosci. Dodatkowa komplikacja jest to, iz Jining nie jest stolica swiatowej finansjery i bankomatu na kazdym rogu nie uświadczysz. Blyskawicznie przeliczylismy kto ile ma w swojej sakiewce i okazalo sie ze brakuje okolo 150 yuanow. Wraz z Mateuszem i Marianem pedzimy w poszukiwaniu bankomatu. Na zegarze 12.30. Wpadamy do cudem znalezionej placowki banku i predko do "pienieznej maszyny". 150 RMB w lapie i pedem na dworzec. 12.35 - doslownie lecimy do kasy i kupujemy pozadane bilety. Hmm..."kupujemy" to za duzo powiedziane. W rzeczywistosci bylo tak: kasjerka drukuje bilety, a my skladamy kase. Kazdy wydobywa ze swojego portfela co tylko sie da. Liczymy gore drobnych, 470…480, 481, ojej, 481 i koniec. A potrzeba o dziewiec wiecej. 12.39 - rozpoczyna sie goraczkowe grzebanie po portfelach, skladanie ulamkow yuana, a do celu wciaz daleko. Lucyna wygrzebuje z klasowych ostatnie dwa yuany, ja z kieszeni trzy polowki. Ziarnko do ziarnka...i cudem zebralo sie 490RMB. Dosłownie „cudem”, bo wszyscy zostali bez ulamka yuana przy duszy. Pakujemy sie do autobusu. Tam kolejne przygody. Chinczykow jak mrowkow, ich bagazy wcale niemniej. Nasza cierpliwosc tez ma kres, wiec nawet Marian wybucha i parszywie bluzgamy na wspolpasazerow. Z polgodzinnym opoznieniem opuszczamy Jining. Przed nami 350 km do granicznego Erlian.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Docieramy tam krotko po 18-tej. Proba wyplacenia pieniedzy w "24h banking" konczy sie fiaskiem. Nie dlatego, ze nie dziala bankomat. Powod jest inny - kraty w wejsciu prowadzacym do maszyny. Oto dostep "24/7" w wydaniu chińskim. Na nocleg udajemy sie tam gdzie poprzednio. Po dlugich rozmowach za posrednictwem Google translatora udaje sie osiagnac porozumienie. Dostajemy to, o co walczylismy. Jeden pokoj na siedmioro. Cena - 70 yuanow. 4.5 zl za osobe. Brzmi dobrze, szczególnie po wydaniu dodatkowych 70 yuanow na przejazd. Ostatni chinski posilek jemy w obskurnie wygladajacym barze. Chwile po naszym wejsciu wybiega z niego dwoch zuli i zaczynaja sie trzaskac tuz przed drzwiami. Mamy chwile zwatpienia - czy pozostanie tutaj to na pewno dobry wybor? Decydujemy sie zaryzykowac i podjete ryzyko sie oplaca. "Nie szata zdobi czlowieka", nie pierwsze wrazenie swiadczy o tym czy zarcie bedzie dobre. A dobre bylo. I mega tanie. 7 RMB za kurczaka, 5 RMB za baklazana. Godnie się konczy nasze stolowanie w "Kitaju".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-7953044384469768050?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/7953044384469768050/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/2-wrzesnia-sroda.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7953044384469768050'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7953044384469768050'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/2-wrzesnia-sroda.html' title='2 WRZEŚNIA - ŚRODA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SrYGhZLZQMI/AAAAAAAADC8/GKlsBqgbMOQ/s72-c/DSC_0096.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-6864228908109970631</id><published>2009-09-05T02:26:00.000-07:00</published><updated>2009-09-05T02:30:04.281-07:00</updated><title type='text'>1 WRZESNIA - WTOREK</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIvke4_9_I/AAAAAAAADCs/OvKGfB9ofBQ/s1600-h/DSC_0097.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIvke4_9_I/AAAAAAAADCs/OvKGfB9ofBQ/s200/DSC_0097.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377913208847726578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mega scisnieci w przejsciu koczujemy kilka godzin. Chwile po trzeciej pociag wjezdza na pekinski dworzec. Uff ...wysiadaja…i wysiadaja…wysiadaja. Do tego stopnia, ze zajmuje trzy siedzenia. Az takiego szczescia sie nie domagalem, ale rzecz jasna nie mam nic przeciwko. Po godzinach cierpienia bez skrupulow rozkladam sie caly i zasypiam. Moje szczescie trwa az do Datongu czyli do konca naszej dzisiejszej podrozy. Wypoczety wysiadam w stolicy prowincji Shaanxi. Reszta równiez nie ma na co narzekac. Dzielimy sie na dwa obozy i zalatwiamy pilne kwestie. Kwestia nr 1 to zakup biletow do Erlian. Nabywamy stosowne kwitki na jutrzejszy poranek, 36 yuanow za osobe. Kwestia nr 2 to nocleg. Szukamy czegos lepszego niz ostatnio, bo nie odpowiada nam hotel pelen komarow za 30 RMB/os. Znajdujemy sympatyczne pokoje, 20 yuanow, 5 minut od dworca. Wypas. Zostawiamy bagaze i ruszamy na pozne sniadanie (jest prawie 11-ta) do naszej ulubionej knajpy (Wolskie i Grobelne - podziwiajcie). Wielki talerz jajecznicy z pomidorami zaspokaja kazdy ze zlaknionych zoladkow. Do popicia musielismy zamowic Yanjinga, bo niczego innego sie nie dalo. Nasyceni wracamy do hotelu, po drodze zachodzac jeszcze na smazone krewetki w ciescie. Pora sie przespac godzinke albo dwie. Podroz pociagiem, mimo ze stosunkowo wygodna, to jednak nie to samo co hotelowe lozeczko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zwykle "godzinka albo dwie" zamienia sie w trzy albo cztery. Wstajemy kolo 17-tej i powoli szykujemy sie na wieczor. Dzis jest to szczegolny wieczor, jako ze udajemy sie na wielka uczte do najlepszej z odwiedzonych w Chinach knajpy. Baklazan, kurczak z orzeszkami, wieprzowina w sosie sezamowym, wieprz w pieciu smakach - czym to nasze podniebienia sie nie delektowaly...zapomnialbym o szaszlyczkach, ktore pobudzily nasze apetyty oraz o Yanjingu - idealnym chmielowym dodatku do spozywanych potraw. Tego wieczoru nikt (sie) nie oszczedzal. Tego wieczoru kazdy doslownie sie OBZERAL. Wielkie zarcie z niemniejszym wcale piciem kosztowalo kazdego z nas po okolo 10zl. I niech ktos powie, ze Chiny nie sa kulinarnym rajem na Ziemi...mam pewne podejrzenia, co do tego kto moglby tak uznac;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-6864228908109970631?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/6864228908109970631/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/1-wrzesnia-wtorek.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/6864228908109970631'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/6864228908109970631'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/1-wrzesnia-wtorek.html' title='1 WRZESNIA - WTOREK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIvke4_9_I/AAAAAAAADCs/OvKGfB9ofBQ/s72-c/DSC_0097.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-7590107150325651226</id><published>2009-09-05T02:10:00.000-07:00</published><updated>2009-09-05T02:26:01.869-07:00</updated><title type='text'>31 SIERPNIA - PONIEDZIALEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIumrltOxI/AAAAAAAADCk/XiyNbMNUhhA/s1600-h/CSC_0065.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIumrltOxI/AAAAAAAADCk/XiyNbMNUhhA/s200/CSC_0065.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377912147104578322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqItY8OB60I/AAAAAAAADCc/Otnxn-17myk/s1600-h/DSC_0087.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqItY8OB60I/AAAAAAAADCc/Otnxn-17myk/s200/DSC_0087.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377910811538877250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqItGTgRhkI/AAAAAAAADCU/ie2J-h21k5w/s1600-h/DSC_0055.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqItGTgRhkI/AAAAAAAADCU/ie2J-h21k5w/s200/DSC_0055.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377910491371898434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIswz0F5II/AAAAAAAADCM/2FgdWk5Nof8/s1600-h/DSC_0052.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIswz0F5II/AAAAAAAADCM/2FgdWk5Nof8/s200/DSC_0052.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377910122087834754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIsXJQCQRI/AAAAAAAADCE/gKpvD7J05Wk/s1600-h/DSC_0050.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIsXJQCQRI/AAAAAAAADCE/gKpvD7J05Wk/s200/DSC_0050.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377909681165582610" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIr_7OrKZI/AAAAAAAADB8/ZKEdFihF_dA/s1600-h/DSC_0040.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIr_7OrKZI/AAAAAAAADB8/ZKEdFihF_dA/s200/DSC_0040.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377909282264787346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Snu nie bylo sporo, bo juz o 3.30 wysiedlismy w Shanhaiguan. Jakis dworcowy koles zaprowadzil nas do jedynej czynnej o tej porze kasy. Probujemy zakupic bilety do Datongu na dzisiejszy wieczor. "No seats" - odpowiada pani w okienku. Pytamy o Pekin. "No seats" - rozbrzmiewa po raz kolejny. Troche kiepsko, bo musimy zdazyc na 3-go do Zamyn Uud. W koncu pytamy o miejsca stojace, bo olsnilo nas, ze kobieta mogla zle zrozumiec. Oczywiscie okazuje sie ze bilety sa - dobrze nam znane - bez miejscowek, ze wskazaniem wagonu. 46 RMB za osobe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro najwazniejszy "obowiazek" spelniony to pora spac. Czwarta nad ranem, moze sen przyjdzie...rozkladamy karimaty w poczekalni i momentalnie zasypiamy. Polscy zule na chinskim dworcu (patrz zdjecie)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pobudka grubo po dziewiatej. Spalo sie naprawde bardzo komfortowo i, co istotne na tym etapie podrozy, za darmo. No ale nie przyjechalismy tutaj, aby drzemac. Ruszamy w kierunku Jinshaguan (jakos tak) Jest to czesc wielkiego muru, z ktorej widac morze i kamiennego kolosa wchodzacego do wody. Niebo dzis pochmurne, wiec nie wiadomo czy w ogole cos dostrzezemy. Za wstep placimy 20 yuanow i rozpoczynamy wedrowke ku wiezy. Turystow nie tak mnogo - przewijaja sie glownie Rosjanie, dla których przygotowano nawet informacje w ich ojczystym jezyku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestesmy na szczycie. Widok z wiezy zapewne bylby fantastyczny, ale pogoda nieco pokrzyzowala nam plany. No trudno - sama wedrowka po murze tez byla swego rodzaju przygoda. Wracamy pieszka (nie doszlismy do porozumienia z panem w trojkolowym Peugeocie) do miasta i szukamy miejscowki na obiad. Wchodzimy tam gdzie tanio. Jedzenie, jak na Chiny, nie jest powalajace, ale ujdzie. Posilek zaliczony - pora ruszac na wybrzeze. Znaleziony w Pekinie "Lonely Planet" informuje, iz do "Glowy Smoka" najlatwiej dojechac autobusem nr 25. Cena za przejazd to "az" 1 RMB. Wsiadamy i jazda. Niedaleko przystanku, na którym opuscilismy pojazd, dopada nas elegancko ubrana pani, ktora po angielsku tlumaczy, ze chetnie zaprowadzi nas do "Starego Smoka". Podazamy jej sladem, choc wiemy, ze 50 yuanow za wstep i tak nie zaplacimy. Kobieta w kasie jest zdeterminowana, by jednak na nas zarobic, wiec proponuje "student price": 30 RMB. "No way" - odpowiadamy i idziemy kawalek dalej, gdzie znajduje sie darmowe zejscie na plaze. Zatoka Bo Hai i Morze Zolte stoja przed nami otworem. Plaza nieco brudna, duzy port z mnostwem dzwigow równiez nie zacheca do kapieli. No trudno - wazne, ze widac "glowe smoka". Za darmo. Poza tym wyjatkowym fragmentem chinskiego muru podziwiac mozemy mnostwo "mlodych par" w slubnych kreacjach, ktorym wynajeci fotografowie trzaskaja fotki na plazy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy zapada zmrok wracamy na dworzec. Do odjazdu jeszcze trzy godziny. Gramy w kierki, pijemy chinskie herbatki i przygotowujemy sie do ataku na wagon. 22.51 - "godzina W". Wagon numer cztery (nasz) jest najbardziej zatloczonym wagonem, jaki w zyciu widzialem. Nie zmienia to faktu, ze ludzie dosiadaja sie co stacje. Masakra. Chinczycy chyba nie znaja umiaru w sprzedazy biletow. Nie znaja równiez sztuki efektywnego pakowania bagazy na polkach. Dajemy im mala lekcje i przynajmniej nasze plecaki maja wygodnie. Okolo 3 w nocy powinnismy zawitac do Pekinu. Oby zwolnily sie jakies siedzenia...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-7590107150325651226?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/7590107150325651226/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/31-sierpnia-poniedzialek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7590107150325651226'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7590107150325651226'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/31-sierpnia-poniedzialek.html' title='31 SIERPNIA - PONIEDZIALEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIumrltOxI/AAAAAAAADCk/XiyNbMNUhhA/s72-c/CSC_0065.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-1962570910093039352</id><published>2009-09-05T01:55:00.000-07:00</published><updated>2009-09-05T02:10:10.569-07:00</updated><title type='text'>30 SIERPNIA - NIEDZIELA</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIq0gJ3KpI/AAAAAAAADB0/TAuerB4xoiw/s1600-h/DSC_0034.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIq0gJ3KpI/AAAAAAAADB0/TAuerB4xoiw/s200/DSC_0034.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377907986506656402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIqeXF3B-I/AAAAAAAADBs/EnwLQ-KSwIs/s1600-h/DSC_0031.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIqeXF3B-I/AAAAAAAADBs/EnwLQ-KSwIs/s200/DSC_0031.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377907606116829154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIqJ_GPg8I/AAAAAAAADBk/B9ovMg_rAgE/s1600-h/DSC_0029.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIqJ_GPg8I/AAAAAAAADBk/B9ovMg_rAgE/s200/DSC_0029.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377907256078599106" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIp0mc4GfI/AAAAAAAADBc/XkBVw_Bv0lc/s1600-h/DSC_0027.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIp0mc4GfI/AAAAAAAADBc/XkBVw_Bv0lc/s200/DSC_0027.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377906888685394418" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIpljk4SlI/AAAAAAAADBU/hLoTN7sRMLw/s1600-h/DSC_0024.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIpljk4SlI/AAAAAAAADBU/hLoTN7sRMLw/s200/DSC_0024.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377906630215617106" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIpSeE2YmI/AAAAAAAADBM/AbANlTr2Xqw/s1600-h/DSC_0009.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIpSeE2YmI/AAAAAAAADBM/AbANlTr2Xqw/s200/DSC_0009.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377906302321582690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Rozpoczynamy nasz ostatni dzien w stolicy Panstwa Srodka. Okolo jedenastej opuszczamy zajmowany przez ostatnie 4 dni pokoj (zostawiajac tam Asie i mega chrapiacego Latynosa), szybka wizyta w hostelowej przechowalni bagazu i mozna "ruszac w miasto". My wraz z Mariankami dojezdzamy metrem do bramy Qianmen, ktora od poludnia zamyka slynny pekinski plac. Niestety - wejsc na jej szczyt sie nie da - obiekt w remoncie. Spacerujemy wiec po placu pelnym Chinczykow, którzy zapewne czuja sie dumni, ze przyszlo im byc obywatelami takiego mocarstwa. Mijamy mauzoleum Mao, ktore zwiedzac mozna od 8 do 12 i tylko dwa dni w tygodniu (godziny przyjec niczym w ambasadzie rosyjskiej w UB) i dochodzimy do bram Zakazanego Miasta. Przed wejsciem ogromny portret Mao. Za co ci Chinczycy go tak czcza? Za ogolnonarodowy glod, ktory swego czasu pochlonal kilkadziesiat milionow ofiar? Czy za "rewolucje kulturalna", w wyniku ktorej zgladzono wielu intelektualistow, z ziemia zrownano klasztory i przeprowadzono wielkie polowanie na "kapitalistow"? Nie czaje tego, ale OK - wszak nie tylko to w Chinach jest dla mnie niezrozumiale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracamy wolnym (nie "chwiejnym", jak u Kazika) krokiem ulica Wangfujing, ktora slynie z luksusowych butikow. O dziwo nie zachodzimy do zadnego z nich, ale skrecamy w mala uliczke pelna straganow z jedzeniem i pamiatkami. Sprzedaja tu rownie dziwne rzeczy jak na polozonej nieopodal uliczce, ktora odwiedzilismy w czasie pierwszej wizyty w Beijingu. Drobna roznica polega na tym, iz skorpiony na patyczkach sa zywe i machaja swoimi kolcami. Lucyne ogarnia obrzydzenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kawalek dalej, równiez przy Wangfujing, wchodzimy do ksiegarni anglojezycznej. Wybor ksiazek przeogromny - glownie do nauki chinskiego. Przez chwile kusi nas by sobie cos kupic, ale dochodzimy do wniosku, ze jest tyle prostszych jezykow, których jeszcze nie znamy...Nasza uwage przykuwa takze ksiazeczka o intrygujaco brzmiacym tytule: "Chinglish". Jest to zbior fotografii przedstawiajacych smieszne bledy w uzyciu jezyka angielskiego, jakich Chinczycy robia mnostwo. Niewazne czy to menu w knajpie czy oficjalna tablica na dworcu. Napisow w stylu "Be careful not to be stolen" jest bez liku. Smialismy sie do rozpuku przegladajac owa pozycje. Niestety - 70 yuanow to cena nie na nasza kieszen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W "naszej" knajpie odkrywamy kolejne pyszne danie - to smazona wieprzowina w ciescie, polana smakowitym sosem imbirowym. Palce lizac. Mimo, iz niektórym zapewne trudno uwierzyc, ze danie bylo bez kosci, smaczne i dobrze przyprawion, to naprawde takie wlasnie bylo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Korzystajac z okazji, pragniemy wyrazic gleboki zal, iz kuchnia chinska tak ciezko doswiadczyla czlonkow wyprawy antrpologicznej "Depczac po pietach Markowi Polowi". Naprawde, nawet nas to juz nie smieszy - po prostu szkoda nam "Pimpusiow", którzy nie skosztowali tego, co w Chinach najlepsze.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hostel opuszczamy krotko po 22-giej. Po dwudziestu minutach jestesmy juz na ultrazatloczonym dworcu, na którym zgromadzili sie chyba wszyscy mieszkancy Pekinu. W pociagu jest niewiele lepiej, ale na szczescie mamy miejscowki. Sprint do wagonu sprawil, iz miejsce na plecaki równiez sie znalazlo (nie zdazyli wladowac swoich "workow z piaskiem"). 23.55 - pojezd wyrusza w droge do Shanhaiguan, a my jak zwykle rozpoczynamy gre w kierki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-1962570910093039352?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/1962570910093039352/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/30-sierpnia-niedziela.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/1962570910093039352'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/1962570910093039352'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/30-sierpnia-niedziela.html' title='30 SIERPNIA - NIEDZIELA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIq0gJ3KpI/AAAAAAAADB0/TAuerB4xoiw/s72-c/DSC_0034.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-7742767037620702037</id><published>2009-09-05T01:42:00.000-07:00</published><updated>2009-09-05T01:55:28.937-07:00</updated><title type='text'>29 SIERPNIA - SOBOTA</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqInZQnCpaI/AAAAAAAADBE/mi8t3U_zyvU/s1600-h/DSC_0757.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqInZQnCpaI/AAAAAAAADBE/mi8t3U_zyvU/s200/DSC_0757.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377904219942725026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqInJbS6t7I/AAAAAAAADA8/PVdQt-76SGM/s1600-h/DSC_0775.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqInJbS6t7I/AAAAAAAADA8/PVdQt-76SGM/s200/DSC_0775.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377903947933202354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqImuWOzTqI/AAAAAAAADA0/YcXvq9JtkOg/s1600-h/DSC_0765.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqImuWOzTqI/AAAAAAAADA0/YcXvq9JtkOg/s200/DSC_0765.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377903482717294242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqImVGU0byI/AAAAAAAADAs/79LiNyIGbcw/s1600-h/DSC_0742.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqImVGU0byI/AAAAAAAADAs/79LiNyIGbcw/s200/DSC_0742.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377903048950837026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIl4s8fySI/AAAAAAAADAk/YwqxS4qi3tw/s1600-h/CSC_0736.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIl4s8fySI/AAAAAAAADAk/YwqxS4qi3tw/s200/CSC_0736.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377902561101596962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIljVdPbgI/AAAAAAAADAc/9CNR0X5D26Q/s1600-h/CSC_0741.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIljVdPbgI/AAAAAAAADAc/9CNR0X5D26Q/s200/CSC_0741.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377902194019233282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza pobudka w osmioosobowym skladzie. Po sniadaniu udajemy sie wakzal. Pekin juz troche sie nam przejadl, wiec jednak planujemy wypad nad Morze Zolte do Shanhaiguan. To wlasnie tam rozpoczyna (albo konczy - jak kto woli) sie Wielki Mur Chinski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zakup biletow jak zwykle nie jest prosta sprawa. W kolejce do jedynej (sposrod 85-ciu) kasy opatrzonej napisem "Tickets for foreign people" poza nami sami Chinczycy (w liczbie okolo trzydziestu). Na kartce mamy spisane numery pociagow, ktore jezdza przez Shanhaiguan. Oczywiscie przy okienku okazuje sie, ze zaden z nich nie kursuje (o dziwo starsza kasjerka mowi po angielsku). Kupujemy bilety na jutro na 23.55. Jako, ze to "tylko" 280 kilometrow, na miejscu bedziemy o 3.30 w nocy. Idealna pora na zwiedzanie. Z drugiej strony lepszy rydz niz nic (szczegolnie pod koniec wakacji), wiec i takie przejazdowe kwitki nas satysfakcjonuja. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z dworca rozchodzimy sie w roznych kierunkach. My z Lucyna udajemy sie do dzielnicy muzulmanskiej. W samej stolicy mniejszosc ta liczy okolo 200 tysiecy ludzi. Bardzo oryginalnie prezentuje sie meczet w chinskim stylu. Jedynie arabskie napisy zdradzaja, ze nie jest to kolejna buddyjska swiatynia, jakich w tym kraju wiele. Zabawnie brzmia takze miejscowi muzulmanie, którzy ubrani w tradycyjne arabskie stroje, z dlugimi brodami, szczebiocza do siebie po chinsku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obiad konsumujemy w sprawdzonej, taniej knajpce niedaleko Sanlitun Hostel. Po zmroku wyprawiam sie raz jeszcze do wioski olimpijskiej. Poprzednim razem nie bylo czasu na zrobienie kilku cieszacych oko kadrow. A jest tam co fotografowac - szczególnie poznym wieczorem, gdy wszystkie obiekty sa atrakcyjnie illuminowane.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-7742767037620702037?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/7742767037620702037/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/29-sierpnia-sobota.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7742767037620702037'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7742767037620702037'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/29-sierpnia-sobota.html' title='29 SIERPNIA - SOBOTA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqInZQnCpaI/AAAAAAAADBE/mi8t3U_zyvU/s72-c/DSC_0757.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-8510953546321583991</id><published>2009-09-05T01:35:00.000-07:00</published><updated>2009-09-05T01:42:18.486-07:00</updated><title type='text'>28 SIERPNIA - PIATEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIkEvFHjTI/AAAAAAAADAU/z9iBYTVMP0U/s1600-h/DSC_0733.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIkEvFHjTI/AAAAAAAADAU/z9iBYTVMP0U/s200/DSC_0733.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377900568809803058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pozegnaniom nie bylo konca. W koncu jednak i on nadszedl byl. Trzy siostry i brat Wolski pojechali na lotnisko, a pozostala osemka na Silk Market. Dzis spedzimy tam duzo wiecej niz godzine (tak bylo poprzednim razem). Szesc pieter, kilkaset stoisk - jest co ogladac, a pewnie i gdzie wydac kase. Zegarek Gucciego (rzecz jasna oryginal;) za 30 yuanow? Po krotkim targowaniu - bez problemu. Wszystkim zaczepiajacym mnie sprzedawcom odmierzaczy czasu pokazuje swój wlasny informujac tym samym , ze juz mam. Blyskawiczna odpowiedz brzmi: "We have the same. Buy second!". Sandaly Tevy za 35 zlotych? Jak najbardziej - modeli bez liku. Poza tym ciuchy najwiekszych swiatowych marek (wiekszosc to oczywiscie dobrze wykonane podrobki), bizuteria, chinskie pamiatki i wiele wiele innych. Wraz z Lucyna i Marianami konczymy buszowanie po trzech godzinach. Danuty i Slomy zostaja nieco dluzej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracamy do hostelu w metrze rozprawiajac "kto, co, za ile i od ilu startowal". Wszyscy sa przekonani, ze zrobili dobry interes, a Polacy to swietni negocjatorzy, którzy na zrujnowanie portfela sobie nie pozwola. Pol godziny po przybyciu do naszej noclegowni schodze na dol. Patrze, a tam Wojtek ciagnie czyjas torbe na kolkach. Prawdziwy dzentelmen z tego Danutowego gacha, skoro pomaga jakims watlym dziewczynkom, ktore nie daja rady ze swymi pakunkami. Po chwili okazuje sie, iz torba nalezy jednak do Ciotki i jej Farfocla, a wewnatrz znajduja sie 4 (tak - slownie: "cztery") duze zestawy porcelany. W przyplywie spontanicznosci Danuta "okazyjnie" zakupila az tyle tego chinskiego narodowego specjalu ("a bo na prezent slubny, a bo mi tez sie przyda"), a dopiero pozniej wlaczyla myslenie i przypomniala sobie, ze do Dzoldzins jakies 9 tysiecy kilometrow. Ladem. Ech ta nasza ciotka. Zachodzimy w glowe "co nia kierowalo", gdy postanowila dokonac tak fantastycznego zakupu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A reszta wieczoru przy pilkarzykach i bilardzie. Gdzieniegdzie pojawia sie takze "Yanjing" (najczesciej u Haliny). Milym urozmaiceniem okazuje sie "Dumplings party" organizowane przez nasz hostel. Ciasto, walki, dwie miski z farszem i w miedzynarodowym skladzie lepimy pierozki. Oj, smaczne bylo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-8510953546321583991?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/8510953546321583991/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/28-sierpnia-piatek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8510953546321583991'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8510953546321583991'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/28-sierpnia-piatek.html' title='28 SIERPNIA - PIATEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIkEvFHjTI/AAAAAAAADAU/z9iBYTVMP0U/s72-c/DSC_0733.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-7425660158375417738</id><published>2009-09-04T05:08:00.000-07:00</published><updated>2009-09-04T05:10:15.516-07:00</updated><title type='text'>UWAGA - FOTY!!</title><content type='html'>Czesc "chinskich" zdjec juz na blogu (ogladajcie poczawszy od 13 sierpnia). Reszte byc moze dorzuce jutro. Dzis juz mi sie nie chce.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-7425660158375417738?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/7425660158375417738/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/uwaga-foty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7425660158375417738'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7425660158375417738'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/09/uwaga-foty.html' title='UWAGA - FOTY!!'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-8597858156179933103</id><published>2009-08-30T06:52:00.001-07:00</published><updated>2009-09-05T01:28:13.591-07:00</updated><title type='text'>27 SIERPNIA - CZWARTEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIhAWESS_I/AAAAAAAADAM/JyMsB2IA26g/s1600-h/DSC_0707.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIhAWESS_I/AAAAAAAADAM/JyMsB2IA26g/s200/DSC_0707.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377897194841066482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIgcVRWw3I/AAAAAAAADAE/sStrD3vXs4U/s1600-h/DSC_0697.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIgcVRWw3I/AAAAAAAADAE/sStrD3vXs4U/s200/DSC_0697.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377896576152159090" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIgCKG6HmI/AAAAAAAAC_8/PkECyqn3S6w/s1600-h/CSC_0714.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIgCKG6HmI/AAAAAAAAC_8/PkECyqn3S6w/s200/CSC_0714.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377896126478949986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIfp4nGQ4I/AAAAAAAAC_0/RbVdKOezTms/s1600-h/CSC_0679.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIfp4nGQ4I/AAAAAAAAC_0/RbVdKOezTms/s200/CSC_0679.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377895709465265026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIfNuo4ICI/AAAAAAAAC_s/a6c3jbCrSHI/s1600-h/DSC_0674.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIfNuo4ICI/AAAAAAAAC_s/a6c3jbCrSHI/s200/DSC_0674.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377895225752035362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIezg8-KzI/AAAAAAAAC_k/VK3y_D3HRDQ/s1600-h/DSC_0672.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIezg8-KzI/AAAAAAAAC_k/VK3y_D3HRDQ/s200/DSC_0672.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377894775401622322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Poranek rozpoczyna sie tradycyjnym chinskim niskobudzetowym sniadaniem. Jak codzien jemy nalesniki z jajkiem. Cena - 3 yuany. Smaczne, sycace i tanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla niektórych to ostatni dzien w Panstwie Srodka. Jeden z "niektórych", Wolski Andriejewicz, ma zbiezne plany z naszymi. W takim razie wspolnie udajemy sie do Parku Beihai ("bei" = polnoc, "hai" = morze) polozonego w samym centrum Pekinu, tuz obok Zakazanego Miasta. Wstep kosztuje 10 RMB. Kolejny raz bulwersujemy sie, ze czardzuja nas za wejscie do parku i kolejny raz przypominamy sobie, ze park w Chinach to jednak cos innego niz park w kraju nad Wisla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duzo tu zdobionych pawilonow, w których mozna na moment usiasc i odpoczac od palacego slonca. Dla amatorow sportow wodnych - sporych rozmiarow jezioro, po którym plywaja lodzie wioslowe, rowery wodne itp. Na jeziorze znajduje sie takze wysepka, a na niej slynna Biala Dagoba. Na uwage zasluguje równiez "Ekran Dziewieciu Smokow", ktory ma odstraszac zle duchy (ach te chinskie wierzenia). Ponad dwugodzinny spacer byl prawdziwie odprezajacym doswiadczeniem (mimo, ze pogoda wcale tego nie ulatwiala)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niespiesznym krokiem podazamy w kierunku Wiez: Bebnow i Dzwonow. Wstep na legitymacje ISIC do obydwu obiektow kosztuje 15 RMB. Wieza Bebnow ponoc znajduje sie w kazdym wiekszym miescie. W przeszlosci sluzyla do obwieszczania godziny i oglaszania alarmow. Dodatkowa atrakcja jest to, iz co pol godziny kolesie (choc byly i kobiety) w tradycyjnych strojach bebnia w bebny. Wieza Dzwonow nie wzbudza w nas wielkiego zainteresowania - dzwon jaki jest kazdy widzial. Na koniec spacer po okolicznych hutongach. W tej czesci Pekinu zachowalo sie wyjatkowo duzo tradycyjnych chinskich uliczek, gdzie cala dobe toczy sie gwarne zycie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczor spedzamy w miasteczku olimpijskim, gdzie urzadzamy "pozegnalna impreze" dla siostr i Wolskiego. Rzecz jasna to oni stawiaja flaszke (wersja dla rodzicow: jedna flaszke, wersja zgodna z rzeczywistoscia: dwie flaszki). Powrot tuz przed "zamknieciem" metra, przy koniecznych trzech przesiadkach, dostarczyl sporo adrenaliny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-8597858156179933103?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/8597858156179933103/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/27-sierpnia-czwartek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8597858156179933103'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8597858156179933103'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/27-sierpnia-czwartek.html' title='27 SIERPNIA - CZWARTEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIhAWESS_I/AAAAAAAADAM/JyMsB2IA26g/s72-c/DSC_0707.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-4398844141841994398</id><published>2009-08-30T06:50:00.001-07:00</published><updated>2009-09-05T01:13:59.007-07:00</updated><title type='text'>26 SIERPNIA - SRODA</title><content type='html'>Noc uplynela mniej lub bardziej wygodnie (w zaleznosci od osoby i ze wskazaniem na "mniej"), ale faktem jest, iz 8.10 wysiedlismy na pekinskim dworcu. Wsiadamy do zatloczonego metra i juz po kilkunastu minutach jestesmy w dobrze znanym Sanlitun Hostel. Klade sie spac, bo w pociagu niestety nie bylo mi to dane. Nie bedzie szyderczego powitania pozostalej czworki. Nikt nie ma na to sily.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Godzinka snu standardowo zamienia sie w cztery. Skoro jest juz 14-ta to pora na obiad. W "zaprzyjaznionym" barze spotykamy Danute, ktora twierdzi, ze w jej pokoju byl Wolski. Ciekawe jakim cudem, skoro wraz z Grobelnymi zarezerwowali zupelnie inny hostel. Cos musialo sie jej przysnic...Ciekawe co Wojtek na to, ze Danuta wciaz sni o Kubie...Pol godziny pozniej okazuje sie, ze Danuta wyjatkowo nie oszukiwala. Kuba siedzi przy recepcji i opowiada nam swoja (a wlasciwie "ich") historie. Po przyjezdzie (dla przypomnienia: 2h po nas) poczytali opinie o hostelu, w którym "zabookowali" nocleg. Okazalo sie, ze nie honoruja tam rezerwacji z hostelworld.com, a sama noclegownia polozona jest w jakims malo atrakcyjnym miejscu. Szybko sie zorientowali, nieprawdaz? Tak czy inaczej - zamiast do "South Garden" przyjechali do "naszego Sanlituna" i wzieli cztery miejsca w dormitorium. Takim oto sposobem cala dwunastka spi w jednym miejscu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wieczorem, wraz z Lucyna i Adamem Andriejewiczem, wyprawiamy sie po chinskie herbatki. Odwiedzamy ekskluzywnie wygladajacy sklep na ulicy Jinbao (kilkaset metrow od najbardziej wypasionych butikow na Wangfujing), w którym kupilismy juz jasminowa herbate podczas naszej pierwszej wizyty w Pekinie. Mimo, ze byla to najtansza z dostepnych herbat (6 RMB za 50g) smakowala wybornie. Czym nas urzekla? Intensywnym zapachem, swietnym smakiem, niewielka iloscia kwiatkow potrzebnych by zaparzyc kubek goracego aromatycznego napoju. Niestety (dla portfeli, bo dla kubkow smakowych "stety") - pozostale gatunki herbat byly rownie urzekajace. Moze i tanio w tych Chinach, ale jak sie kupuje w taaakich ilosciach to i tak pieniadze blyskawicznie sie rozplywaja. Parafrazujac ulubiona piosenke Slomy: "Co sie stalo z nasza kasa, pyta Jedrzej w Panstwie Srodka"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-4398844141841994398?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/4398844141841994398/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/26-sierpnia-sroda.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/4398844141841994398'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/4398844141841994398'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/26-sierpnia-sroda.html' title='26 SIERPNIA - SRODA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-7521967048672565411</id><published>2009-08-30T06:47:00.001-07:00</published><updated>2009-09-05T01:12:11.067-07:00</updated><title type='text'>25 SIERPNIA - WTOREK</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIdOKlogrI/AAAAAAAAC_c/VvIxy3QccNg/s1600-h/CSC_0651.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIdOKlogrI/AAAAAAAAC_c/VvIxy3QccNg/s200/CSC_0651.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377893034231366322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIcvv-innI/AAAAAAAAC_U/vN7q9FK-wJw/s1600-h/DSC_0648.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIcvv-innI/AAAAAAAAC_U/vN7q9FK-wJw/s200/DSC_0648.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377892511692004978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIcR0aVf-I/AAAAAAAAC_M/xHLQvpwOXA8/s1600-h/DSC_0661.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIcR0aVf-I/AAAAAAAAC_M/xHLQvpwOXA8/s200/DSC_0661.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377891997486252002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dzis opuszczamy sympatyczne Pingyao, miasteczko ktore dalo nam nieco wytchnienia po kilku dniach w  wielomilionowym Pekinie. Wyjechac stad jest duzo trudniej niz dostac sie. Zakup miejscowki na "hard seat'a" (w ktorymkolwiek z dwoch pojezdow) do stolicy niemalze graniczy z cudem. Dlatego tez dwa dni temu, od razu po przyjezdzie kupilismy 4 bezposrednie bilety dla wracajacych samolotem (co za wspanialomyslnosc &amp; solidarnosc), a pozostala osemka (meczennicy) jedzie do Taiyuan (150km od Pingyao) i tam szuka szczescia (=biletow na dalsza trase)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podroz rozpoczynamy od ponad godzinnej wizyty na dworcu, gdyz nasz pociag jest solidnie spozniony. Do Taiyuan docieramy po 15-tej zamiast przed 14-ta. Przeciskamy sie przez ultra zatloczony hol i biegiem do kas. Mily pan z obslugi dworca wypisuje na kartce godziny odjazdow. Gdy decydujemy sie na konkretny pociag (taki o 21 z Taiyuan) mily pan staje sie panem przemilym. Bierze kartke, idzie do kasy i kupuje nam pozadane bilety. Co za serwis. Tak powinno byc na kazdym dworcu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i najlepsze na koniec. W Beijingu bedziemy o 8 rano. Ponad dwie godziny przed "lotniczym kwartetem", kwartetem ktory na nasze "do zobaczenia w Pekinie" odpowiedzial "o ile dojedziecie". Ten sie smieje, kto sie smieje ostatni...Przez chwile  ze Sloma mamy nawet pomysl, aby o tej 10-tej udac sie na dworzec i powitac ich "transparentem" "Magdalena". Ujrzec wyraz ich twarzy...bezcenne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taiyuan, wbrew temu co mowila Chinka z pociagu, nie jest wcale "bjutiful siti". Krotki spacer konczymy w podrzednej knajpce (na te "nadrzedne" mamy zbyt skape sakiewki), w ktorej obsluga jest dosc specyficzna (czytaj: wyjatkowo tepa). Podawszy trzy z pieciu zamowionych dan, pani kelnerka podchodzi do nas i lamana angielszczyzba pyta: "Hello, what do you want to eat?". Kazdy zdebialby uslyszawszy takie pytanie w srodku posilku. Na nic zdaja sie tlumaczenia, pokazywanie w menu, liczenie na palcach itepe. Wiadomo czego tysiac mnie trafia (glodny Polak to zly Polak. Zawsze.) Lucyna podejmuje sie trudnego zadania uzmyslowienia chinskiej tepocie, ze to co zapisala na kartce naprawde chcemy skonsumowac. Niestety - pani jest wyjatkowo oporna na tlumaczenie. Placimy za to co w istocie goscilo na naszym stole i wychodzimy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W poczekalni lupiemy w Dominiona, co jak zwykle gromadzi tlum ciekawskich Chinczykow. 45 minut przed odjazdem formuje sie kolejka do bramek. Jak zawsze ma piec nielegalnych odnog, z których do kolejki doplywaja chinscy kombinatorzy. Na szczescie zajmujemy calkiem niezla lokate w "wielkim wyscigu", ktory rozpoczal sie pol godziny przed odjazdem. To nam pozwala wrzucic plecaki na gore zanim Chinczycy wladuja tam swoje "worki z piaskiem". Siadamy na naszych wygodnych fotelach (ktore mamy wykupione, w odroznieniu od "Wolskich" i "Grobelnych") i standardowo pykamy w tysiaca oraz kierki. Pod nieobecnosc Andriejewicza zgarniam cala pule...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-7521967048672565411?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/7521967048672565411/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/25-sierpnia-wtorek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7521967048672565411'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7521967048672565411'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/25-sierpnia-wtorek.html' title='25 SIERPNIA - WTOREK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIdOKlogrI/AAAAAAAAC_c/VvIxy3QccNg/s72-c/CSC_0651.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-3966104286748748812</id><published>2009-08-30T06:43:00.001-07:00</published><updated>2009-09-05T01:04:18.469-07:00</updated><title type='text'>24 SIERPNIA - PONIEDZIALEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIbcqILJ6I/AAAAAAAAC_E/5V9XRz5SCUY/s1600-h/DSC_0633.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIbcqILJ6I/AAAAAAAAC_E/5V9XRz5SCUY/s200/DSC_0633.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377891084192655266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIbF1ncOzI/AAAAAAAAC-8/6yRRFPm5bBM/s1600-h/DSC_0647.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIbF1ncOzI/AAAAAAAAC-8/6yRRFPm5bBM/s200/DSC_0647.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377890692139596594" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIaiNQkfLI/AAAAAAAAC-0/AdXcHr5c9J4/s1600-h/CSC_0608.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIaiNQkfLI/AAAAAAAAC-0/AdXcHr5c9J4/s200/CSC_0608.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377890080010828978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIaNJMYkWI/AAAAAAAAC-s/isMMc8MzrsI/s1600-h/DSC_0619.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIaNJMYkWI/AAAAAAAAC-s/isMMc8MzrsI/s200/DSC_0619.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377889718142275938" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Poranek rozpoczynamy od sniadania (oryginalnie, nieprawdaz?) Kupujemy wieeelkie omlety pokrojone na kawaleczki i posmarowane ostrym paprykowym sosem. Poranny spacer po starozytnym miescie dostarcza nie tylko kulinarnych wrazen. Dziewczeta buszuja w sklepie z odzieza wszelaka. Halina ow rekonesans konczy nabyciem sukni na bal absolutoryjny. Przypuszczalnie jak prawie kazda bedzie miala wdzianko "made in china", przypuszczalnie jak prawie zadna nabyla swa wieczorowa kreacje w panstwie producenta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okolo poludnia wszyscy spotykamy sie w hostelu i podejmujemy decyzje, iz reszte zabytkowego grodu zwiedzamy przy uzyciu jednosladow. Oczywiscie tych napedzanych sila miesni. Zeby urozmaicic te przejazdzke wypozyczamy piec tandemow, a tylko Monika z Kuba biora "jedynki". Pedalowanie rowerem "dla dwojga" posrod waskich i zatloczonych uliczek Pingyao stanowi nie lada wyzwanie. Duzo trudniej utrzymac rownowage na takim "rylocacym" sie bicyklu, zwlaszcza jesli dookola ciebie prawdziwa chinska uliczna cizba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyjezdzamy poza mury okalajace najstarsza czesc miasteczka i kierujemy sie do swiatyni Shogyun (czy jakos tak). Dystans, jaki mamy do pokonania, to nieco ponad 7 kilometrow. Na rowerach to pestka. Zwawo mijamy kolejne skrzyzowania. W Pingyao ruch jest zdecydowanie mniejszy niz w Pekinie, wiec i pedalowanie duzo bezpieczniejsze. W wiekszosci chinskich miast rowery maja wytyczony (a nawet odgrodzony niskim plotem) specjalny pas, po którym teoretycznie powinny sie swobodnie poruszac. Niestety w rzeczywistosci jest troche gorzej. Na pasie czesto mozna spotkac samochody - badz to zaparkowane, badz to poruszajace sie. Jeszcze bardziej daja sie we znaki rozpedzeni jezdzcy dosiadajacy skuterow oraz rowerow elektrycznych, którzy nadjezdzaja ze wszystkich stron i trabia w nieboglosy. Do swiatyni dojezdzamy gesto zadrzewiona alejka. Wstep za 25 yuanow. Nie wchodzimy. Szkoda nam kasy (mimo, ze niewielkiej) na zwiedzanie kolejnej swiatyni, jakich widzielismy juz sporo. Dosiadamy naszych dwukolowcow i w droge. Czas na obiad. Pedalujemy do centrum i stolujemy sie w tej samej knajpie co wczoraj (dobrze i tanio).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rowery mamy na caly dzien w cenie 15 yuanow za "maszyne", po 3.5 zlotego na osobe. Cena, ktora bylaby atrakcyjna nawet jesli dotyczylaby wynajmu na godzine. Tak czy inaczej - jezdze do oporu, bo po wielu dniach bezruchu ruchu lakne. Duzo frajdy sprawia jazda tandemem bez tej drugiej osoby (rower jest lzejszy, duzo bardziej zwrotny). Wraz z Halina (przez mame nieslusznie zwana "Michalina"), Marianem i Lucyna udajemy sie na przejazdzke wzdluz murow obronnych. Jest bardzo kameralnie i pusto, bo malo ktory mieszkaniec miasteczka szlaja sie tymi waskimi, zabloconymi traktami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zmroku na uliczkach wiekowego Pingyao tlok jeszcze wiekszy. Manewrowanie bicyklem staje sie spora sztuka. Podjezdzamy nasza fura do jednej z knajpek serwujacej tradycyjny makaron z Pingyao. Za 10 yuanow dostajemy caly talerz kluchy i miseczke mega ostrego sosu, w którym maczamy ow maczny wyrob. Bez rewelacji - makaron jak makaron. "Pastani" z Biedronki jest smaczniejszy. Wracamy do hostelu odstawiajac po drodze rower. Dolaczamy do pozostalych, którzy oczywiscie tluka juz w bilarda.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-3966104286748748812?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/3966104286748748812/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/24-sierpnia-poniedzialek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/3966104286748748812'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/3966104286748748812'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/24-sierpnia-poniedzialek.html' title='24 SIERPNIA - PONIEDZIALEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIbcqILJ6I/AAAAAAAAC_E/5V9XRz5SCUY/s72-c/DSC_0633.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-6609011391900276190</id><published>2009-08-29T00:25:00.000-07:00</published><updated>2009-08-29T01:17:18.922-07:00</updated><title type='text'>28/29 sierpnia, 6 stref czasowych na zachod</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SpjYkXUUjwI/AAAAAAAAC7E/9vl-bWKmc3Q/s1600-h/P1120714.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SpjYkXUUjwI/AAAAAAAAC7E/9vl-bWKmc3Q/s200/P1120714.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375284274512826114" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SpjYXQvQOYI/AAAAAAAAC68/AU6Z4P5x8kc/s1600-h/P1120710.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SpjYXQvQOYI/AAAAAAAAC68/AU6Z4P5x8kc/s200/P1120710.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375284049408440706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z samego rana siostry Grobelne i ja po raz ostatni kompletujemy sniadanie na pekinskiej ulicy, pakujemy nasze graty i jedziemy na lotnisko. 'Shuttle bus' dowozi nas na terminal nr 2 w 20 minut. Po drodze mamy okazje podziwiac budynek najwiekszego terminalu (nr 3) na swiecie, ktory ponoc ma ponad 1 mln metrow kwadratowych. Na lotnisku pierwsze zaskoczenie, to fakt ze nie lecimy liniami Air Berlin, jak to bylo wypisane na rezerwacji, ale mamy chinskiego przewoznika Hainan Airlines. Obsluga samolotu w kwiecistych koszulach, lot bardzo przyjemny, kazdy pasazer ma do dyspozycji swoj panel, do wyboru filmy, gry, muzyka, plany lotu, etc. Dystans ktory 1,5 miesiaca temu zajal nam ponad tydzien teraz pokonujemy z predkoscia 850 km/h. 10 h minelo bardzo szybko, pierwszy film, pierwszy obiad, drugi film, drugi obiad, trzeci film i juz jestesmy nad Polska:) O 17.30 czasu lokalnego ladujemy w Berlinie, zegar w glowie mowi ze jest juz prawie polnoc, w Poznaniu jestesmy po 22 czyli dla nas to juz 4 rano. Wolnym krokiem ide do mieszkania z pulsujaca mysla ze wracam do wlasnego lozka i zapadne w blogi sen. Jakie jest moje zdziwienie kiedy okazuje sie ze drzwi sa zamkniete dodatkowo na zamek 'ktorego nigdy sie nie zamyka', a ja nie mam tego przeciez 'niepotrzebnego' klucza! Jeden klucz lezy po drugiej stronie drzwi, a drugi we Wrzesni, czyli jakby to powiedzial Sloma: 'Mam problem':) Szukanie noclegu zaczynam od Halnego, do ktorego mam przeciez dwa kroki. Miedzy pierwszym, a drugim krokiem powtarzam sobie jak buddyjska mantre: 'Niech bedzie ktos normalny w recepcji'. No ale niestety, kazdy kto zna recepcjonistow z akademika nr 6 moze sie domyslic na kogo trafilem. Tak wiec zasypiajac na stojaco wyszedlem z DS6 przegladajac liste kontaktow w telefonie. Ostatecznie nocleg znalazlem w hostelu 'Chmielewski' na Os. Jagiellonskim. Polecam! Serwuja bardzo dobre wino:)&lt;br /&gt;A w Polsce jak narazie wszystko wydaje sie proste i nudne.  Pani w sklepie mowi 'Dzien dobry', na przystankach autobusowych zadnych krzakow, wiem gdzie mam dojechac, nuda:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-6609011391900276190?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/6609011391900276190/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/2829-sierpnia-6-stref-czasowych-na.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/6609011391900276190'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/6609011391900276190'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/2829-sierpnia-6-stref-czasowych-na.html' title='28/29 sierpnia, 6 stref czasowych na zachod'/><author><name>Kuba</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11582731205784623726</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SlZwfQS8mII/AAAAAAAAC1A/uP5mjRC173k/S220/IMG_2311.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SpjYkXUUjwI/AAAAAAAAC7E/9vl-bWKmc3Q/s72-c/P1120714.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-839236551395846323</id><published>2009-08-26T00:44:00.001-07:00</published><updated>2009-09-05T00:52:05.609-07:00</updated><title type='text'>23 SIERPNIA- NIEDZIELA</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIYmbe4s5I/AAAAAAAAC-k/rXgECxP2HeU/s1600-h/DSC_0600.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIYmbe4s5I/AAAAAAAAC-k/rXgECxP2HeU/s200/DSC_0600.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377887953525191570" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIYTGMItqI/AAAAAAAAC-c/iijN3ruwKSk/s1600-h/DSC_0601.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIYTGMItqI/AAAAAAAAC-c/iijN3ruwKSk/s200/DSC_0601.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377887621391890082" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIYDAHNyJI/AAAAAAAAC-U/8qfmPjA-tD8/s1600-h/CSC_0606.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIYDAHNyJI/AAAAAAAAC-U/8qfmPjA-tD8/s200/CSC_0606.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377887344882731154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po nocy spedzonej w niekoniecznie wygodnych pozycjach (liczba mnoga uzyta swiadomie - kazdy z nas zaliczyl ich (tych pozycji) wiele) o 7 rano wysiadamy w Pingyao. Na dworcu mila niespodzianka. Mimo, ze nie wysylalismy numeru pociagu, którym dotrzemy do tego miasteczka, na peronie czeka wyslanniczka Yamen hostel'u trzymajaca kartke z napisem "Magdalena". Nie byloby nic dziwnego w tym "free pick-up'ie", gdyby nie fakt, iz za nocleg placimy 15 yuanow za osobe...no coz - inne hostele powinny brac przyklad.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hostel polozony jest w sercu starozytnego Pingyao, na jednej z gwarnych uliczek. Wnetrze - bardzo klimatyczne, stylem idealnie pasuje do otoczenia. Pokoj tez niczego sobie, a do tego standardowo - darmowy bilard, pilkarzyki, gazety, filmy na dvd itp. I to wszystko za 7zl. Widac, ze poza Pekinem Chiny sa naprawde tanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reszte dnia spedzamy dosyc leniwie, jako ze wiekszosc cierpi na brak sil witalnych spowodowany sennym deficytem. Niezbyt dalekie spacery (w tym "wyprawa" na jeden z tanszych obiadow - 7 yuanow za swinie/kure z ryzem i warzywami) bilard, pilkarzyki oraz piwko (jedno) - oto czym zajmowalismy sie w to niedzielne popoludnie oraz wieczor. A jutro? A jutro pora na zdecydowanie bardziej aktywny dzien (zadne to wyzwanie, bo mniej energicznie sie juz nie da)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-839236551395846323?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/839236551395846323/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/23-sierpnia-niedziela.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/839236551395846323'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/839236551395846323'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/23-sierpnia-niedziela.html' title='23 SIERPNIA- NIEDZIELA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIYmbe4s5I/AAAAAAAAC-k/rXgECxP2HeU/s72-c/DSC_0600.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-7038406798820233375</id><published>2009-08-26T00:42:00.001-07:00</published><updated>2009-09-05T00:46:14.048-07:00</updated><title type='text'>22 SIERPNIA - SOBOTA</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIXERTUyKI/AAAAAAAAC-M/49gWLrUW3AQ/s1600-h/DSC_0583.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIXERTUyKI/AAAAAAAAC-M/49gWLrUW3AQ/s200/DSC_0583.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377886267165165730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIWnkVJeSI/AAAAAAAAC-E/EiZmDIagCak/s1600-h/CSC_0588.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIWnkVJeSI/AAAAAAAAC-E/EiZmDIagCak/s200/CSC_0588.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377885774056880418" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIWKszO7JI/AAAAAAAAC98/DHOo7WrCenI/s1600-h/CSC_0572.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIWKszO7JI/AAAAAAAAC98/DHOo7WrCenI/s200/CSC_0572.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377885278114344082" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Poranna wycieczka do Palacu Letniego okazuje sie byc prawdziwa wyprawa. Od pani w recepcji dowiedzielismy sie, ze spod hotelu kursuje autobus 118, ktory pozniej zamienic musimy jeszcze na linie 394. Szanowna recepcjonistka nie raczyla jednak dodac, iz laczny czas przejazdu obydwoma autobusami to prawie 2h!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wstep na teren palacu, do którego dotarlismy dopiero w poludnie, kosztowal nas 15 yuanow. Na normalny bilet wydac trzeba dwa razy wiecej, ale pani w kasie akceptuje wszystko - od przeterminowanych ISIC'ow po polska legitymacje studencka. Teren palacu obejmuje olbrzymi obszar, na którego ogarniecie mamy jedynie 2h (ogranicza nas pociag do Pingyao). Duze wrazenie robi na nas jedna ze swiatyn poloza na skalistym zboczu. Marmurowy statek to jakas niezla bzdura, choc przyznac trzeba, ze malownicza. A poza tym to wszedzie mnostwo turystow. Wracamy juz nieco madrzej, bo 20 minut autobusem i przesiadka na metro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szybki obiad w knajpce, ktora znalezlismy wczoraj. 12 yuanow za bardzo duza porcje kurczaka z orzeszkami na ostro to, jak na Pekin, prawie za darmo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pociag odjezdza o 19.03. W pol do 18-tej opuszczamy hostel i biegiem "pod ziemie". Kuba twierdzi, ze na dworzec dotrzemy w 48 minut. Jeszcze w metrze okazuje sie, ze sie mylil. Podroz trwa znacznie dluzej. Na "Beijing West" wpadamy za kwadrans siodma. Jednakze to nie koniec gonitwy. Znalezienie peronu i przecisniecie sie przez chinski tlum to tez spore wyzwanie. Do wagonu wchodzimy 10 minut przed odjazdem. To znaczy - wchodza ci, którzy zdolali sie zmiescic. Jak to w Chinach bywa - w wagonie jest tyle osob, ze kazdy z nas zastanawia sie czy rekord Guinessa w kategorii "najwiecej ludzi na m2" zostal pobity. Coz z tego, ze mamy miejscowki, skoro do siedzen dojsc sie nie da? Przeciskanie trwa wieki, ale w koncu sie udaje - siedzimy. Gorzej, ze wszystkie polki zawalone sa czyms, co wyglada jak worki z piaskiem. No trudno - plecaki kladziemy na ziemi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze przed proba zasniecia ("proba", bo przy tak ograniczonej przestrzeni latwe to to nie jest) stoczylismy rekordowo dluga rozgrywke w tysiaca. Ponad trzy godziny, czterdziesci kilka partii, zdobycze punktowe poszczegolnych graczy drgaly niczym sinusoida...a wygral oczywiscie Wolski. Sytuacja na ksztalt znanego powiedzenia: "Pilka nozna to dyscyplina, w ktorej rywalizuja dwa zespoly, a na koncu i tak wygrywaja Niemcy".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-7038406798820233375?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/7038406798820233375/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/22-sierpnia-sobota.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7038406798820233375'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7038406798820233375'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/22-sierpnia-sobota.html' title='22 SIERPNIA - SOBOTA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIXERTUyKI/AAAAAAAAC-M/49gWLrUW3AQ/s72-c/DSC_0583.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-6458799526507878890</id><published>2009-08-26T00:38:00.001-07:00</published><updated>2009-09-05T00:37:36.589-07:00</updated><title type='text'>21 SIERPNIA - PIATEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIVExxpsiI/AAAAAAAAC90/HXjNdK8hycI/s1600-h/CSC_0552.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIVExxpsiI/AAAAAAAAC90/HXjNdK8hycI/s200/CSC_0552.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377884076859044386" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIUp7sjxbI/AAAAAAAAC9s/hMfWUg2EPlA/s1600-h/DSC_0548.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIUp7sjxbI/AAAAAAAAC9s/hMfWUg2EPlA/s200/DSC_0548.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377883615665571250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIUWBOI87I/AAAAAAAAC9k/6XevZ2Ac630/s1600-h/DSC_0546.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIUWBOI87I/AAAAAAAAC9k/6XevZ2Ac630/s200/DSC_0546.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377883273551213490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIT5RWnxeI/AAAAAAAAC9c/FaCv_Jt7gT0/s1600-h/DSC_0531.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIT5RWnxeI/AAAAAAAAC9c/FaCv_Jt7gT0/s200/DSC_0531.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377882779665548770" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqITocqQ9XI/AAAAAAAAC9U/x6p3Q2lF-1Y/s1600-h/DSC_0523-2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 100px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqITocqQ9XI/AAAAAAAAC9U/x6p3Q2lF-1Y/s200/DSC_0523-2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377882490642953586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqISZJPYp2I/AAAAAAAAC9M/ReShKy3by-c/s1600-h/DSC_0513.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqISZJPYp2I/AAAAAAAAC9M/ReShKy3by-c/s200/DSC_0513.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377881128220272482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIRx2_yeqI/AAAAAAAAC9E/AcUC0KRqJ7Y/s1600-h/DSC_0506-2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 113px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIRx2_yeqI/AAAAAAAAC9E/AcUC0KRqJ7Y/s200/DSC_0506-2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377880453308119714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Niektorzy z nas postanowili wstac o 5tej, by skorzystac z niepowtarzalnej szansy ujrzenia wschodu slonca nad Wielkim Murem. Do roboty wstali takze i nasi francuscy przyjaciele. Filmuja malownicza scenerie, a takze przeprowadzaja kolejne mini-wywiady. "Czy balismy sie w nocy? Czy ktos przyszedl? Jakie plany na najblizsze chwile?" - tego chciala sie dowiedziec nasza gwiazda z TF1.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracamy do namiotow, ale spac juz sie nie da. Robi sie goraco i gwarno. Pora wstawac, wrzucic cos na zab i maszerowac do Simatai. Krotko po 7-mej slowo w czyn sie przemienilo (bylo). Po drodze mijamy spora ekipe robotnikow, którzy remontuja chinska chlube narodowa. Rzeczywiscie - ta czesc muru nalezy do najbardziej zaniedbanych, ale moim zdaniem to dodaje jej uroku. Przynajmniej nie ma tu tlumu jak w najblizszym Pekinowi Badalingu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mijamy kolejne wieze, zejscie z muru coraz blizej. Niestety - na naszej drodze wyrastaja straznicy, którzy zadaja 40 yuanow za przejscie wiszacego mostu. Oczywiscie, jak na zaradnych Polakow przystalo, znajdujemy drozke obchodzaca nieszczesna przeprawe. Chinczycy to liczny narod, wiec znajduja sie kolejni, którzy chca od nas pieniedzy. Protestujemy, bo juz raz zakupilismy bilet. Oni obstaja przy swoim i twierdza, ze aby wyjsc "do miasta" (czyli na przystanek autobusowy) musimy kupic bilet na rejon Simatai - de facto na czesc muru, na ktorej w ogole nie bylismy. Olewamy oszustow i idziemy dalej. Blyskawicznie robi sie wielkie zbiegowisko. Straznicy w mundurach probuja zagrodzic nam przejscie. Podjezdza szef i zaczyna sie na nas wydzierac. Odpowiadam mu jeszcze glosniej i z uzyciem niecenzuralnych brytyjskich sformulowan. Z kolei Marian mowi mu, iz chcialby zobaczyc jego legitymacje. Fakt - dlaczego koles w koszulce z napisem "enjoy the sunset" mialby budzic respekt? Wpieniony jedzie po dokumenty. My, niemniej wkurzeni, chyba rozbijemy oboz na srodku ulicy. Nie zaplacimy kolejnych 50 RMB, bo to czysty bandytyzm. Francuzka, ktora szla tuz za nami, robi za tlumacza. Mowi nam, ze Chinczycy rzadko kiedy zmieniaja zdanie, bo obawiaja sie utraty twarzy. Sek w tym, ze Polacy tez do "miekkich" negocjatorow nie naleza. Po kilkudziesciu minutach decydujemy sie zaplacic "student price" - 20 yuanow za osobe. Tak dla swietego spokoju. Niby to nieduza kwota (ponizej 10zl), ale nie lubie placic, chocby najmniejszych sum, za cos, za co nie nalezy sie nawet zlamany grosz (czy tez yuan). Na szczescie autobus do Miyun kosztuje 6+2 za bagaz. Z Miyun dobrze znana 980-tka i chwile po 14tej ladujemy na Dongzhimen w stolicy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mur i przygoda z filmem - to bylo cos! Chcesz wiedziec jak wygladalo owo "cos"? Ogladaj wiadomosci w TF1, w poniedzialek 24 sierpnia. Start o 20.00. Sam film do obejrzenia pod adresem: http://videos.tf1.fr/jt-20h/les-campeurs-de-la-muraille-agacent-les-chinois-4523825.html&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w Pekinie nocujemy w innym miejscu - w hostelu Sanlitun, w którym wieczorem jest mega impreza (moze to z racji piatku, a moze taka natura tego miejsca?). Poza tym internet, pilkarzyki i bilard za darmo. Czego chciec wiecej?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-6458799526507878890?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/6458799526507878890/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/21-sierpnia-piatek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/6458799526507878890'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/6458799526507878890'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/21-sierpnia-piatek.html' title='21 SIERPNIA - PIATEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIVExxpsiI/AAAAAAAAC90/HXjNdK8hycI/s72-c/CSC_0552.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-8534785138999683112</id><published>2009-08-26T00:31:00.001-07:00</published><updated>2009-09-05T00:18:48.260-07:00</updated><title type='text'>20 SIERPNIA - CZWARTEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIQifDPhoI/AAAAAAAAC88/wytZUXbj4ro/s1600-h/DSC_0495.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIQifDPhoI/AAAAAAAAC88/wytZUXbj4ro/s200/DSC_0495.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377879089670489730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIQJ5JMS2I/AAAAAAAAC80/Xyt5eGm8niw/s1600-h/CSC_0438.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIQJ5JMS2I/AAAAAAAAC80/Xyt5eGm8niw/s200/CSC_0438.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377878667178036066" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIPV6AyTlI/AAAAAAAAC8s/7hCuMByDt_w/s1600-h/DSC_0428.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIPV6AyTlI/AAAAAAAAC8s/7hCuMByDt_w/s200/DSC_0428.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377877774058016338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIPJD9k24I/AAAAAAAAC8k/7sgYHDaA0oo/s1600-h/CSC_0407.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIPJD9k24I/AAAAAAAAC8k/7sgYHDaA0oo/s200/CSC_0407.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377877553390607234" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIOwFghD-I/AAAAAAAAC8c/P5ea9SWB9K8/s1600-h/CSC_0442.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIOwFghD-I/AAAAAAAAC8c/P5ea9SWB9K8/s200/CSC_0442.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377877124308864994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;meta content="text/html; charset=utf-8" http-equiv="Content-Type"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Word.Document" name="ProgId"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 11" name="Generator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 11" name="Originator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;link href="http://www.zmien.info/browse.php?u=Oi8vd3d3LmJsb2dnZXIuY29tL2ZpbGU6L0M6JTVDRE9DVU1FJTdFMSU1Q0FETUlOSSU3RTElNUNMT0NBTFMlN0UxJTVDVGVtcCU1Q21zb2h0bWwxJTVDMDElNUNjbGlwX2ZpbGVsaXN0LnhtbA%3D%3D&amp;amp;b=5" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;br /&gt;&lt;!--&lt;br /&gt; /* Font Definitions */&lt;br /&gt; @font-face&lt;br /&gt;	{font-family:Tahoma;&lt;br /&gt;	panose-1:2 11 6 4 3 5 4 4 2 4;&lt;br /&gt;	mso-font-charset:0;&lt;br /&gt;	mso-generic-font-family:swiss;&lt;br /&gt;	mso-font-pitch:variable;&lt;br /&gt;	mso-font-signature:1627421319 -2147483648 8 0 66047 0;}&lt;br /&gt; /* Style Definitions */&lt;br /&gt; p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal&lt;br /&gt;	{mso-style-parent:"";&lt;br /&gt;	margin:0cm;&lt;br /&gt;	margin-bottom:.0001pt;&lt;br /&gt;	mso-pagination:widow-orphan;&lt;br /&gt;	font-size:12.0pt;&lt;br /&gt;	font-family:"Times New Roman";&lt;br /&gt;	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}&lt;br /&gt;@page Section1&lt;br /&gt;	{size:612.0pt 792.0pt;&lt;br /&gt;	margin:72.0pt 90.0pt 72.0pt 90.0pt;&lt;br /&gt;	mso-header-margin:36.0pt;&lt;br /&gt;	mso-footer-margin:36.0pt;&lt;br /&gt;	mso-paper-source:0;}&lt;br /&gt;div.Section1&lt;br /&gt;	{page:Section1;}&lt;br /&gt;--&gt;&lt;br /&gt;&lt;/style&gt;&lt;span style="color: #00000a; font-family: Tahoma; font-size: 10pt;"&gt;Co niektorzy (w tym oczywiscie ja) byli tak wspanialomyslni, ze wstali o 7.30 i jeszcze przed wyjazdem na mur (no wlasnie - nie wspomnialem, ze dzis jedziemy na Great Wall) polezli na dworzec kupic bilety do Pingyao. Kolejka jeszcze dluzsza niz wczoraj. Zewszad probuja sie wepchnac chinskie cwaniaczki. Wreszcie udaje sie - zarówno dostac do kasy jak i zakupic upragnione kwitki na przejazd.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 12pt;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 12pt;"&gt;&lt;span style="color: #00000a; font-family: Tahoma; font-size: 10pt;"&gt;Nie wspomnialem równiez o jeszcze jednej waznej kwestii. Przedwczoraj wieczorem nasz hostel nawiedzila pani Lily z TF1 (taka najwieksza francuska stacja telewizyjna, odpowiednik naszego TVP1), ktora jest korespondentem w Pekinie. Pragnie ona nakrecic krotki reportaz o ludziach, którzy nocuja na Murze Chinskim i szczesliwie (dla niej) natknela sie na nas. A wiec po sniadaniu i spakowaniu czekamy w holu na Lily i kamerzyste, którzy jada z nami do Jinshanlingu (tam wdrapujemy sie na te chinska dume narodowa)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 12pt;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 12pt;"&gt;&lt;span style="color: #00000a; font-family: Tahoma; font-size: 10pt;"&gt;Autobus nr 980 odjezdza z dworca Dongzhimen. Bilet do Miyun (60 km od Pekinu, 60 km od Jinshanlingu) kosztuje 15 yuanow. Czysciutki, klimatyzowany pojazd bardzo sprawnie pokonuje te trase. Wysiadamy w Miyun i sie zaczyna...Trzy kobiety naciagaja nas na busa za 80 yuanow/czlowiek. Chyba sie z Ksiezyca urwaly. Negocjacje trwaja. W ich trakcie przeszlismy chyba z 1.5 km, a kobiety krok w krok za nami obnizajac (niestety, nie co kazdy krok) swoja absurdalna cene. Po dlugiej wojnie, wysluchawszy po stokroc: "mister, look! Minibus good, price cheap" umawiamy sie na 27 RMB za osobe. Super wynik to moze nie jest, ale zwazywszy na pozna pore nie moglismy dalej prowadzic tej cenowej potyczki. Jedziemy na Mur!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 12pt;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 12pt;"&gt;&lt;span style="color: #00000a; font-family: Tahoma; font-size: 10pt;"&gt;Przy dojezdzamy do bram wejsciowych okolo 14.30. Francuscy dziennikarze juz na nas czekaja (no tak - znow nie wspomnialem - "jada z nami" oznacza: my bydlecym busem, oni wynajetym samochodem, a spotykamy sie na miejscu). Bilety kosztuja 50 RMB. Zadnych ISIC'ow zadna z kasjerek widziec nie chce. Zaczynamy marsz w gore (i znow: my pieszo gorska sciezka, oni kolejka linowa. "Lazy French journalists" jak sami siebie okreslili). Musieli sie nieco zdziwic, kiedy juz na murze okazalo sie, ze to my czekamy na nich, nie oni na nas. Mnie natomiast nie dziwi, ze material zechcieli nakrecic wlasnie w tej lokalizacji. Mur Chinski to zdecydowanie jedno z najbardziej malowniczych i "fotogenicznych" miejsc, jakie moje oczeta dotychczas widzialy. Potezne fortyfikacje ciagnace sie dlugie kilometry, a dookola gorskie szczyty. Bajka. Z drugiej strony dostajemy niezle w kosc. Kamienna budowla nierzadko wiedzie pod gore pod niewyobrazalnym wrecz nachyleniem. Z 20-30 kilogramowymi plecakami takie podejscie to prawdziwy "challenge". &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 12pt;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 12pt;"&gt;&lt;span style="color: #00000a; font-family: Tahoma; font-size: 10pt;"&gt;Nasi zurnalisci kreca co chwile jakies ujecia: a to calej maszerujacej gromady, od przodu, od tylu, a to tylko Kube i mnie wspinajacych sie po schodkach. Generalnie rzecz ujmujac - jest smiesznie i ciekawie. Gdyby nie ta "przygoda z kamera" pewnie jeszcze dzis dotarlibysmy do Simatai. Kilkukrotnie przeprowadzaja takze mini-wywiad zadajac ukierunkowane pytania typu: "czy bedziecie nocowac na murze, mimo iz jest to niedozwolone?" Ewidentnie widac, ze reportaz ma byc nieco sensacyjny, a z nas Lily zrobic chce prawdziwych poszukiwaczy przygod, takich, którzy jesli trzeba zerwa zakazany owoc.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 12pt;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 12pt;"&gt;&lt;span style="color: #00000a; font-family: Tahoma; font-size: 10pt;"&gt;Przed 19ta rozbijamy sie w jednej baszcie. Do Simatai jest juz na tyle blisko, ze musielismy wybrac wlasnie te wieze. Biezacej wody niestety w niej nie ma, ale "jeden dzien bez prysznica jakos wytrzymamy" (cytat z MarkowPolow. Ciekawe ilukrotnie pobili ten 1-dniowy rekord w czasie objazdowki po Mongolii?). Francuzi filmuja nas w czasie gotowania oraz przy "zakladaniu obozu". Marian, dla zyskania slawy, gotow jest nawet rozbic swój namiot na pochylej drodze do straznicy, co zreszta czyni.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 12pt;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 12pt;"&gt;&lt;span style="color: #00000a; font-family: Tahoma; font-size: 10pt;"&gt;Po zmroku obowiazkowo gitara. Miec ja i nie zagrac w tak wyjatkowym miejscu? To bylby grzech i to ciezki. Kolejnym punktem programu, bez którego wieczor nie moglby zostac uznany za udany, jest obserwacja swiatel w oddali i wysnuwanie roznych absurdalnych wnioskow. Wiekszosc alarmow "ktos tu idzie" byla oczywiscie falszywa. A to samochod przejechal w oddali, a to swietlik pojawil sie w tym czy innym miejscu (pierwszy raz widzialem te niecodziennie insekty). Raz jednak naprawde zauwazylismy swiatlo latarki. Dwie wieze od nas. Zblizalo sie w nasza strone, ale bardzo powoli. W koncu zniknelo, wiec uznalismy, ze pewnie ktos jeszcze nocuje w tym rejonie Wielkiego Muru. Jeszcze przez chwile lub dwie posnulismy mroczne historie (krolowala glownie tematyka: medycyna sadowa i zabojstwa) i chwile po 22 poszlismy spac. To bedzie wyjatkowa noc, bo i miejsce do takich nalezy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-8534785138999683112?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/8534785138999683112/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/20-sierpnia-czwartek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8534785138999683112'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8534785138999683112'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/20-sierpnia-czwartek.html' title='20 SIERPNIA - CZWARTEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIQifDPhoI/AAAAAAAAC88/wytZUXbj4ro/s72-c/DSC_0495.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-8854194840303494598</id><published>2009-08-21T19:13:00.001-07:00</published><updated>2009-09-05T00:05:05.424-07:00</updated><title type='text'>19 SIERPNIA - SRODA</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqINkHyQ5bI/AAAAAAAAC8U/moSiKNfQa78/s1600-h/DSC_0372.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqINkHyQ5bI/AAAAAAAAC8U/moSiKNfQa78/s200/DSC_0372.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377875819250116018" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIM3rRFxZI/AAAAAAAAC8M/cOFE5-LNpDE/s1600-h/CSC_0380.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIM3rRFxZI/AAAAAAAAC8M/cOFE5-LNpDE/s200/CSC_0380.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377875055680538002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqILyV3sktI/AAAAAAAAC8E/GyzI9rC7QPM/s1600-h/CSC_0350.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqILyV3sktI/AAAAAAAAC8E/GyzI9rC7QPM/s200/CSC_0350.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377873864525910738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqILPcQzqWI/AAAAAAAAC78/KMGb9Sgymxs/s1600-h/CSC_0352.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqILPcQzqWI/AAAAAAAAC78/KMGb9Sgymxs/s200/CSC_0352.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377873264946424162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIKuphNECI/AAAAAAAAC70/SH6eLrAYbi0/s1600-h/CSC_0346.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqIKuphNECI/AAAAAAAAC70/SH6eLrAYbi0/s200/CSC_0346.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377872701569175586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Budzimy sie chwile po 8mej i od razu niemila niespodzianka. Za oknem leje. Raz ze z naszych wczoraj wypranych ciuszkow mozna wykrecac. Dwa, ze nici ze zwiedzania Palacu Letniego. Plan zastepczy brzmi nastepujaco: Silk Market, a pozniej wioska olimpijska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zatem najpierw jedziemy na oslawiony targ, ktory de facto zajmuje 6 kondygnacji w budynku przy stacji metra. A w srodku...czego dusza (choc z racji tego, iz sprzedaja glownie ciuchy to moze jednak "cialo"?) zapragnie. Co pol metra stoisko, z którego ekspedientka krzyczy: "hey mister, wanna buy jeans/suit/t-shirt? You are very handsome, this is great for you". I ktoz nie skusilby sie na takie komplementy? No na przyklad ja, bo nic z tych rzeczy nie kupilem. Nabylem jedynie komplet (4 sztuki) pieknie zdobionych chinskich paleczek. Z podstawkami i w eleganckim opakowaniu. Ile kosztowaly? Tego nie zdradze, bo jeden z czytelnikow bloga dostanie je w prezencie. Powiem tylko, iz cena wyjsciowa bylo 240 RMB.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zjezdzamy pod ziemie i udajemy sie do miasteczka olimpijskiego. Podziwiamy awangardowa konstrukcje "ptasiego gniazda" czyli stadionu, na którym miedzy innymi rozgrywano zawody lekkoatletyczne. Po drugiej stronie deptaka "kostka wodna" czyli arena zmagan plywakow (to wlasnie tu Phelps trzasnal 8 zlotych medali). Warto takze zwrocic uwage na wystawe kapitalnych sportowych zdjec, na których widac wzloty i upadki, jakie przezywali olimpijczycy z calego swieta. Mnostwo oczywiscie amerykanskiego herosa plywania, ale sa i polskie akcenty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pora na chinski obiadek. Jedziemy w okolice Klasztoru Lamajskiego i tam szukamy taniej jadlodajni. Standardowy numer z menu i tym razem obsluga knajpy poddaje sie znacznie szybciej. "Niezouwerczardzuja" nas. Po smacznej strawie warto by odwiedzic pobliska swiatynie tybetanskiego buddyzmu. Wstep za 25 tugrikow. Kompleks jest jednym z niewielu tego typu miejsc w Chinach, ktore przetrwaly "religijna czystke" za czasow Mao. Najwieksze wrazenie robi 18-metrowy posag buddy, ktory ponoc wykonano z jednego kawalka drewna, ktory z kolei transportowano 3 lata z samego Tybetu. Niewiarygodne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem, zamiast relaksu, wyprawa na dworce: autobusowy (to akurat pikus) oraz kolejowy (istny horror). Na autobusowym dowiadujemy sie jedynie ktora linia odjezdza w kierunku Miyun (miasto na trasie do Wielkiego Muru). Na kolejowym dramat. Mariany ze Slomami dowiedzialy sie, ze biletow do Pingyao nie ma az do 24 sierpnia. Co wiecej - najtanszy przejazd kosztuje 81 RMB. Kasa miedzynarodowa to pani, ktora mowi tylko po chinsku, a przy okienko stoi tlumaczka. No tak - miliard Chinczykow musi przeciez gdzies znalezc zatrudnienie. Tyle, ze jedynie do 20.30. Pozniej sam sobie jestes sterem i okretem w tej nielatwej zegludze po niezrozumialych chinskich wodach. A zatem plyniemy - od kasy do kasy, w poszukiwaniu biletow. Odsylaja nas wreszcie do okienka nr 85 (gdziekolwiek ono sie znajduje) W koncu sie znajduje. Z napisem "West station tickets". I bilety tez sa - na 22.08 - tak jak chcemy. Tylko cena wciaz tak samo wysoka 81 za hard seat'a, ale z miejscowka. Wracamy do hostelu zapytac pozostalych czy sa gotowi na taki wydatek. Po drodze jednak obowiazkowo nasze ulubione szaszlyczki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-8854194840303494598?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/8854194840303494598/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/19-sierpnia-sroda.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8854194840303494598'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8854194840303494598'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/19-sierpnia-sroda.html' title='19 SIERPNIA - SRODA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqINkHyQ5bI/AAAAAAAAC8U/moSiKNfQa78/s72-c/DSC_0372.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-8667545628418500333</id><published>2009-08-21T19:08:00.001-07:00</published><updated>2009-09-04T05:07:45.021-07:00</updated><title type='text'>18 SIERPNIA - WTOREK</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqECTF8Bb2I/AAAAAAAAC7s/5LYvoz8cgU8/s1600-h/CSC_0327.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqECTF8Bb2I/AAAAAAAAC7s/5LYvoz8cgU8/s200/CSC_0327.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377581957091782498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqEBrRZI0II/AAAAAAAAC7k/Dd3dX0DcNYQ/s1600-h/CSC_0325.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqEBrRZI0II/AAAAAAAAC7k/Dd3dX0DcNYQ/s200/CSC_0325.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377581272971923586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqEA_OY7JNI/AAAAAAAAC7c/Jj5R3SKL70M/s1600-h/CSC_0295.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqEA_OY7JNI/AAAAAAAAC7c/Jj5R3SKL70M/s200/CSC_0295.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377580516251477202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqEANE0egiI/AAAAAAAAC7U/mrdm7tvfAUQ/s1600-h/DSC_0312.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqEANE0egiI/AAAAAAAAC7U/mrdm7tvfAUQ/s200/DSC_0312.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377579654689227298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD_nP7W81I/AAAAAAAAC7M/aZTiNrFA0AQ/s1600-h/CSC_0291.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD_nP7W81I/AAAAAAAAC7M/aZTiNrFA0AQ/s200/CSC_0291.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377579004835853138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD_OnfRHYI/AAAAAAAAC7E/aVfFHMaMs1c/s1600-h/CSC_0266.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD_OnfRHYI/AAAAAAAAC7E/aVfFHMaMs1c/s200/CSC_0266.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377578581663751554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD-wmxlrXI/AAAAAAAAC68/toZ0RhuGhOg/s1600-h/CSC_0246.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD-wmxlrXI/AAAAAAAAC68/toZ0RhuGhOg/s200/CSC_0246.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377578066076085618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD-Xo6BmqI/AAAAAAAAC60/YlBoMm2uj_k/s1600-h/CSC_0216.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD-Xo6BmqI/AAAAAAAAC60/YlBoMm2uj_k/s200/CSC_0216.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377577637151611554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD-Er_2diI/AAAAAAAAC6s/jwU0jpc1mSY/s1600-h/CSC_0229.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD-Er_2diI/AAAAAAAAC6s/jwU0jpc1mSY/s200/CSC_0229.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377577311563839010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dzis czeka nas intensywne zwiedzanie. Chwile po 10tej wsiadamy do metra i dojezdzamy do stacji Tian'anmen East. Mijamy mauzoleum Mao (przy którym zdjecie miec musi kazdy szanujacy sie Chinczyk) i wchodzimy za tlumem na jeden z najbardziej znanych placow swiata (szkoda, ze to zla slawa) Skupisko ludzi przeolbrzymie. Zewszad dopadaja nas Chinczycy: "Mister, wanna tour guide?" Odrzucamy oferte i ustawiamy sie wreszcie w kolejce do "Forbidden city ticket office". Mila niespodzianka (choc tylko dla tych dobrze "wyposazonych") brzmi nastepujaco: z ISIC'iem bilet kosztuje 20, a nie 60 yuanow. Jeszcze wieksza satysfakcje ma Lucyna, ktorej udaje sie wejsc na dawno juz przeterminowana legitymacje. Ach ta polska "zaradnosc".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sam kompleks palacowy nie na wyrost nazwano miastem. Jego rozmiary naprawde porazaja. Idzie sie i sie idzie, mija sie a to domek letni zony cesarza, a to pokoj gosciny nr 351 - i tak bez konca. Architektura godna pozazdroszczenia. Swiatynie pieczolowicie ozdobione w tradycyjny chinski sposób. Naprawde milo sie to wszystko ogladalo. Ech, ten cesarz to mial klawe zycie, choc to swinia i krwiopijca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha - a propos mijania roznych "rzeczy" - bylbym zapomnial o dziesiatkach tysiecy turystow. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po "Zakazanym Miescie", wraz z Lucyna i Kuba, udalismy sie na polozone nieopodal Wzgorze Weglowe, z którego rozciaga sie ladny widok na wielki kompleks palacowy. Niestety - nie dzisiaj. Nad miastem wisza wielkie chmury (smog to chyba), ktore sprawiaja, ze panorama nie byla "breathtaking" (ze tak z warszawska to okresle)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Schodzimy ze wzgorza i spacerkiem kierujemy sie do metra - stacja "Zhinhanguangluokaido", czy cos w ten desen. W kazdym badz razie jedziemy do Swiatyni Nieba - ponoc najwazniejszej z tych zgromadzonych w Pekinie. Raz w roku pielgrzymowal do niej sam cesarz (i to pieszka!) by prosic o dobre zbiory oraz o pomyslnosc dla kraju. Wstep do parku i swiatyni to koszt 35 yuanow. Niestety - zadnych kart typu ISIC nie akceptuja. Sama swiatynia przypadla nam do gustu - bogato zdobiona, strzelista - prawie do samego nieba. W poblizu znajduje sie równiez "srodek swiata"(chore chinskie fantazje), na którym mieszkancy Panstwa Srodka tlocza sie niemilosiernie, by tylko zrobic sobie&amp;nbsp; fotke.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opuszczamy "niebianski kompleks" chwile po 18tej. Pora cos zjesc. Udajemy sie do jednego z pobliskich hutongow i wchodzimy do knajpki wydajacej sie byc "na nasza kieszen". Kelnerka od razu podaje nam angielskie menu, a w nim ceny zdecydowanie nie na nasze sakiewki. Pora przystapic do akcji. Niestety (dla nich) - nasi chinscy restauratorzy nie popisali sie i obok nazw angielskich widnieja ich chinskie odpowiedniki. A zatem: bierzemy menu chinskie, szukamy odpowiadajacych sobie potraw i pokazujemy panu kierownikowi, ze trafil na lepszych cwaniakow i oszukac sie nie damy. Koles daje za wygrana - jemy po chinskich cenach. Polska - Kitaj 1:0.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyraznie usatysfakcjonowani (zarcie bylo dobre i, dzieki naszej dociekliwosci, w "normalnej" cenie) wracamy metrem do hostelu. Wszak na 19ta jestesmy umowieni na targu z przedziwnym jedzeniem. Coz to za specjaly? Czytajcie, a znajdziecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na jednym z pierwszych stoisk znajdujemy weze. Wraz z Lucyna i Kuba blyskawicznie decydujemy sie na sprobowanie. Namowienie siostr G. trwalo nieco dluzej, ale w koncu i one sie skusily. Targujemy sie i waz jest nasz za 10 RMB.&amp;nbsp; Smaczny. Miesko mieciutkie, dobrze przyprawione. Idziemy dalej. Kolejny wybor to osmiornica. Targujemy sie i mamy ja za 8 RMB. Niespecjalna. Gumowata i twarda. Moze koles zlosliwie (za bezwzgledne zbijanie ceny) zle nam ja przyrzadzil? Idziemy dalej. Pora na larwy (6 sztuk za 5 yuanow). Brzydza mnie nieco, ale wreszcie probuje. Sa lepsze niz sie spodziewalem, ale bez rewelacji. Taka lekko chrupiaca przekaska. Idziemy dalej. Wreszcie sa i oslawione skorpiony. Trzy malutkie za 15 RMB. Facet ma wylacznosc, wiec o jakimkolwiek targowaniu nie ma mowy. Wkladanie kolca jadowego do ust moze nieco brzydzic, ale skorpion, jako calosc, smakuje wysmienicie. Chrupiacy, delikatny - swietna zagryzka. Mija nas wiele zachodnich nacji, ale nikt poza nami nie decyduje sie skosztowac tych niecodziennych przekasek. Wlosi, Amerykanie czy Brytyjczycy nabywaja co najwyzej szaszlyki z owocow.&amp;nbsp; Idziemy dalej. Kupuje kokosa ze slomka (nie mylic ze Sloma - naszym chodzacym problemem). Fajny napitek i calkiem spory jak za 7zl. Przy nastepnym stoisku probujemy rozgwiazdy. Mnie nie powalila (smakiem rzecz jasna), ale byli fani tego prymitywnego organizmu. Dochodzimy do konca targu. Na ostatnim stoisku kupujemy szaszlyka z rekina. Bardzo dobre, swietnie doprawione, kruche miesko. Rekin - pychota.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wolnym krokiem wracamy w kierunku hostelu zadowoleni z naszej kulinarnej wyprawy do innego swiata. Po drodze wstepujemy jeszcze na piwko (jedno) i szaszlyki (wiecej niz jeden) do knajpki nieopodal naszej ubytowni. To byl meczacy, ale jednoczesnie bardzo satysfakcjonujacy dzien.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-8667545628418500333?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/8667545628418500333/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/18-sierpnia-wtorek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8667545628418500333'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8667545628418500333'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/18-sierpnia-wtorek.html' title='18 SIERPNIA - WTOREK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqECTF8Bb2I/AAAAAAAAC7s/5LYvoz8cgU8/s72-c/CSC_0327.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-873594552542347521</id><published>2009-08-21T19:03:00.001-07:00</published><updated>2009-09-04T04:38:05.412-07:00</updated><title type='text'>17 SIERPNIA - PONIEDZIALEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD8B-e_0aI/AAAAAAAAC6k/nzpHV9JwuEs/s1600-h/DSC_0179.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD8B-e_0aI/AAAAAAAAC6k/nzpHV9JwuEs/s200/DSC_0179.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377575065963450786" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD7hkOcc6I/AAAAAAAAC6c/-ikabg3OMu0/s1600-h/CSC_0185.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD7hkOcc6I/AAAAAAAAC6c/-ikabg3OMu0/s200/CSC_0185.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377574509158888354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Reszta czasu pod dworcem uplynela pod znakiem dysputy a propos "czyje liceum jest lepsze i dlaczego". Poza wszelka watpliwoscia byl fakt, iz plebiscyt wygrywa "Jedrzejowa Przemyslowa", a liceum Ani to jakas makabra (chocby z racji tego, iz na studniowce byli w mundurkach, ale juz po polonezie pozwolono im odpiac kolnierzyki)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tuz przed odjazdem goscimy przez moment w poczekalni. Wieeelka, zatloczona, duzo ladniejsza niz nasze polskie, a do tego na scianie napis "no spitting". To sie nazywa dbanie o porzadek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W samym pociagu lepiej niz sie spodziewalismy. Co prawda Chinole leza rozwaleni na dwoch, trzech miejscach, ale bez wiekszych problemow (nawet Mateuszowi sie udalo) znajdujemy kilka wolnych siedzen. Ekstra wygodnie moze nie bedzie, ale za 30 yuanow cudow sie nie spodziewalismy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Pekinu zawitalismy krotko przed 9ta.&amp;nbsp; Gdy wjezdzalismy na Dworzec Zachodni, z wagonowych glosnikow poplynela chinska pioseneczka, ktorej refren brzmial mniej wiecej tak: "Beijing, Beijing, lalalalala". Co za mily akcent na poczatek zwiedzania stolicy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pekinski dworzec jest olbrzymi. Ol-brzy-mi. Cos jak lotnisko w wielkim miescie. Wsiadamy do autobusu 52 i jedziemy w kierunku Tiananmen. W tych okolicach bedziemy szukali noclegu. Mamy juz swoje typy (zaczerpniete rzecz jasna z "science fiction") Po bardzo dlugim spacerze (okazuje sie, ze Pekin to jednak rozlegle miasto) dochodzimy do Saga Youth Hostel, a tam najtanszy nocleg za 65 yuanow...a mialo byc tak pieknie...Stargowalismy do 50 za osobe, ale to wciaz duzo. Szukamy w necie tanszych kwater (rychlo w czas). W koncu ekipa poszukiwaczy wyrusza na "hosteling" (odpowiednik "clubbingu", wykonywany za dnia). Po godzinie przysylaja smsa, ze w tamtych noclegowniach najtanszych (za 30-35 RMB) miejsc brak. Spimy jednak w Sadze. Swietne posuniecie - 3h na krawezniku przed hostelem, zamiast zwiedzania stolicy Panstwa Srodka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczescie sam hostel jest ekstra fajny. Czysto, w pokoju klima, pod prysznicem mydelko i szampon. Chwilke korzystamy z tych dobrodziejstw , po czym ruszamy w miasto. Ceny - niestety wyzsze niz w Datongu. W kazdej knajpie angielskie menu i angielskie kwoty za dania. Bierzemy wersje chinska. Po 10 minutach porownywania nazw ze slowniczkiem w przewodniku zamawiam jakiegos kurczaka. Po kolejnych 10 minutach strzela mnie "kurwowtysiac", gdyz dostaje oblesne kawalki kury. Nie wiem co to jest - zoladki czy inne paskudztwo? Wyjadam ryz, zagryzam czosnkiem i place rachunek. To najgorzej wydane 16 yuanow. Na szczescie w hostelu okazuje sie, ze wiekszosc dokonala dzis rownie fantastycznych kulinarnych wyborow (nic tak nie cieszy jak krzywda blizniego, szczegolnie jesli skrzywdzono i ciebie.). Ponadto po zmroku na powierzchnie ziemii wyszli panowie "szaszlyczkarze" (nawet w Beijingu za 1RMB) i zdolali zaspokoic mój domagajacy sie pozywienia organizm.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-873594552542347521?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/873594552542347521/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/17-sierpnia-poniedzialek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/873594552542347521'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/873594552542347521'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/17-sierpnia-poniedzialek.html' title='17 SIERPNIA - PONIEDZIALEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD8B-e_0aI/AAAAAAAAC6k/nzpHV9JwuEs/s72-c/DSC_0179.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-8791815828032611419</id><published>2009-08-21T18:58:00.001-07:00</published><updated>2009-09-04T04:31:30.613-07:00</updated><title type='text'>16 SIERPNIA - NIEDZIELA</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD6V_wN92I/AAAAAAAAC6U/O0eARaKp7_U/s1600-h/CSC_0161.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD6V_wN92I/AAAAAAAAC6U/O0eARaKp7_U/s200/CSC_0161.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377573210878244706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD6AoThoLI/AAAAAAAAC6M/crbEgXkqDq8/s1600-h/CSC_0143.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD6AoThoLI/AAAAAAAAC6M/crbEgXkqDq8/s200/CSC_0143.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377572843806630066" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD5osxZmvI/AAAAAAAAC6E/k__j980Ph7c/s1600-h/CSC_0109.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD5osxZmvI/AAAAAAAAC6E/k__j980Ph7c/s200/CSC_0109.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377572432688814834" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD5QLd4SRI/AAAAAAAAC58/jY7x1FRBYoA/s1600-h/CSC_0101.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD5QLd4SRI/AAAAAAAAC58/jY7x1FRBYoA/s200/CSC_0101.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377572011431708946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD4m1sFoHI/AAAAAAAAC50/Cb6LbM1OR8A/s1600-h/CSC_0097.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD4m1sFoHI/AAAAAAAAC50/Cb6LbM1OR8A/s200/CSC_0097.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377571301211086962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;O 9 zbieramy sie w hotelowym holu, by chwile pozniej wyruszyc do Wiszacego Klasztoru. Wyjazd z ponad milionowego miasta to istna makabra. Mnostwo aut, jeszcze wiecej rowerzystow, którzy ludzkie zycie zdaja sie miec za nic (przyklad: tatus wiozacy 3-letnia coreczke w siodelku i manewrujacy miedzy pedzacymi samochodami). Ciekawie sie to wszystko obserwuje zza szyby duzego mikrobusu. Jeszcze wiecej atrakcji dostarcza nam pani przewodnik, ktora mowi po angielsku z chinskim akcentem. Niepowtarzalne przezycie, godne polecenia kazdemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie 20 kilometrow trasa wiedzie kreta gorska droga. Co chwile mijamy glebokie kaniony, ktore otoczone sa wielkimi rowninami. Raz mijamy takze tira wbitego w skale. Chwile po 11tej dojezdzamy do celu. Wstep na teren klasztoru to koszt az 60 yuanow. Znizki studenckie owszem sa, ale dla tutejszych zakow. Kompleks jest rzeczywiscie bajkowo zawieszony wsrod skal i to jest chyba jego jedyny plus. Poza tym miejsce jest zatloczone do kwadratu (albo i szescianu), a klasztor "obchodzi" sie tempem nawet nie slimaczym. Malownicze miejsce, ale jak dla mnie nieco przereklamowane. Warto wspomniec, ze pogoda w dniu dzisiejszym równiez nas nie rozpieszcza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczesnym popoludniem wracamy w kierunku Datongu by zobaczyc polozone nieopodal miasta groty Yungang (znizka dla studentow nacji wszelakich - 30RMB). Nasza fantastyczna pani przewodnik opowiada dlugie historie odnosnie kazdej z ogladanych grot. Calkiem fajne te jaskinie, choc pewnie krecilyby nas jeszcze bardziej, gdybysmy byli wyznawcami buddyzmu. Okazuje sie takze, iz w kazdej z grot bylo jeszcze wiecej posazkow, rzezb itp. ale czesc w niewyjasnionych okolicznosciach skradziono.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po powrocie do stolicy prowincji Shanxi (czyli Datongu) obowiazkowo wizyta w naszej ulubionej knajpce. Rozpoczyna sie wielkie zarcie, na ktore kazdy z nas wydal srednio 6-7zl. Czego to nasze stoly nie goscily...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pociag do stolicy odjezdza o 2.10, wiec czeka nas kilka godzin przed dworcem. Cale szczescie, ze wieczor jest cieply i bez deszczu. Mimo dosc poznej pory na wielkim placu przed glownym wejsciem zycie wre. Wielu Chinczykow gra w cos a'la "zoska", tyle ze ciezka lotka do badmintona. Wraz z Marianem, Wojtkiem i Sloma dolaczamy sie do jednej z grupek. Poczatkowo idzie nam beznadziejnie, ale z czasem sie rozkrecamy. Fakt, ze aby osiagnac poziom prezentowany przez autochtonicznych uczestnikow zabawy (w tym jedna dziewczyne) powinnismy byli nieustannie trenowac zamiast 5 lat chodzic na zajecia, ale jak na pierwszy raz wypadlismy calkiem przyzwoicie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wybila polnoc. Do "zapokladowania" jeszcze 2h...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-8791815828032611419?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/8791815828032611419/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/16-sierpnia-niedziela.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8791815828032611419'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8791815828032611419'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/16-sierpnia-niedziela.html' title='16 SIERPNIA - NIEDZIELA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD6V_wN92I/AAAAAAAAC6U/O0eARaKp7_U/s72-c/CSC_0161.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-3409951536778517217</id><published>2009-08-21T18:54:00.001-07:00</published><updated>2009-09-04T04:18:44.970-07:00</updated><title type='text'>15 SIERPNIA - SOBOTA</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD3Yx2UKiI/AAAAAAAAC5s/NzPEDPVMtpE/s1600-h/CSC_0083.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD3Yx2UKiI/AAAAAAAAC5s/NzPEDPVMtpE/s200/CSC_0083.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377569960150444578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD25dNJqiI/AAAAAAAAC5k/EPXRYEG4aVk/s1600-h/CSC_0075.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD25dNJqiI/AAAAAAAAC5k/EPXRYEG4aVk/s200/CSC_0075.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377569422033136162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD2sC1-DCI/AAAAAAAAC5c/H39B_E6JUW0/s1600-h/CSC_0071.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD2sC1-DCI/AAAAAAAAC5c/H39B_E6JUW0/s200/CSC_0071.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377569191618284578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD2PtknItI/AAAAAAAAC5U/bYqJZPUP7qk/s1600-h/CSC_0062.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD2PtknItI/AAAAAAAAC5U/bYqJZPUP7qk/s200/CSC_0062.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377568704871998162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD13e10rrI/AAAAAAAAC5M/Q2J7P1oybds/s1600-h/DSC_0060.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD13e10rrI/AAAAAAAAC5M/Q2J7P1oybds/s200/DSC_0060.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377568288600796850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD1jPLPV9I/AAAAAAAAC5E/NJlAhFCq-Cg/s1600-h/CSC_0049.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD1jPLPV9I/AAAAAAAAC5E/NJlAhFCq-Cg/s200/CSC_0049.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377567940798273490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD1JXPRWkI/AAAAAAAAC48/JG2kFLx72HM/s1600-h/CSC_0043.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD1JXPRWkI/AAAAAAAAC48/JG2kFLx72HM/s200/CSC_0043.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377567496286067266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD0wmJR_eI/AAAAAAAAC40/4uQvvpAesYU/s1600-h/CSC_0039.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD0wmJR_eI/AAAAAAAAC40/4uQvvpAesYU/s200/CSC_0039.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377567070790745570" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD0fpjpQqI/AAAAAAAAC4s/p_CqEbTudkA/s1600-h/CSC_0010.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD0fpjpQqI/AAAAAAAAC4s/p_CqEbTudkA/s200/CSC_0010.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377566779648852642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po pobudce i sniadanku na bazie chinskich slodkich bulek pora na wizyte na dworcu. Szukamy taniego wieczornego pociagu do Pekinu. Udaje sie znalezc pojezd za 31 yuanow. Godzina odprawienia malo atrakcyjna - 2.10, ale czego sie nie robi z oszczednosci...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejna sprawa to zorganizowanie wycieczek do Wiszacego Klasztoru oraz Grot Yungang. O ile te ostatnie polozone sa kilkanascie kilometrow od miasta i dojazd nie stanowi problemu, o tyle klasztor to 150 km w dwie strony. Z tego wzgledu decydujemy sie na super promocyjna cene z biura CITS - 80 yuanow za wycieczke w jedno i drugie miejsce. Anglojezyczny przewodnik gratis.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro wszystko robimy jutro za jednym zamachem, dzis pora na zwiedzanie samego Datongu (czyli spacer po centrum) Zaczynamy od wizyty na targu, na którym przerazliwie smierdzi. Sprzedaja tam wszystko - poczawszy od super tanich grzybow mung na zywych kurczakach skonczywszy. Kawalek dalej napotykamy pania, ktora sprzedaje chrupiace panierowane krewetki. Cala siatka za 10 yuanow. Zyc nie umierac. Kosztujemy i znow sie zastanawiamy - czy Marki Pole stolowaly sie na Ksiezycu?! Krewetki sa pyszne - porcja znika w okamgnieniu. Jako, ze dworzec kolejowy (kolo którego usytuowany jest nasz hotel) polozony jest spory kawalek od centrum, nasz spacer trwa i trwa. Dzieki temu jednak rejestrujemy wiele ciekawych sytuacji, takich jak chlopiec sikajacy na chodnik czy 4-osobowa rodzinka na skuterze. Mijamy tez kilka okazalych klasztorow, ktore fotografujemy z lewa jak i z prawa. Znajdujemy tez kolejna niepozorna uliczke z boskim zarciem. Pelna miska warzyw z makaronem za 3 yuany. Dwa duze szaszlyki, genialnie przyprawione, za 5 yuanow. Z(r)yc nie umierac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po obiadku postanowilismy zrobic uzytek z gitary, ktora nosi Wojtek. Siadamy na jednej z uliczek w centrum i rozpoczynamy spiew przy akompaniamencie strun. Do otwartego futeralu wrzucam jednego yuana - dla przykladu. Oby bardzo liczne chinskie spoleczenstwo zechcialo sie na mnie wzorowac. Poczatkowo nic na to nie wskazuje. Ludzie patrza wielce zadziwieni i trzymaja sie na dystans. Dopiero po chwili podchodzi do mnie grupka chinskich nastolatkow i pyta przejetym glosem: "Can we have a photo with you?". "Why not" - mysle sobie i juz minute pozniej jestem na kazdej z dziesieciu kart pamieci w telefonach tych mlodych Chinczykow. Danuta z kolei bierze czapke i w nia postanawia zbierac kase od przechodniow. Dobry pomysl w polaczeniu z Danucinym niewinnym obliczem gwarantuje sukces. I rzeczywiscie - widownia rosnie z kazda piosenka. Gora pieniedzy równiez. Lucyna na zmiane z Wojtkiem i Sloma graja dobrze znane (niekoniecznie Chinczykom) kawalki. Pozostali spiewaja jak umieja. Wychodzi nam to calkiem niezle, bo z ciekawosci zatrzymuja sie nawet auta (powodujac tym samym drogowy zator). Co 5-10 minut "udzielam wywiadu" odpowiadajac kolejnym Chinczykom na pytania typu: "Where are you from?" "Do you play political songs?" lub "Why do you sing?". Ponadto pozuje do zdjec z kilkunastoma tubylcami. Dzis to ja jestem celebrity. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemalze 2-godzinne granie przynosi nam 208 yuanow. Calkiem przyzwoita suma. W glorii chwaly wracamy do Mariana (ktory nadal sie kuruje) i jestesmy gotowi przeznaczyc cala zarobiona sume na jego leczenie. Na szczescie nasz milosnik "elczupakabry" juz tego nie wymaga - ma sie zdecydowanie lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgodnie z zasada, ze w Chinach je sie na okraglo (te niedobre tluste potrawy) wybieramy sie na wieczorne male co nieco. Trafiamy na jedna z malutkich zaniedbanych uliczek, na ktorej miesci sie typowa tania jadlodajnia. Co wiecej - spotykamy Chinczyka mowiacego po angielsku. Dzieki temu dania zamawiamy w pelni swiadomie. Wieprzowina w sosie sezamowym - niebo w gebie! Kurczak z orzeszkami - palce lizac! Smazone baklazany - rozkosz dla podniebienia. I te ceny...1 yuan za 2 nasze ulubione szaszlyczki (swietna przekaska do piwa), pozostale potrawy od 6 do 12 yuanow. Godnie skonczylismy ten sierpniowy dzien.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-3409951536778517217?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/3409951536778517217/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/15-sierpnia-sobota.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/3409951536778517217'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/3409951536778517217'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/15-sierpnia-sobota.html' title='15 SIERPNIA - SOBOTA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqD3Yx2UKiI/AAAAAAAAC5s/NzPEDPVMtpE/s72-c/CSC_0083.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-8494302311672122513</id><published>2009-08-21T18:49:00.001-07:00</published><updated>2009-09-04T04:00:21.953-07:00</updated><title type='text'>14 SIERPNIA - PIATEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqDzLdad1aI/AAAAAAAAC4k/z6ryO1uInFI/s1600-h/CSC_0002.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqDzLdad1aI/AAAAAAAAC4k/z6ryO1uInFI/s200/CSC_0002.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377565333280118178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;O siodmej zbiorka i na dworzec marsz. Okolo 7.30 powinni otworzyc magiczne bramki i rozpocznie sie bieg po miejsca (wg tego, co glosi przewodnik science-fiction). Wchodzimy do budynku. Przy wejsciu obowiazkowo bagaz do przeswietlenia. Wszystko jednak w sympatycznej atmosferze, konduktorzy usmiechaja sie do nas, wskazuja wlasciwy wagon. A w samym wagonie mila niespodzianka. Nasze miejsca czekaja w dziewiczym, nienaruszonym stanie. Co wiecej - kanapy sa miekkie i wygodne. Co prawda na plecaki miejsca nad naszymi siedzeniami juz nie ma (polki sa niemalze calkowicie pokryte wielkimi chinskimi worami), ale i z tym problemem sobie radzimy. Podsumowujac - warunki, których moglby nam pozazdroscic niejeden klient "Pospiesznego Katowania Pasazerow". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pociag rusza punktualnie. Nie musze chyba mowic, ze od momentu pojawienia sie w wagonie wzbudzamy wielkie zainteresowanie u naszych chinskich wspolpasazerow. Dokladnie i bez jakiegokolwiek skrepowania obserwuja wszelkie nasze poczynania. Zagladaja ci w ksiazke, by sprawdzic co czytasz, uwaznie sledza kazde slowo, ktore ulozysz w Scrabble, wreszcie zastanawiaja sie czemu gre w tysiaca zaczynasz od asa. Poczatkowo meczy ta nachalnosc, ale predko idzie sie przyzwyczaic, a przede wszystkim dostrzec, iz nie robia tego z premedytacja, czy w zlej wierze. Oni po prostu tacy sa. A na kazdym stoliku obowiazkowo - bidon z herbata oraz chinska zupka chinska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedziemy dosc wolno, bo okolo 50 km/h. Marian, ktory z niewiadomych przyczyn (lecz z wiadomym skutkiem) zaniemogl, polozyl sie pod siedzeniami i wyglada jak rasowy zul. Nie tylko dla Chinczykow stanowi nie lada atrakcje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poczatkowo krajobraz za oknem nie tak bardzo odbiega od mongolskiego - sporo jurt, pustkowie, piasek. Dopiero z czasem pojawia nieco wiecej zieleni. Stacyjek po drodze mnostwo, a na kazdej dyzurny ruchu. Ciekawe ilu pracownikow ma chinska kolej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Jiningu docieramy po 15tej. Wiekszosc naszego wagonu wysiada. My spokojnie siedzimy na naszych miejscach - wszak do Datongu jeszcze 150 km. Po chwili pojawiaja sie ludzie, którzy twierdza, iz maja bilety na nasze siedziska. Niemozliwie, przeciez mamy bilety do samego Datongu. Oczywiscie robi sie wielkie zbiegowisko (a raczej "schodzisko"). Pokazujemy nasze "przejazdowe kwitki" kolejnym Chinczykom, a kazdy z nich szczebiocze cos w tutejszym jezyku - myslac pewnie, ze pojmiemy. Niestety - nie pojmujemy. W koncu znajduje sie ktos, kto jest w stanie wykrzyczec: "Datong! No!" Konkludujemy - ten pociag jednak nie jedzie tam dokad chcemy. Wysiadanie w ultrapospiechu przypomina akcje sprzed roku z Wolowca - chwytamy co popadnie i biegiem do wyjscia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na peronie dalsza czesc chinskiego "czeskiego filmu". Jakis pan stojacy 2 metry od nas krzyczy przez megafon. Mysli pewnie, ze jesli krzyknie wystarczajaco glosno to zrozumiemy o co mu chodzi. Niestety - rozczarowujemy go. Porownujemy bilety z pozostalymi pasazerami, którym polecono czekac w tym miejscu. Okazuje sie, ze maja wpisany zupelnie inny numer pociagu. Jakis koles prowadzi nas do kasy, gdzie wymieniaja nam dotychczasowe bilety na nowe: Jining-Datong. Nadrukowana cena - 0 yuanow. W miedzyczasie przez nasz peron przemaszerowalo kilkuset zolnierzy spiewajac jakas wojskowa piesn. Wszystko to dzieje sie w odstepie kilku, maksymalnie kilkunastu minut. Nie dziwcie sie zatem, ze relacja z kazdego dnia ma tak porazajaca dlugosc. Ten kraj wykonczy mnie natlokiem zdarzen, których nie mozna nie opisac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka minut przed 19ta dojezdzamy do Datongu. Przejazd finansowo oszczedny (13zl za 500 km w calkiem przyzwoitych warunkach), ale czasowo juz niezbyt (10h w podrozy). Na dworcu odnajdujemy biuro CITS, ktore jest jednoczesnie informacja turystyczna. Pan Chinczyk biegle mowi po angielsku i juz po chwili zalatwia nam "the cheapest rooms" za 30 yuanow/osoba. Przypadkowo w hotelu ze znaczkiem "CITS". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed snem jeszcze warto byloby udac sie na spotkanie z kuchnia Panstwa Srodka (tak - z ta "niedobra", "tlusta", "niedoprawiona" i "z koscia"). Wybieramy lokal ze zdjeciami potraw w menu. Ceny - umiarkowane - do 10 yuanow. Fakt, ze standard knajpki pozostawia wiele do zyczenia, ale co tam. Dania sa smaczne, choc niektorzy dostaja je z makaronem, ktory nastrecza sporych trudnosci przy jedzeniu paleczkami. Mnie doprowadza do szalu. Na szczescie dobre i tanie piwo YinYang (3 yuany za 600-mililitrowa butelke) koi me zszargane nerwy. Gwoli jasnosci (=ku uspokojeniu rodzicow) - jedno piwo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-8494302311672122513?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/8494302311672122513/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/14-sierpnia-piatek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8494302311672122513'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8494302311672122513'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/14-sierpnia-piatek.html' title='14 SIERPNIA - PIATEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqDzLdad1aI/AAAAAAAAC4k/z6ryO1uInFI/s72-c/CSC_0002.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-482994264190833379</id><published>2009-08-21T18:42:00.001-07:00</published><updated>2009-09-04T03:52:56.142-07:00</updated><title type='text'>13 SIERPNIA - CZWARTEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqDxeaJ_jeI/AAAAAAAAC4c/hfoCjULGwl8/s1600-h/CSC_0422.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqDxeaJ_jeI/AAAAAAAAC4c/hfoCjULGwl8/s200/CSC_0422.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377563459799977442" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqDxEwmBiQI/AAAAAAAAC4U/IdgUPI59dBM/s1600-h/CSC_0404.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqDxEwmBiQI/AAAAAAAAC4U/IdgUPI59dBM/s200/CSC_0404.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377563019146529026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqDwskSIirI/AAAAAAAAC4M/jfj5_xoH8bo/s1600-h/DSC_0414.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqDwskSIirI/AAAAAAAAC4M/jfj5_xoH8bo/s200/DSC_0414.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377562603525016242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Do Zamyn Uud&amp;nbsp; przyjezdzamy punktualnie o 7.10. Blyskawicznie dopada nas grono chetnych do przewiezienia duzej grupy przez granice. Cena - 50 juanow. Oczywiscie targujemy sie i schodzimy do 6 dolcow za osobe (ponizej 40 juanow. "Pimpusie" - podziwiajcie i zazdrosccie). Wczesniej jednak postanawiamy kupic bilety powrotne na 3 wrzesnia. Oczywiscie obszczij za 9600 tugrikow (6 dolcow."Pimpusie" - podziwiajcie i zazdrosccie)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejka do granicy jest meeega dluga. Co ciekawe - stoja w niej same stare rozklekotane UAZy. Upal daje sie we znaki. Dla zabicia czasu gramy w tysiaca i probujemy porozumiec sie z naszymi mongolskimi kierowcami. Kolejna ciekawostka - UAZy podjezdzaja doslownie zderzak w zderzak - tak by w razie zagapienia sie przez jednego z kierowcow inny nie wjechal przed niego. Niestety - mimo to wrzynanie na calego trwa w najlepsze. Po 4h oczekiwania przechodzimy kontrole mongolska. Najlepsze jeszcze przed nami. Aby "innostraniec" mogl wjechac do Panstwa Srodka, musi wypelnic ankiete a propos swojego stanu zdrowia, a ponadto przejsc "badania". Na szczescie ograniczaja sie one do zmierzenia temperatury (spokojnie - nie "per rectum"). Do tej bardzo niebezpiecznej dla zdrowia procedury medycznej "pani badajaca" zalozyla maseczke i trzymala sie od nas na dystans.&amp;nbsp; Nastepnie "szczesliwcow" czekala kontrola osobista. Obylo sie jednak bez rozbierania "do rosolu" - otwarcie plecaka wystarczylo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Erlianie wyladowalismy dosyc pozno, bo po 13tej (na granicy stalismy juz od 8mej), wiec szans na dojazd do Datongu dzis juz raczej nie ma. Transport oferuja jedynie uliczni kombinatorzy. Cena za osobe - bagatela - 200 juanow. Troche duzo jak za 500 km w Chinach.&amp;nbsp; Z (Mic)Halina, Marianem oraz Kuba wyruszamy na "dworzec expedition 2009". Idziemy i idziemy, a slonce pali nasze glowy i nie tylko glowy. W koncu jest. I od razu mila niespodzianka - pani kasjerka w miare mowi po angielsku. Dowiadujemy sie, ze autobus do Datongu odjezdza dopiero jutro rano. Koszt biletu - 100 yuanow. Z kolei do Jiningu (okolo 320km z Erlian) zaplacic musimy 70 yuanow. Sek w tym, ze odjazd za 30 minut. Pora zatem sprawdzic co oferuje przewoznik szynowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed "wakzalem" pusto. W srodku przy kasie pusto...gdzie te tlumy, o których opowiadaly Marki Pole? Faktem jest, ze Erlian jest nieco mniejsze od Pekinu, ale "zero czlowieka" na dworcu?? Zapytana o pociag do Datongu pani kasjerka pokazuje nam date. Ta data to 20 sierpnia. Jak mniemamy - na wczesniejsze nie ma miejsc. Swietnie. Do Jiningu za to jest pojezd jutro o 8 rano. Hard seat za 21 yuanow. To jest cena, ktora nam odpowiada. Wracamy do reszty ekipy, by zapytac ich o zdanie. Po drodze znajdujemy jeszcze hotel, w którym w razie czego mozemy spedzic noc. Zaspany recepcjonista lamana angielszczyzna informuje, ze 2-osobowy pokoj udostepni nam za 60 yuanow. Cena do zaakceptowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostali uczestnicy wyjazdu przystaja na lansowana przez nas opcje. Zostajemy na noc w Erlian, a rano tanim pociagiem do Jiningu. Idziemy zatem do hoteliku (nazwy powtorzyc sie nie da). Tam okazuje sie, ze pokoje sa wypas, a co wiecej - lozka tak duze, ze spokojnie mozemy wziac jedynie trzy pokoje miast 6-ciu. Cena za pokoj sie nie zmienia, stad na osobe wychodzi po 7zl. Poki co fajnie w tych Chinach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po bilety do Jiningu udajemy sie wraz z Lucyna, Danuta oraz celebryta Promateuszem. Podchodze do kasy i standardowo pytam "Do you speak english?". Pani sie na to usmiecha, wyjmuje telefon i wybiera numer. Po kilkunastu sekundach rozmowy podaje mi aparat. Przykladam do ucha, a tam rozlega sie: "Hello, where do you want to go?". Zaradne sa kasjerki w tym kraju, nieprawdaz? Niedawno sam bylem swiadkiem, iz nasze - nawet z Centralnego w Warszawie - powinny sie uczyc od swoich chinskich odpowiedniczek. A zatem mowie tajemniczej rozmowczyni, ze do Jiningu bysmy pragneli, i ze jutro i ze 12 osob. Gdy kasjerka prawie ze wydrukowala nam te bilety, spostrzeglismy, ze ten sam pociag jedzie do samego Datongu. Warto zapytac czy moze tym razem i w tej kasie sa bilety. Po 5 minutach wychodzimy z dworca trzymajac w rece 12 biletow do Datongu. 27 yuanow za osobe ("Pimpusie" - sami wiecie co...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W glorii chwaly wracamy do hotelu, ale oczywiscie informujemy naszych, ze dzis nic nie kupilismy, a sprawa ma sie podobnie jak w Ulan Bator. Blizniaczki zglaszaja, ze moga wstac o 4tej i ustawic sie w kolejce pod dworcem. Przez kolejnych kilkadziesiat minut mamy w czworke niezly ubaw. Prawde wyjawiamy dopiero w trakcie obiadu - prawdziwego chinskiego, ktory byl przeprzepyszny. Obok hotelu byla elegancko wygladajaca knajpa. Zamowienie ustalalismy przy pomocy Google-translatora. Recepcjonista pisal po chinsku, tlumaczyl na angielski, a my z Marianem odpowiadalismy. Wreszcie wynegocjowalismy, ze przyrzadza nam kilka dan za okolo 200 yuanow lacznie. Nie przypuszczalismy jednak, ze bedzie to taka obfita uczta z tak kapitalnym jedzeniem. Po prostu "La grande bouffe". Pikantna kapusta, zupa z wolowina i pomidorami, kurczak w sosie sezamowym, zeberka, tofu, itepe, itede, itepe. Do tego na deser arbuz, a do picia oczywiscie chinska herbatka. Gwoli wyjasnienia: nic nie bylo "ohydne", ani "bez przypraw" (cytat zaczerpniety ze slownej relacji Markow Polow. Moze oni jednak byli w jakims innym kraju?). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po obiado-wieczerzy przy suto zastawionym stole pora na przechadzke po miescie. Na kazdym kroku wzbudzamy sensacje. Ludzie szepcza cos miedzy soba (ich miny wskazuja, ze musi to byc tekst w stylu "patrz mamo - kosmici u nas wyladowali") caly czas bacznie przygladajac sie kazdemu naszemu ruchowi. Nie inaczej jest w czasie wizyty w wesolym miasteczku, gdzie gromadzi sie prawdziwy tlum, gdy cala czworka (Lucyna, Kuba, Marian i ja) daje sie przypiac do obreczy krecacych sie wokol wszelkich mozliwych osi. Sporo frajdy dostarczaja takze odbijajace sie od siebie samochodziki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po dniu obfitujacym we wrazenia pora do hotelowych lozeczek. Choc na piata do kolejki wstac nie trzeba, to jednak pobudka mimo wszystko musi byc wczesna. Biletow za 27 yuanow zmarnowac nie mozna.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-482994264190833379?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/482994264190833379/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/13-sierpnia-czwartek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/482994264190833379'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/482994264190833379'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/13-sierpnia-czwartek.html' title='13 SIERPNIA - CZWARTEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SqDxeaJ_jeI/AAAAAAAAC4c/hfoCjULGwl8/s72-c/CSC_0422.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-5837314665766883021</id><published>2009-08-21T18:36:00.001-07:00</published><updated>2009-08-21T18:36:05.710-07:00</updated><title type='text'>12 SIERPNIA - SRODA</title><content type='html'>Otwieram oczy chwile przed 6ta. Niestety - trzeba wstawac. 6.40 opuszczamy (Monika, Magda, Lucyna, Kuba i ja) nasz hostel. Na przystanku jeszcze glucho i pusto, ale blyskawicznie znajduje sie koles, ktory za 4 tysiace podwozi nas na dworzec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za pietnascie siodma kolejka liczy już dobrze ponad sto osob, ale przeciez "Mariany" były tam tuz po piatej. Musza zatem być gdzies na czele. Jakiez jest nasze zdziwienie, gdy odnajdujemy ich w srodku stawki. Gdy przybyli pod dworzec (o 5.15) przed nimi było już kilkadziesiat osob. Nie wrozy to nic dobrego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejka "zbudowana" jest z ciasno upakowanych ludzi, ktorzy zdaja sie nie ustawac w walce o lepsza pozycje. Jednakze jakakolwiek proba przedarcia sie na czolo stawki konczy sie przerazliwym wrzaskiem z kilkudziesieciu gardel. Podsumujmy: wepchnac sie nie da, uczciwie kupic sie nie da. Pora pokombinowac - jak na prawdziwych Polakow przystalo. Trzeba odnalezc "naszego" policjanta i przypomniec, ze to "my - studenty". Tymczasem do budynku dworca schodza sie kolejni oficerowie gotowi dbac o porzadek w czasie rywalizacji o bilety. Około 7.30 spotykamy w koncu naszego policjanta. Probujemy "sie przypomniec", na co koles odpowiada cos po mongolsku i predko ucieka w swoja strone. Nie napawa to nas optymizmem. 10 minut pozniej policjanci rozciagaja line pomiedzy filarami - tak by dostep do budynku był tylko z kolejki. A co slychac w samej kolejce? Tlum czuje, ze "godzina prawdy" zbliza sie wielkimi krokami, wiec jest jeszcze bardziej rozjuszony niż dotychczas. O 7.45 nasze wielkie poranne pragnienie sie spelnia. Nasz znajomy dowodca zmiany wola nas, abysmy przeszli przez sznur i staneli w drzwiach do budynku. W tym momencie jest to prawdopodobnie najbardziej pozadane miejsce w Ulan Bator, jeśli nie w calej Mongolii. Z drugiej strony sytuacja jest dla nas nieco krepujaca, niekomfortowa, a może i niebezpieczna. Wszak pol Ulan Bator widzi jak dwa (Lucyna i ja) "bialasy z zachodu" wpychaja sie przed nich i moga wykupic ich bilety. Dlatego tez staramy sie schowac za filarem - tak by przynajmniej czesc kolejkowiczow nie miala nas na widoku. Dodatkowo&lt;br /&gt;10 paszportow (to by dopiero moglo ich rozsierdzic) trzymam w kieszeni od zewnetrznej strony (stoimy bokiem do kolejki)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie wybila osma. Udalo sie - wchodzimy do budynku jako pierwsi. Po prostu VIPy. Zastanawiam sie czy odpalic policjantowi kilka dolcow za te hojna przysluge. Tymczasem podchodzimy do kasy. Za nami wpuszczono jeszcze 9 osob. Przy kasie policjant, ktory teoretycznie pilnuje porzadku. De facto i tak Mongolowie klada sie na nas, wpychaja lapy do okienka, costam wrzeszcza, a policjant jakby był nieobecny. Wazne jednak, ze bilety sa drukowane. Jakos przetrzymamy te drobne niewygody. W miedzyczasie slyszymy jakies trzaski z zewnatrz (pozniej okazuje sie ze był to paralizator, ktorym potraktowano niesubordynowanego kolejkowicza) Niestety - jak zwykle pojawiaja sie komplikacje. Kobieta nie chce sprzedac biletu Promateuszowi i Asi (mamy jedynie ksera ich paszportow, bo dopiero dzis odbieraja chinskie wizy). Zostaje przy kasie, a Lucyna biega po calym dworcu proszac to jakas kasjerke, to policjanta by wstawil sie za nami. W koncu sie udaje. Gruba kasjerka (grubsza to wazniejsza?) podaje ksera tej, ktora nas obsluguje. Jestesmy uratowani. To znaczy - jak zawsze mielismy problem przez Slome, ale udalo sie go okielznac. Wysluchuje jeszcze kilku mongolskich obelg (np. okreslen w stylu "Germance") z ust pani lezacej na moich plecach i odbieram 12 bilet. Walek wszechczasow sie udal. Wychodzimy glownymi drzwiami, ale jak najdalej od wciaz stojacych w kolejce (jeszcze ktos w przyplywie agresji postanowi sie z nami porachowac...). Pelni dumy wracamy do hostelu. Jest kilka minut po 9tej. Ulan Bator opuszczamy o 16.30.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do wyjazdu nic specjalnego sie nie dzieje - poza tym, ze chwalimy sie na lewo i prawo tym co rano zalatwilismy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed wyjazdem nabywamy jeszcze bilety w strone rosyjskiej granicy. 5 wrzesnia, godzina 21.30 - obszczij do Suche Bator. Cena: 6800 tugrikow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawy/a co w pociagu do Zamyn Uud, na ktory bilety wywalczylismy z takim trudem? Ano cena (9600T za 800 km) adekwatna do zastanych warunkow. Smrod, tlok, 5 osob siedzi na twoim miejscu i zejsc ani mysli. Na szczescie nasza determinacja jest na tyle silna, ze "odbijamy" to co nasze i przed nami już tylko 15h na siedzaco do Zamyn Uud. Chcielismy tanio - jest tanio. Komfort to kwestia drugorzedna - wszak (prawie wszyscy) jestesmy mlodzi&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-5837314665766883021?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/5837314665766883021/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/12-sierpnia-sroda.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/5837314665766883021'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/5837314665766883021'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/12-sierpnia-sroda.html' title='12 SIERPNIA - SRODA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-7655249828635044251</id><published>2009-08-21T18:32:00.001-07:00</published><updated>2009-08-21T18:32:14.497-07:00</updated><title type='text'>11 SIERPNIA - WTOREK</title><content type='html'>&lt;i&gt;Serdecznie przepraszam Wszystkich Fanow naszego bloga (a wiem, ze jest Was wielu;) Wbrew pozorom ciezko tu w tych Chinach o dostep do neta. Ciezko takze ladowac bloga (korzystamy z proxy www.zmien.info). Z tego powodu, poki co nie bede zamieszczal zdjec, bo musialbym ladowac je caly dzien. Fotki dorzuce, gdy wrocimy do cywilizacji (czyli do UB, gdzie nie ma cenzury;) Milego czytania!&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poranek rozpoczyna sie od "suto" zastawionego stolu w Gana Guesthousie. Serwuja to co zwykle czyli dwie kromki chleba z dzemem oraz kawe. Brzmi smiesznie, ale z drugiej strony czego oczekiwac za 5 dolarow za noc?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O 12.20 wielkie wydarzenie - odbieramy wizy rosyjskie. Tak - wlasnie te, ktorych uzyskanie okupilismy takim kosztem (nie chodzi mi o 50 $, a o zszargane nerwy i stracony czas). Tym razem bez niespodzianek. Pani "finish!go!go!" wydaje nam nasze najwazniejsze z dokumento, a w srodku wizy tranzytowe - takie jakie chcielismy. Nuda, prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzis o 16.30 czasu lokalnego jeszcze jedno wazne swieto - miesiac od wyjazdu z Poznania. Nim jednak wybila ta godzina sporo sie jeszcze wydarzylo w to wczesne wtorkowe popoludnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako, ze jutro zamierzamy opuscic UB i dojechac do Zamyn Uud (miejscowosc na granicy z Chinami) dzis warto by wybrac sie na dworzec i zakupic stosowne bilety. Od rodakow z "nawschod2009" wiemy, ze obszczij do granicy kosztuje 10tys tugrikow. Niestety - wiemy rownież, ze tak atrakcyjne bilety bardzo predko sie rozchodza. Na dworzec docieramy krotko przed 13ta. Problem nr 1 brzmi: gdzie sa kasy? Wszedzie tylko sklepy, poczekalnie itp.. Pani w okienku z napisem "Information" odsyla nas do sasiedniego budynku. Wchodzimy, a tam w istocie okienka kasowe i mega kolejki. No trudno - nie ma innego wyjscia jak sie rozdzielic i obstawic wszystkie czynne kasy. Nie mamy zbyt wesolych min, gdy kazda z kasjerek informuje iż "na margasz biletow nieto". Nie wiemy za bardzo czemu nie możemy kupic - nie tylko obszczija, ale i wszelkich innych. Czyzby narod mongolski wykupil absolutnie wszystko? Nasza konsternacje poglebia fakt, iż na monitorze w dworcowym holu jak byk widnieje, ze obszczije na jutro wciaz sa. Tym razem to ja mowie bardzo brzydko. Miedzy innymi o tym, ze jak nie znajdziemy Mongola, ktory przetlumaczy nam "szyfr kasjerski" nie mamy szans na zakup biletu. No i jak to w takich sytuacjach bywa - zdarza sie cud. Mongol stojacy obok Mariana przemowil po polsku. Uszom sie nie chce wierzyc, ale uwierzyc trzeba.&amp;nbsp; Zapytal dokad i kiedy chcemy jechac, po czym poinformowal ze na parterze sprzedaja bilety jedynie na biezacy dzien. "Za Chiny Ludowe" (do kt¨®rych notabene wlasniesie wybieramy) bysmy sami do tego nie doszli. A zatem pedem na pierwsze pietro. Rzeczywiscie - tutaj także sa kasy. Kolejki niestety tez. Jedna z kasjerek rzecze, iż bilety na jutro sie skonczyly. Druga informuje, ze sa, ale nam nie sprzeda. Trzecia probuje wcisnac jakis ekspres za 34000 tugrikow. Istny dom wariatow. "Mongolski czeski film".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie stojacy w jednej z kolejek sympatyczny rodak Czyngis-chana sugeruje bysmy udali sie pietro wyzej do biura naczelnika i tam "pogawarili" ze my studenty, ze nie chca nam sprzedac itp. No to idziemy. Mozliwe, ze magiczne kilka dolarow rozwiaze nasz klopot. Naczelnik costam odburknal pani sekretarce, ktora przyprowadzila nas na audiencje. Na nas nawet nie spojrzal. Pani sekretarka, ktora mowi po rosyjsku, pokazala by podazac jej sladem. Ponownie zeszlismy na dol do kas. Mongolskie sprzedawczynie biletow pozostaly nieugiete. Nie poddajemy sie - pani prowadzi nas do budki oficera policji. Przez chwile cos mu tlumaczy, a potem mowi nam, bysmy zapamietali jego twarz. To on jutro o 8mej otwieral będzie brame wejsciowa. Wtedy to rowwnież ruszy sprzedaz ostatniej puli biletow - miedzy innymi na nasz pociag. Pan policjant ma wpuscic nas bez kolejki. Brzmi swietnie, ale jak ędzie w rzeczywistosci? "Polski Mongol" twierdzil, iż warto przyjsc o 5-6 rano, gdyz już wtedy pojawiaja sie chetni na bilety. No trudno - będzie trzeba sie poswiecic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem spotykamy sie z "Markami Polami", ktorzy wlasnie dotarli do Ulan Bator. Nie dosc, zeprzychodza spoznieni o 15 minut , to jeszcze z pustymi lapami. No trudno - przynajmniej pokazalismy im jak wyglada DARMOWA wiza chinska i posmialismy sie z przejazdu Zamyn Uud - UB za 30dolcow/osoba. Caly wieczor trwala licytacja: "a w chinach/mongolii to jest tak i tak. Niedlugo sie przekonacie." Wierzymy, ze w Chinach ludzi mnogo, ze Marysia była najwyzsza kobieta w kraju, ale jednemu za cholere nie chcemy dac wiary - temu, ze jedzenie jest niesmaczne! Gdzie te MarkiPole sie stolowaly, ze maja takie wspomnienia? Predzej uwierze, że zburzyli Wielki Mur niż w to, że chinskie jedzenie jest niedobre, a co wiecej-mongolski baran to rarytas (jak twierdzi Pimpus). O gustach sie nie dyskutuje - zwlaszcza jeśli ktos tego gustu po prostu nie ma (trudno mowic, o czyms co nie istnieje, prawda?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to pora spac. Rano czeka (niektorych z) nas wycieczka na dworzec. Dwoje ochotnikow (Halina z Marianem) zjawi sie tam już o 5 rano. Pozostala piatka "meczennikow za bilet" dolaczy 2h pozniej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-7655249828635044251?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/7655249828635044251/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/11-sierpnia-wtorek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7655249828635044251'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7655249828635044251'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/11-sierpnia-wtorek.html' title='11 SIERPNIA - WTOREK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-7509199019175661086</id><published>2009-08-11T21:33:00.000-07:00</published><updated>2009-08-11T21:46:21.797-07:00</updated><title type='text'>10 SIERPNIA - PONIEDZIALEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoJGj0SNqTI/AAAAAAAAC38/fItG_DnjbEA/s1600-h/CSC_0394.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368931286923454770" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoJGj0SNqTI/AAAAAAAAC38/fItG_DnjbEA/s200/CSC_0394.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; No to rozpoczynamy ostatni dzien objazdowki. Do przebycia mamy około 400 km, z czego ponad 300 po asfalcie. Powinno pojsc gladko. Na poczatek nasze ulubione wertepy - gora, dol, dol gora - az do znudzenia. Chwile po 12stej wjezdzamy na asfalt. Droga Charchorin-Ulan Bator - jedna z lepszych w kraju. W pewnej chwili slysze, ze wyprzedza nas motocykl. Patrze w lusterko - nie ma go. Zniknal? Przeslyszalo mi sie? Raczej nie, bo dzwiek sie nasila. Gana zatrzymuje auto i glowi sie co jest grane. Po chwili już wiemy - poszla skrzynia biegow. Slowa piosenki "A mialo być tak pieknie..." same az cisna sie na usta. Szczesciem w tym calym nieszczesciu jest to, iż awaria przytrafila sie dopiero ostatniego dnia. Tak czy inaczej - o popoludniu w UB możemy zapomniec. 250 kilometrow na holu po mongolskiej drodze - brzmi jak wyzwanie, prawda? I tymze w istocie było. Nie jestesmy w stanie zliczyc ile razy zrywala sie linka, ile razy nasi kierowcy przekraczali 90km/h (jadac na dwumetrowej lince), nie mowiac już o liczbie wyprzedzonych aut. Emocje sa nie tylko w Canal+.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krotko po 19tej (zamiast krotko po 14tej) dotarlismy wreszcie do mongolskiej stolicy. Pora na porzadny "szurszur"(po ichniemu prysznic), ale wczesniej przeciez warto by pokuszac (wszak trzeba mieć jakies priorytety, prawda?). Wieprzowy szaszlyk "podlany" piwkiem (tak, znowu pijemy) wprawia wszystkich w blogostan...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Na powyzszym zdjeciu brama wjazdowa do UB. Przed kazdym wiekszym mongolskim miastem (a zbyt wielu takich nie ma) stoi cos takiego (tyle, ze bez napisu "Ulaanbaatar") i za wjazd do grodu pobieraja kosmiczna oplate...500 tugrikow (okolo 1zl) od auta. Zastanawiam sie czy z tego "haraczu" sa w stanie chociaz sfinansowac uposazenie pana zbierajacego...&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-7509199019175661086?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/7509199019175661086/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/10-sierpnia-poniedzialek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7509199019175661086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7509199019175661086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/10-sierpnia-poniedzialek.html' title='10 SIERPNIA - PONIEDZIALEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoJGj0SNqTI/AAAAAAAAC38/fItG_DnjbEA/s72-c/CSC_0394.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-2960420394330104561</id><published>2009-08-11T02:54:00.000-07:00</published><updated>2009-08-11T03:10:27.273-07:00</updated><title type='text'>9 SIERPNIA - NIEDZIELA</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoFDhMepogI/AAAAAAAAC30/i6XYHsw0kZs/s1600-h/DSC_0388.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368646468366868994" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoFDhMepogI/AAAAAAAAC30/i6XYHsw0kZs/s200/DSC_0388.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoFC6k446pI/AAAAAAAAC3s/yzK80Ka_21c/s1600-h/CSC_0373.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368645804904475282" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoFC6k446pI/AAAAAAAAC3s/yzK80Ka_21c/s200/CSC_0373.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoFCLNdB7RI/AAAAAAAAC3k/3Iq7WiN6Z0o/s1600-h/CSC_0383.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368644991159758098" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoFCLNdB7RI/AAAAAAAAC3k/3Iq7WiN6Z0o/s200/CSC_0383.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoFBTDlfnjI/AAAAAAAAC3c/M_20WbZXMmU/s1600-h/CSC_0359.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368644026438229554" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoFBTDlfnjI/AAAAAAAAC3c/M_20WbZXMmU/s200/CSC_0359.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoFAjNx0ntI/AAAAAAAAC3U/Sfezbg7YIEI/s1600-h/DSC_0377.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368643204540571346" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoFAjNx0ntI/AAAAAAAAC3U/Sfezbg7YIEI/s200/DSC_0377.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;W okolicach Bayandzag podziwiamy karlowaty lasek saksaulowy. Sama miejscowosc slynie z wielkich "dinozaurzych" znalezisk. Nie jest to jednak widocznie wystarczajacy powod do odwiedzin, bo nasi kierowcy postanowili sie nie zatrzymywac. No OK-jedzmy dalej. Nasi pasterze z pewnoscia wiedza co dla nas najlepsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z godziny na godzine krajobraz coraz mniej pustynny, aczkolwiek temperatura zdaje sie tego nie zauwazac, bo upal wciaz nam doskwiera. Chwile po 15tej docieramy do miasteczka, w którym postanawiamy pokuszac. Dlugie oczekiwanie na posilek urozmaicaja nam trzy miejscowe dziewczynki. Jedna z nich ma na imie "Ochtndzierlach". Imion pozostalych dwoch nie da sie wymowic. Dziewczyny stroja dziwne miny, raz pozuja do zdjec, to znow chowaja sie na widok obiektywu. Oczywiście caly ten show nie bez przyczyny - wszak Mongolowie to urodzeni biznesmeni. Na dowod, ze i zenskiej czesci spoleczenstwa handlowe umiejetnosci nie sa obce, mlode Mongolki probuja nam sprzedac plecione wielblady. Ku ich niezadowoleniu - nikt z nas nie ulegl mlodzienczemu czarowi i 4000 tugrikow nie wydal.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brzuchy pelne to pora w droge. Za oknem coraz wiecej zieleni, a co za tym idzie - coraz wiecej pasacych sie zwierzat. Ci co bardziej spostrzegawczy poza zwierzakami dostrzegaja również, iż nie wiedziec czemu od 1.5h jedziemy "w strone slonca" (jest już dobrze po 19tej). Z Gobi do Ulan Bator to raczej na polnoc, nieprawdaz? Dopiero, gdy zatrzymalismy sie nad urokliwym jeziorkiem i tam postanowilismy przenocowac, nasi mistrzowie za kolkiem zdradzili nam swoja strategie. Nadkladaja kilometrow jadac na zachod, aby jutro wiekszosc trasy pokonac asfaltowka Charchorin-UB. Genialne posuniecie. Sam Napoleon lepiej by tego nie wykoncypowal. Sek w tym, ze to my placimy za kilometry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A po zmroku, przy gitarze, ochrzcilismy Mateusza "Promateuszem". A wszystko dlatego, ze w ramach "samoukarania" zamiast kancika miał wystawic swa watrobe sepom na pozarcie.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-2960420394330104561?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/2960420394330104561/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/9-sierpnia-niedziela.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/2960420394330104561'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/2960420394330104561'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/9-sierpnia-niedziela.html' title='9 SIERPNIA - NIEDZIELA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoFDhMepogI/AAAAAAAAC30/i6XYHsw0kZs/s72-c/DSC_0388.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-7696206004080595333</id><published>2009-08-11T02:44:00.000-07:00</published><updated>2009-08-11T03:14:34.484-07:00</updated><title type='text'>Pustynia skrajnosci..</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoFEcbHTHPI/AAAAAAAAC6M/4CnWuqm___4/s1600-h/P1110965.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368647485907737842" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoFEcbHTHPI/AAAAAAAAC6M/4CnWuqm___4/s200/P1110965.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoFAYila2DI/AAAAAAAAC6E/4GU1F6XvZzo/s1600-h/P1110948.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368643021147134002" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoFAYila2DI/AAAAAAAAC6E/4GU1F6XvZzo/s200/P1110948.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoFAMX_AewI/AAAAAAAAC58/Rv80DWfJnbE/s1600-h/P1110946.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368642812143237890" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoFAMX_AewI/AAAAAAAAC58/Rv80DWfJnbE/s200/P1110946.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoFAAK1t1HI/AAAAAAAAC50/hVmZeOA_jKw/s1600-h/P1110779.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368642602456175730" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoFAAK1t1HI/AAAAAAAAC50/hVmZeOA_jKw/s200/P1110779.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoE_k6S42eI/AAAAAAAAC5s/eDJxvK33T3w/s1600-h/P1110775.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368642134158662114" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 150px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoE_k6S42eI/AAAAAAAAC5s/eDJxvK33T3w/s200/P1110775.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoE_Zzgq6CI/AAAAAAAAC5k/ycEo2FI-2_8/s1600-h/P1110711.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368641943358859298" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoE_Zzgq6CI/AAAAAAAAC5k/ycEo2FI-2_8/s200/P1110711.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoE_I3rUOMI/AAAAAAAAC5c/II8RN7FV2NY/s1600-h/P1110678.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368641652419475650" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoE_I3rUOMI/AAAAAAAAC5c/II8RN7FV2NY/s200/P1110678.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoE-1cQP6mI/AAAAAAAAC5U/2YJIyr68bE4/s1600-h/P1110652.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368641318640675426" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoE-1cQP6mI/AAAAAAAAC5U/2YJIyr68bE4/s200/P1110652.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoE-COnoYcI/AAAAAAAAC5M/xP7-hIRRLuM/s1600-h/P1110642.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368640438807323074" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoE-COnoYcI/AAAAAAAAC5M/xP7-hIRRLuM/s200/P1110642.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoE93_W-q8I/AAAAAAAAC5E/KyqVEkOYTtI/s1600-h/P1110628.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368640262912256962" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoE93_W-q8I/AAAAAAAAC5E/KyqVEkOYTtI/s200/P1110628.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoE9q9LuGFI/AAAAAAAAC48/dR3DprlTUg0/s1600-h/P1110565.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368640038989862994" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoE9q9LuGFI/AAAAAAAAC48/dR3DprlTUg0/s200/P1110565.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-7696206004080595333?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/7696206004080595333/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/pustynia-skrajnosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7696206004080595333'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7696206004080595333'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/pustynia-skrajnosci.html' title='Pustynia skrajnosci..'/><author><name>Kuba</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11582731205784623726</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SlZwfQS8mII/AAAAAAAAC1A/uP5mjRC173k/S220/IMG_2311.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SoFEcbHTHPI/AAAAAAAAC6M/4CnWuqm___4/s72-c/P1110965.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-6265197857646742521</id><published>2009-08-11T02:32:00.000-07:00</published><updated>2009-08-11T02:52:57.362-07:00</updated><title type='text'>8 SIERPNIA - SOBOTA</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE_aL-xBkI/AAAAAAAAC3M/KOTjZ-N4bd8/s1600-h/DSC_0280.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368641949927540290" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE_aL-xBkI/AAAAAAAAC3M/KOTjZ-N4bd8/s200/DSC_0280.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE-lFz67gI/AAAAAAAAC3E/hAnxz3Fjsg8/s1600-h/CSC_0307.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368641037738372610" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE-lFz67gI/AAAAAAAAC3E/hAnxz3Fjsg8/s200/CSC_0307.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE-BOFFlaI/AAAAAAAAC28/U0SnZ2yP5yg/s1600-h/CSC_0301.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368640421482567074" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE-BOFFlaI/AAAAAAAAC28/U0SnZ2yP5yg/s200/CSC_0301.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE7wYS4rkI/AAAAAAAAC2k/TBxp-5spCoc/s1600-h/CSC_0255.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368637933143764546" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE7wYS4rkI/AAAAAAAAC2k/TBxp-5spCoc/s200/CSC_0255.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Od rana trwa ozywiona dyskusja z naszymi wozicielami. Dotyczy ona naszego aktualnego polozenia. My (z Andriejewiczem Wolskim na czele) upieramy sie przy tym, iż zjechalismy już z glownej drogi i przekroczylismy gory. Mongolscy drajwerzy sa swiecie przekonani, ze wciaz znajdujemy sie na glownym trakcie. Nasz spor koncza (a raczej za&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE8PaxkYoI/AAAAAAAAC2s/oPmz4hWSsSA/s1600-h/CSC_0257.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368638466385273474" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE8PaxkYoI/AAAAAAAAC2s/oPmz4hWSsSA/s200/CSC_0257.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;wieszaja, bo nie rozstrzygaja) &lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE9QPQlR8I/AAAAAAAAC20/DHE02U-vE-o/s1600-h/CSC_0260.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368639579985627074" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE9QPQlR8I/AAAAAAAAC20/DHE02U-vE-o/s200/CSC_0260.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;mieszkancy pobliskiej jurty, którzy wskazuja nam ktoredy do Khongoryn Els. Reszta nas nie interesuje - po prostu chcemy tam dotrzec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W miedzyczasie, w naszym wlasnie zwijanym obozowisku dokonano niezwyklego odkrycia. Danuta z Wojtkiem znalezli pod swoim namiotem malutkiego skorpionika. Zainteresowanie, ktore wzbudzil było odwrotnie proporcjonalne do jego rozmiarow. Dzieki temu jednak każdy (poza Kuba i mna) zdolal dojrzec kolec jadowy w tylnej czesci pancerza i nabrac nieco wiecej respektu dla miejsca, w którym sie znajdujemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tej niecodziennej dawce emocji ruszamy ku najwiekszym mongolskim wydmom. Za oknem wciaz pyl, piach i kamienie. No i ten upal...chcielismy prawdziwej pustyni to ja mamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Auta zaparkowaly w dosc znacznej odleglosci od wydm. No coz - spacer sie przyda. Wszak cale dni spedzamy na tylku w samochodzie. Krok za krokiem, za krokiem krok, a konca nie widac (niczym w "Szymon Majewski show"). Piaskowe olbrzymy, mimo ze odlegle, to wydawaly sie być jednak nieco blizej. "Spacerek" okazal sie być dosyc spora wyprawa, ale z pewnoscia było warto. Nieprzypadkowo piasek to ulubiony plac zabaw dzieciakow (rowniez tych "doroslych"). Halniackie napisy, przedziwne skoki i mnostwo zdjec - to tylko niektóre z naszych wydmowych aktywnosci. Az zal było wracac...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalsza droga bardzo dobrze NIEznana, od jednej jurty do drugiej. Generalnie - koles pyta kazdego, kto sie nawinie. Sek w tym, ze "nawijanie" w tej czesci Mongolii idzie nieco opornie i w tym tkwi przyczyna naszej zguby. Pod koniec dnia dojezdzamy w koncu do malej miesciny (Bulgan jak mniemamy) i tradycyjnie odwiedzamy "Czajni gazar". Na czujwan czekamy przeszlo godzine, ale oplaca sie. Kluseczki - swiezo zrobione na parze smakuja wybornie. Baran, serwowany prosto z bagaznika LandCruisera zaparkowanego przed lokalem, był także bez zarzutu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozbijamy sie kilkanascie kilometrow przed Bayandzag. Robimy to w wielkim pospiechu, jako ze nadciaga olbrzymia burza. Takich poteznych blyskawic i tak wielkiego natezenia wyladowan jeszcze w zyciu nie widzialem. Zapewne znaczna role odegrala tu wielka otwarta przestrzen, ktora wzmogla wrazenie potegi i bezkresnosci tego zjawiska atmosferycznego. A zatem blyskalo, wialo, lalo, namioty sie giely, a burza...jak to burza - przeszla bokiem.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-6265197857646742521?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/6265197857646742521/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/8-sierpnia-sobota.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/6265197857646742521'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/6265197857646742521'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/8-sierpnia-sobota.html' title='8 SIERPNIA - SOBOTA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE_aL-xBkI/AAAAAAAAC3M/KOTjZ-N4bd8/s72-c/DSC_0280.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-855902825210671880</id><published>2009-08-11T02:16:00.000-07:00</published><updated>2009-08-11T02:32:28.366-07:00</updated><title type='text'>7 SIERPNIA - PIATEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE6YL4eYRI/AAAAAAAAC2c/dstj7fUdPuo/s1600-h/CSC_0222.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368636417983275282" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE6YL4eYRI/AAAAAAAAC2c/dstj7fUdPuo/s200/CSC_0222.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE5x14UiZI/AAAAAAAAC2U/6Y36QQGYAKs/s1600-h/DSC_0235.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368635759242021266" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE5x14UiZI/AAAAAAAAC2U/6Y36QQGYAKs/s200/DSC_0235.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE5TPcWz4I/AAAAAAAAC2M/kN4TZjC5jfc/s1600-h/CSC_0218.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368635233528106882" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE5TPcWz4I/AAAAAAAAC2M/kN4TZjC5jfc/s200/CSC_0218.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE4mnMdSuI/AAAAAAAAC2E/iGobZJEwQfk/s1600-h/CSC_0220.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368634466809760482" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE4mnMdSuI/AAAAAAAAC2E/iGobZJEwQfk/s200/CSC_0220.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE4A-R3nHI/AAAAAAAAC18/6T7WMGmi35A/s1600-h/CSC_0189.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368633820171443314" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE4A-R3nHI/AAAAAAAAC18/6T7WMGmi35A/s200/CSC_0189.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Jeszcze przed poludniem docieramy wreszcie do Dalanzadgad - 12-tysiecznej stolicy ajmaku Omongow. Slonce pali bez litosci. Nic dziwnego - srednia temperatura lipca w tym rejonie Gobi to 38 stopni. Teren malo przyjazny czlowiekowi oraz wszelkiej faunie i florze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Robimy zakupy. Wiekszosc nabywa wode w zgrzewkach, bo pojeli slowa "porzuccie wszelka nadzieje - ci którzy tutaj wchodzicie " i nie wierza, ze będzie nam dane znalezc alternatywne zrodlo tego zyciodajnego plynu. Ruszamy w kierunku parku narodowego "Gobi Gurwan Sajhan". To w jego obrebie lezy malownicza dolina Jolyn Am ("am" to ulubione slowko Danuty w Scrabble), a także najwyzsze w Mongolii wydmy - Khongoryn Els. Wstep do parku - difoltowo 3000 tugrikow. Tuz za brama zaczynaja sie skaliste gorskie szczyty (nierzadko siegajace 2600m npm), a droga wiedzie srodkiem, waskim wawozem, którego pokonanie dostarcza nam sporo wrazen. Rownie atrakcyjny okazuje sie być spacer dalsza czescia Jolyn Am. Strumyk daje szanse na zmycie z siebie choc czesci brudu. Sama dolina przypomina Wawoz Krakow, tyle ze kilkakrotnie wiekszy i rozswietlony sloncem. Waskie przesmyki upodobniaja to miejsce także i do jordanskiej Petry (tak - to tam krecono Indiane Jones'a)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas, gdy wszyscy uczestniczyli w tej uczcie dla oka, Ciotka Danuta oddawala sie innym przyjemnosciom (nie, tym razem nie byl to alkohol). Podpowiedzia niech będzie to, iż Wojtek wypisujac pocztowke pytal wszem i wobec jak sie pisze "diarrhoea"...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwile po 15tej ruszamy w kierunku Khongoryn Els. Droga nadal wiedzie skalistym wawozem - niekiedy tak waskim, ze nie wierzymy jakim cudem to auto znow sie przecisnelo?! Jak zwykle jestesmy ostro pogubieni, mimo ze każdy z kierowcow dysponuje zarówno mapa jak i licznikiem kilometrow. Zbaczamy z glownej trasy laczacej Jolyn Am z wydmami i po chwili znajdujemy sie po lewej stronie szczytow, ktore mieć winnismy po prawej. Yogi z Gana wyraznie nie sa pewni swych poczynan.&lt;br /&gt;Z racji poznej pory postanawiamy sie rozbic. Miejsce niezbyt fortunne, chocby dlatego, ze mielismy podziwiac piekny zachod slonca nad wydmami. Zamiast tego mamy surowy teren, wykopywanie kepek jakiejs ostrej trawy (przyrodniczy ekspert ze mnie marny), by moc rozbic namiot, a także deszcz, ktory predko wygonil wszystkich do namiotow. Z racji tego ostatniego "nieszczescia" celebrity jak zwykle zagral jedna piosenke. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-855902825210671880?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/855902825210671880/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/7-sierpnia-piatek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/855902825210671880'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/855902825210671880'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/7-sierpnia-piatek.html' title='7 SIERPNIA - PIATEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoE6YL4eYRI/AAAAAAAAC2c/dstj7fUdPuo/s72-c/CSC_0222.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-590545756352668427</id><published>2009-08-10T20:22:00.000-07:00</published><updated>2009-08-10T20:44:52.069-07:00</updated><title type='text'>6 SIERPNIA - CZWARTEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDpG-ZXsII/AAAAAAAAC10/IFXwoomXgns/s1600-h/CSC_0197.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368547061863526530" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDpG-ZXsII/AAAAAAAAC10/IFXwoomXgns/s200/CSC_0197.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDoarHmyfI/AAAAAAAAC1s/xGYHDb_W3VQ/s1600-h/CSC_0191.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368546300774500850" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDoarHmyfI/AAAAAAAAC1s/xGYHDb_W3VQ/s200/CSC_0191.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDn089NQ3I/AAAAAAAAC1k/E1AkLSFFOM8/s1600-h/CSC_0178.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368545652727694194" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDn089NQ3I/AAAAAAAAC1k/E1AkLSFFOM8/s200/CSC_0178.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDnU80snBI/AAAAAAAAC1c/Wj17k2GLZjU/s1600-h/CSC_0176.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368545102936185874" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDnU80snBI/AAAAAAAAC1c/Wj17k2GLZjU/s200/CSC_0176.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDmnf9R-hI/AAAAAAAAC1U/OBXvouZVPqc/s1600-h/CSC_0172.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368544322093447698" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDmnf9R-hI/AAAAAAAAC1U/OBXvouZVPqc/s200/CSC_0172.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDlgsonzCI/AAAAAAAAC1M/0ylS4D1_oNg/s1600-h/DSC_0204.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368543105725746210" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDlgsonzCI/AAAAAAAAC1M/0ylS4D1_oNg/s200/DSC_0204.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;O poranku okazalo sie, iż żaden piorun nie usiekl kogokolwiek z naszej ekipy. Zasadnicza przyczyna takiego stanu rzeczy może być fakt, iż burza minela nas o kilka kilometrow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po sniadaniu pora nadrabiac wielokilometrowe zaleglosci. Na szczescie droga jest calkiem dobra (dobra jak na Mongolie, bo każdy polski kierowca zapytalby od razu na co poszly jego podatki, skoro nie na drogi), bo pozwala rozpedzic sie do 60-80 km/h. Tyle jedziemy my. Drugie auto (prowadzone przez Yogiego) przoduje tak znacznie, ze rzadko kiedy widzimy po nim chocby chmure pylu. Albo Yogi ma w literach czterech komfort pasazerow, albo poprzywiazywal ich sznurem do kanapy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Mandalgovi robimy przerwe zakupowo-obiadowa. Posilek spozywamy w restauracji hotelu o oryginalnej nazwie "Gobi". Szczerze powiedziawszy owa jadlodajnia niczym nie rozni sie od zwyklego guandza (rownież i tutaj wolowina jest z barana)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ruszamy w dalsza podroz. Pustynia Gobi wlasnie oficjalnie sie rozpoczela. Krajobraz jeszcze nie tak surowy. Gdzieniegdzie widac kepki traw, poza wielbladami pasa sie także owce oraz kozy. Osad ludzkich - jak na lekarstwo. Gestosc zaludnienia w tej czesci kraju to 0.3 osoby na kilometr kwadratowy. Widac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas postojow atrakcji rowniez co niemiara. Glownej dostarcza oczywiście zenska czesc zalogi, ktora w celu zalatwienia pewnej istotnej potrzeby fizjologicznej korzysta ze sprawdzonego patentu starszych (ale tylko troche) kolezanek. Kluczowa role odgrywa tu karimata, ktora szczelnie owija kluczowe czesci ciala. Te mniej doswiadczone korzystaja z pomocy kolezanki (albo siostry), ktora trzyma ow parawan. Te sprytniejsze radza sobie samodzielnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W mysl zasady "nie ma dnia bez zgubienia" gubimy sie. Zamiast jechac na poludniowy zachod (w kierunku Dalanzadgadu) pojechalismy na poludniowy wschod. Dzieki temu kapitalnemu posunieciu jutro rano musimy nadrobic kolejne 40 kilometrow (jak sie domyslacie - ze wschodu na zachod). Dodatkowa atrakcja dzisiejszego wieczoru jest przejazd przez rzeke. Nie taka plytka jak zazwyczaj, bo jadacy za nami minibusik "utonal". Nasi kierowcy jak zwykle chwile sie posmiali, a pozniej jeden z nich wyruszyl na ratunek krotkowzrocznemu kierowcy. Nasz bohater.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozbijamy sie 20 km od wspomnianej rzeki. Pewnie - po co nam woda? Wszak to dopiero drugi dzien wdychania kurzu. Warstewka brudu jeszcze cienka, a smrod jeszcze nie tak silny by na jego podstawie rozrozniac poszczegolnych czlonkow wyprawy. Bajkowa pelnia Ksiezyca przynajmniej czesciowo rekompensuje nam brak "uus'u". &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-590545756352668427?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/590545756352668427/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/6-sierpnia-czwartek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/590545756352668427'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/590545756352668427'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/6-sierpnia-czwartek.html' title='6 SIERPNIA - CZWARTEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDpG-ZXsII/AAAAAAAAC10/IFXwoomXgns/s72-c/CSC_0197.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-1457113889484082997</id><published>2009-08-10T20:15:00.001-07:00</published><updated>2009-08-10T20:22:15.206-07:00</updated><title type='text'>5 SIERPNIA - czesc dalsza</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDjlyvnOrI/AAAAAAAAC1E/kOgohInvcTQ/s1600-h/CSC_0164.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368540994241772210" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDjlyvnOrI/AAAAAAAAC1E/kOgohInvcTQ/s200/CSC_0164.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDi_xb9GmI/AAAAAAAAC08/NrGM07CXlN8/s1600-h/CSC_0159.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368540341055855202" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDi_xb9GmI/AAAAAAAAC08/NrGM07CXlN8/s200/CSC_0159.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Pod ambasade dotarlem chwile po 12stej. Pozostala trojka (Lucyna, Halina i Marian) już tam była. Hurra! Pierwsi w kolejce! Slonce prazy niemilosiernie, ale niestety - trzeba pilnowac swoich pozycji. Aby czas plynal szybciej rozgrywamy partyjke Dominiona, a nastepnie Jungle Speed. W miedzyczasie kolejka sie powieksza - miedzy innymi o kolejna grupke Polakow (co za nuda - wszedzie nasi krajanie)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krotko przed "godzina W" zwijamy karimaty i zajmujemy pozycje bojowe. Wzmozona czujnosc jest teraz jak najbardziej wskazana, gdyz z kazdej strony otaczaja nas roznego rodzaju kombinatorzy chcacy dostac sie bez kolejki. O nie mili panstwo - nic z tego. Nie po to smazymy sie od 2h byscie wy zabrali nasz skrawek bezcennej audiencji. 14.05 Straznik otwiera brame i wpuszcza dwie pierwsze osoby (Mariana i mnie). Michalina z Lucyna wchodza dopiero gdy informujemy ze jestesmy grupa. 14.13 pojawia sie pani urzedniczka. Choc można mieć zastrzezenia do jej figury ubrana jest jak sex-bomba. Jej ogromne piersi podziwiac można niemalze w calej okazalosci. Nic dziwnego, ze bez wahania postanawiam zlozyc wnioski za wszystkie cztery osoby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14.25 - w glorii chwaly opuszczamy konsulat i wypatrujemy naszych wozow. W miedzyczasie postanawiamy jeszcze wziac cos na zab. Wybor pada na knajpe o mongolsko brzmiacej nazwie "Mr Burger".Wchodzimy, a w srodku wierna kopia McDonalds'a. Niestety - ceny skopiowali z jednakowa precyzja, wiec za glupiego hamburgera placimy 1500 tugrikow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krotko przed 15sta pakujemy sie do aut. Przez nasze wizowe problemy (wyjatkowo nasze, a nie Mateusza) wyjezdzamy z 3-godzinnym opoznieniem. Na szczescie w ciagu 6 dni bez klopotu jestesmy w stanie to nadrobic. Przy 7 osobach Mitsubishi Delica nie jest już tak wygodnym autem (znowu wina Mateusza - po co przyjezdzal?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedlugo po opuszczeniu UB okazuje sie, ze trase gobijska nasi kierowcy znaja nieco gorzej niż te nad Chubsgul. Po kilkukrotnej akcji pod kryptonimem "Ludwiku Dorn, Sabo - nie JEDZCIE ta droga!" kierujemy sie wreszcie w strone Mandalgovi. Rozbijamy sie około 130km przed miastem - jak najszybciej, bo nadciaga burza. Otuchy nie dodaje nam fakt, iż na obszarze kilkunastu kilometrow kwadratowych nie ma wyzszego punktu niż nasze namioty (wyzsze o pol metra i stojace metr od namiotow auta można chyba pominac?). Czy aluminiowe maszty to wystarczajacy piorunochron? Mamy nadzieje, ze nie będzie nam dane tego sprawdzic. Zrobiwszy 150 zdjec blyskawic i zirytowawszy sie, ze dokladnie 150 z nich przedstawia slynny motyw "Warsaw by night" (dla niewtajemniczonych: czarna plame) kladziemy sie spac. A na zewnatrz nadal ulewa i blyska...&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-1457113889484082997?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/1457113889484082997/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/5-sierpnia-czesc-dalsza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/1457113889484082997'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/1457113889484082997'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/5-sierpnia-czesc-dalsza.html' title='5 SIERPNIA - czesc dalsza'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SoDjlyvnOrI/AAAAAAAAC1E/kOgohInvcTQ/s72-c/CSC_0164.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-6422873472224837855</id><published>2009-08-04T20:56:00.000-07:00</published><updated>2009-08-04T21:08:43.580-07:00</updated><title type='text'>5 SIERPNIA - SRODA</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnkE1sAXkUI/AAAAAAAAC00/_l_JIdthTdA/s1600-h/CSC_0155.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5366325751380939074" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnkE1sAXkUI/AAAAAAAAC00/_l_JIdthTdA/s200/CSC_0155.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnkEWT6VWBI/AAAAAAAAC0s/fUEDMh1bZvs/s1600-h/CSC_0157.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5366325212337231890" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnkEWT6VWBI/AAAAAAAAC0s/fUEDMh1bZvs/s200/CSC_0157.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;"Gdy Wam to pisze u mnie pelnia lata" (dokladnie godz. 11.52 dnia 5 sierpnia). A skoro juz tak pozna pora to trzeba biec pod ambasade (swiadomie "z malej"). 2h w pelnym sloncu pod plotem - to jest to co lubie. A co bedzie pozniej...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;...mozliwe, ze do uslyszenia dopiero po 10-tym sierpnia, bo moze jednak uda sie dzis wyjechac na Gobi.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;Aha - bylbym zapomnial. Powyzej dwa zdjecia - gorne to lozeczko naszego hiszpanskiego wspollokatora. To dolne to dla kontrastu prycza Andriejewicza (ale mi sie zrymowalo).&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-6422873472224837855?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/6422873472224837855/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/5-sierpnia-sroda.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/6422873472224837855'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/6422873472224837855'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/5-sierpnia-sroda.html' title='5 SIERPNIA - SRODA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnkE1sAXkUI/AAAAAAAAC00/_l_JIdthTdA/s72-c/CSC_0155.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-5304236081421068646</id><published>2009-08-04T20:49:00.000-07:00</published><updated>2009-08-04T20:54:52.523-07:00</updated><title type='text'>4 SIERPNIA - WTOREK</title><content type='html'>Przed kolejna fascynujaca przygoda w Rosyjskiej Ambasadzie udajemy sie do miejsca, ktore zaintrygowalo nas jeszcze bardziej (az trudno uwierzyc). To "International Intellectual Museum" (czyli w wolnym tlumaczeniu "miejsce dla ludzi z mozgiem"), a w nim mnostwo lamiglowek logicznych, puzzli, klockow do ulozenia/rozlozenia itp. Spotykamy ekipe z Krakowa (Polacy - co za niespodzianka) i dostajemy, zarówno my jak i oni, klocki, z których "jakos" ma wyjsc szescian. Wielkim zaskoczeniem nie będzie, jeśli powiem, iż zadana bryle ulozyla jedynie Lucyna. Poznan - Krakow 1:0!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zwiedzaniu muzeum zagladamy do lamiglowkowego sklepiku. Kazdemu swieca sie oczka na widok tylu zabawek, ktore w dodatku nie kosztuja wcale duzo. No, ale jak wiadomo - "ziarnko do ziarnka i zbierze sie miarka" i kilka osob robi zakupy za ponad 10 tysiecy. Rozrywka na reszte dnia (albo i na dluzej) zapewniona. Jak sie jednak za chwile okaze - "najlepsze" dzis wciaz przed nami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod Ambasade docieramy o 13.40 czyli 15 minut wczesniej niż wczoraj, a kolejka już duzo dluzsza. Sporo w niej znanych nam twarzy (slynny motyw "starzy znajomi z kolejki w ambasadzie" - nieobcy zadnemu podroznikowi). Przed nami jakies kilkanascie osob, w tym niemrawi Francuzi. To nie wrozy nic dobrego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;14.10 - otwarcie bramy. Na zlozenie wnioskow już tylko 50 minut. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;14.11 - wchodzimy do budynku, a wewnatrz wisi zegar, ktory informuje, ze na zlozenie "visa-formow" zostalo jednak już tylko 41 minut. Kapitalnie. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;14.20 (a w Rosji 14.28) - wychodzi pierwszy obsluzony - Japonczyk. Rownoczesnie do "korytarza dla zasluzonych" wchodza Polacy. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;14.30 (14.38) - Nasi rodacy "z tarcza" wychodza z tej "mini-wojny polsko-ruskiej". Na ich miejsce laduja sie stojacy bezposrednio przed nami Francuzi. W miedzyczasie znajdujacy sie za nami Niemiec w okamgnieniu rozpykuje wszystkie logiczne zabaweczki, z którymi my meczylismy sie sporo dluzej. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;14.35 (14.43) zadnych wiesci z korytarza. U nas nadzieja jeszcze zywa. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;14.45 (14.53) od czasu do czasu podsmiewujacej sie dziewczynce, stojacej na koncu kolejki, "odzywa sie" komorka. Nie byloby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, iż melodyjka brzmiala tak: "Lubudubu, lubudubu, niech nam zyje...". Dziewoja to Marta, studentka poloznictwa z Gdanska, od pol roku na wolontariacie w Ulan Bator.  Francuzi przepadli jak kamien w wode. Nadzieja zaczyna obumierac. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;14.51 (14.59) a po co ja informuje po ktorej to godzinie? Lucyna sie rozsierdzila i mowi bardzo brzydko. Po kilkunastu sekundach otwieraja sie "drzwi dla wybrancow", a na progu staje pracownica Ambasady i slicznie zruszczona angielszczyzna informuje "Finish! Go! Go! Go!". Rownoczesnie z eksklamacja popycha ku wyjsciu jednego ze "skolejkowanych". Zachowanie godne miejsca, w którym sie znajdujemy. Mija kilkanascie kolejnych sekund i odnajduja sie Francuzi. Zwyciesko wychodza z "pola bitwy" i rzucaja nam serdeczne "Good luck". Mimo, ze zrobili to w dobrej wierze (bo nie byli zorientowani w sytuacji) rozsierdzili wszystkich dotychczas jeszcze  nierozsierdzonych. Wychodzimy z budynku wykrzykujac co myslimy o Rosji, tej ambasadzie (juz z malej litery, bo stracilem szacunek) oraz o Francuzach, którzy "skonsumowali" polowe z dzisiejszego hojnego limitu czasu. Najgorsze, ze jutro kolejna "rosyjska wycieczka", a to oznacza, ze "wycieczka gobijska" opoznia sie o co najmniej 3h.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Reszte dnia spedzamy na lagodzeniu "porosyjskiego kurwowtysionc" oraz rozgryzaniu zabaweczek zakupionych w przymuzealnym sklepie. Z ciekawszych zdarzen warto jeszcze odnotowac burze nad Ulan Bator i potoki syfu na ulicach miasta (choc w zasadzie żadne to zaskoczenie)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-5304236081421068646?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/5304236081421068646/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/4-sierpnia-wtorek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/5304236081421068646'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/5304236081421068646'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/4-sierpnia-wtorek.html' title='4 SIERPNIA - WTOREK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-3391322906352435587</id><published>2009-08-04T20:41:00.000-07:00</published><updated>2009-08-04T20:48:04.780-07:00</updated><title type='text'>3 SIERPNIA - PONIEDZIALEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnkAuvncioI/AAAAAAAAC0k/S_Yu3tvY-IU/s1600-h/CSC_0153.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5366321234044553858" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 130px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnkAuvncioI/AAAAAAAAC0k/S_Yu3tvY-IU/s200/CSC_0153.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;em&gt;A oto wnetrze mongolskiego trolejbusu&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Ci, którzy wczoraj zaniemogli wczesniej, dzis zrobic cokolwiek mogli pozniej. (ladne zdanie mi wyszlo?) W zwiazku z tym kolega Wolski, tuz po przebudzeniu, rozpoczal kolekcjonowanie zapodzianych wczoraj fantow. Rozgladal sie miedzy innymi za torba od aparatu (sam aparat lezal w plecaku), a także grzebal gdzies gleboko w swoim mozgowiu poszukujac jakichkolwiek zapiskow z minionego wieczoru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z kolei my z Lucyna mamy pracowity poranek (takie z nas ranne ptaszki i pracowite pszczolki...ale uroczo). Najpierw wizyta w Ambasadzie Chinskiej i odbior naszych wiz. Potwierdzamy oficjalnie i ostatecznie - w Ulan Bator wize do Chin Polacy otrzymuja za darmo. Nie wiadomo dlaczego, ale tematu specjalnie nie drazylismy (ani nie protestowalismy). Po Ambasadzie Chinskiej pora na wizyte na dworcu i zalatwienie "sprawki do Polszy". Jest to falszywe zaswiadczenie potwierdzajace, ze zakupiles/as bilety na tranzytowy przejazd przez Rosje. Dogadanie sie z pania w okienku nie jest proste (niby mowi po rusku, ale tak naprawde jest to jakis kosmiczny mix mongolskiego i rosyjskiego), ale w koncu sie udaje. 4-go wrzesnia "ruszamy" z Ulan Bator, a 11-go z Moskwy do Kijowa. Nawet wagon i miejsce jest wpisane. Niestety - nie "spimy" kolo siebie. Jak wytrzymamy 4 dni rozlaki... Koszt jednej sprawki - majatek - 500 tugrikow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro sprawki zalatwione to pora do Ambasady. Zahaczamy jeszcze o nasz ulubiony guandz, w którym przemila pani kasjerka (albo raczej "kalkulatorka", bo kasy de facto to tam nie ma) blyskawicznie uczy sie polskiego. Na moje pytanie "Czy jest Vitafit?" (od redakcji: Vitafit to taki soczek) odpowiada "Jest". Gulasz (wolowy rzecz jasna) to dla nas prawdziwy przysmak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod oczywiście zamknieta brame (dobrze, ze nie ma z nami Slomy, bo wiadomo jak zwykl sie zachowywac w takim miejscu) Ambasady docieramy za piec 14-sta. Ciekawostka - laskawi Rosjanie przyjmuja petentow codziennie...tyle, ze w godzinach (liczba mnoga jest nie na miejscu) 14-15. Jeśli ktos uwaza, ze ta godzinka to malo - mam kolejna ciekawostke. Wizy wydawane sa miedzy godzina 12.20, a 12.45. Uprzedzam ewentualne pytania - nie, to nie był zart.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kolejce oczywiście Polacy (ktorzy to już dzisiaj...w drodze powrotnej z Ambasady Chinskiej spotkalismy czworke z Gdanska. Mamy nadzieje, ze czytaja wlasnie naszego bloga). Nadspodziewanie latwo (=predko) dostajemy sie do magicznego korytarza dla wyroznionych, na koncu którego znajduje sie az jedno czynne okienko. Gdy dostepujemy wreszcie zaszczytu bycia obsluzonymi pani urzedniczka smieje sie z naszych sprawek. Faktem jest, ze mnie również bawi ten prowizoryczny kwitek, ale ponoc zawsze były one akceptowane. Niestety - tym razem kobieta jest nieublagana - chce oryginal biletu. Przyznajemy sie wreszcie (bo na bank sama na to nie wpadla), ze chcemy jechac busikami przez Kiachte, a bilet mamy dopiero od Ulan-Ude (a pozniej z Moskwy do Kijowa). Ku naszemu zdumieniu urzedniczka informuje, ze taka opcja jest wystarczajaca (co innego mowila Ciotka Danuta - nasza wizowa ekspert). Chwilke pozniej okazuje sie ze owe bilety wzieli tylko Danka z Wojtkiem (czy to przypadek?). Pozostali nie maja ich przy sobie, bo po co, skoro Ruscy i tak ich nie honoruja? Wychodzi na to, ze cala nasza 1.5-godzinna "sprawka-wyprawka" była gowno warta, a wnioski sklada tylko wyzej wymieniona parka (Niestety - pani nie uwierzyla nam nam slowo, ze mamy dokladnie takie same kwitki na pojezd). Fantastycznie - czeka nas kolejny dzien w tym zatechlym miescie i, co wazniejsze, kolejna wizyta u naszych przyjaciol Rosjan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Popoludnie mija leniwie - wizyta w kawiarence internetowej, zakupy w mongolskim mega-super centrum handlowym, a wieczorkiem (o suchym pysku) gaworzymy sobie na tematy roznorakie. Przerabiamy miedzy innymi odwieczny watek "Czy nauczyciele maja za dobrze, bo tak malo pracuja". Opinie - jak zwykle podzielone. Po tych malych wieczornych kontrowersjach pora spac - przeciez to już prawie polnoc! &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-3391322906352435587?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/3391322906352435587/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/3-sierpnia-poniedzialek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/3391322906352435587'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/3391322906352435587'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/3-sierpnia-poniedzialek.html' title='3 SIERPNIA - PONIEDZIALEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnkAuvncioI/AAAAAAAAC0k/S_Yu3tvY-IU/s72-c/CSC_0153.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-9116118877875740537</id><published>2009-08-04T20:36:00.000-07:00</published><updated>2009-08-04T20:40:30.551-07:00</updated><title type='text'>2 SIERPNIA - NIEDZIELA</title><content type='html'>&lt;em&gt;Przed nami kilka dni w UB, miescie, w ktorym wszystko co do sfotografowania juz sfotografowalismy. Wobec tego, aby Drodzy Czytelnicy nie czuli pustki, braki zdjeciowe zrekompensuje wieksza iloscia tekstu (cieszycie sie? :) No to jedziemy:&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ku mongolskiej stolicy wyruszamy naprawde rano raniutko. Krotko po 9tej jestesmy już na stacji benzynowej by dotankowac nasze fury, a pozniej w droge! Wszak w UB czeka już nasz ulubiony rycerz Sloma ze swa Joanna oraz swoimi "neverending" problemami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Gana Guesthouse przyjezdzamy przed poludniem. Miejsc na lozkach pietrowych tym razem nie ma - i cale szczescie, bo kwaterujemy sie w jurtach - drozszych o cale 2zl (7000 tugrikow miast 6000). W jednej znajdujemy nawet rodzimy "trop" - najpoczytniejszy polski periodyk "Brac lowiecka". O ile smrod w jurcie delikatnie wskazywal, ze moze to być Mateusz, ktory pomylil mongolski domek z brama, o tyle ta "lektura obowiazkowa" rozwiala wszelkie watpliwosci. W naszej jurcie grasowal brokecinski lowca Slomiak. Po chwili zauwazylismy kolejne dowody jego obecnosci. Były to skory dzika porozrzucane na podlodze. Co ciekawe - nie tylko w naszej jurcie, ale i wszystkich okolicznych. Oj, sporo sie musial nadzwigac nasz "Mr. Problem".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zostawiamy Mateuszowi przesympatyczna wiadomosc na kartce i ruszamy na podboj naszego ulubionego grodu. Szukamy z Lucyna jakiejs niemongolskiej knajpy, bo po 10 dniach intensywnego romansowania z baranina mamy ochote na danie spoza baraniego rejonu swiata. Trafiamy w koncu do pizzerii, a tam siedza już wszyscy nasi. No co za zbieg okolicznosci. Pizza, choc nie najlepsza na swiecie, dzis smakuje wysmienicie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i pora na temat już oklepany - opilstwo. Jak sugerowali niektorzy rodzice - afiszowanie sie spozywaniem sporych ilosci alkoholu jest nie na miejscu, skoro naszym sponsorem jest Skiba, a nie posel Palikot. Absolutnie zgadzam sie z tym stwierdzeniem, aczkolwiek akurat ten wieczor był wyjatkowy i na ujecie w relacji zasluguje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemalze każdy z naszej wyprawowej parszywej (od dzis juz) dwunastki postanowil kupic zacna mongolska flaszeczke, "bo jest okazja". Jedni pili za spotkanie z Asia i Mateuszem, drudzy za zdany egzamin, jeszcze inni pili, bo pija codziennie (wiadomo kto). Jurta swietnie nadaje sie na imprezy przy gitarze i krazacym kubku (bo jak wiadomo najlatwiej krazyc po okregu) to tez tam wlasnie umiejscowilismy nasze "harce hulanki swawole". Bardzo szybko dolaczyla do nas nasza sasiadka Amerykanka, ktora od 7 lat mieszka w Japonii (zagadka - w jakim zawodzie pracuje zazwyczaj obywatel USA poza granicami swej ojczyzny?). Niedlugo potem goscilismy juz także i dwie Francuzki, których starcie z polskimi piosenkami wypadlo calkiem okazale. Warto wspomniec ze nasz celebryta raczyl zagrac z jedna czy dwie piosenki, ale i tym razem nie obylo sie bez fochow i ciaglego narzekania rozkapryszonej gwiazdy. Na szczescie potrafilismy go okielznac i lekcja dobrego wychowania sie odbyla - wszak pora nadrabiac spore zaleglosci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spiewy trwaly i trwaly, na tyle dlugo ze do cna wyczerpaly co niektórych imprezowiczow. Adam Andriejewicz oraz Nasza Lekarska Parka ledwie trzymali sie na nogach z tego zmeczenia. W zwiazku z tym (swiadomie, bądź tez nie) polozyli sie spac nieco wczesniej niż reszta. A balowanie zakonczylo sie dopiero po 2giej...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-9116118877875740537?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/9116118877875740537/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/2-sierpnia-niedziela.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/9116118877875740537'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/9116118877875740537'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/2-sierpnia-niedziela.html' title='2 SIERPNIA - NIEDZIELA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-2276824621903090344</id><published>2009-08-03T06:01:00.000-07:00</published><updated>2009-08-03T06:09:19.303-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/SnbhABBQ8lI/AAAAAAAABWk/w_pq-4zt2QA/s1600-h/UB+Transs+025.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/SnbhABBQ8lI/AAAAAAAABWk/w_pq-4zt2QA/s320/UB+Transs+025.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365723396448514642" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/Snbgue_RUfI/AAAAAAAABWc/LnOEHjsUOJ0/s1600-h/UB+Transs+021.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/Snbgue_RUfI/AAAAAAAABWc/LnOEHjsUOJ0/s320/UB+Transs+021.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365723095255568882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/SnbgjWgd5XI/AAAAAAAABWU/BHeKwvABg5M/s1600-h/UB+Transs+010.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/SnbgjWgd5XI/AAAAAAAABWU/BHeKwvABg5M/s320/UB+Transs+010.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365722904000324978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/SnbgW8le8PI/AAAAAAAABWM/deIBVUYOxZ8/s1600-h/IMG_4834.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/SnbgW8le8PI/AAAAAAAABWM/deIBVUYOxZ8/s320/IMG_4834.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365722690883612914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/SnbgChlvR3I/AAAAAAAABWE/cK1jdwAWAo8/s1600-h/IMG_4772.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/SnbgChlvR3I/AAAAAAAABWE/cK1jdwAWAo8/s320/IMG_4772.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365722340039542642" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-2276824621903090344?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/2276824621903090344/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/2276824621903090344'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/2276824621903090344'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/blog-post.html' title=''/><author><name>Danka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08414654678366363213</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/SvnLRVpGkBI/AAAAAAAABaE/vdn7ltfc4Hk/S220/IMG_3270.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/SnbhABBQ8lI/AAAAAAAABWk/w_pq-4zt2QA/s72-c/UB+Transs+025.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-2081779943825039253</id><published>2009-08-03T05:57:00.000-07:00</published><updated>2009-08-03T06:01:46.085-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/Snbe3H9g9II/AAAAAAAABV0/08Imfhi6-Pg/s1600-h/UB+Transs+008.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/Snbe3H9g9II/AAAAAAAABV0/08Imfhi6-Pg/s320/UB+Transs+008.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365721044669756546" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Marianek i jego wybuchowy palnik benzynowy. Bezpieczenstwo przede wszystkim ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-2081779943825039253?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/2081779943825039253/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/marianek-i-jego-wybuchowy-palnik.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/2081779943825039253'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/2081779943825039253'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/marianek-i-jego-wybuchowy-palnik.html' title=''/><author><name>Danka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08414654678366363213</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/SvnLRVpGkBI/AAAAAAAABaE/vdn7ltfc4Hk/S220/IMG_3270.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/Snbe3H9g9II/AAAAAAAABV0/08Imfhi6-Pg/s72-c/UB+Transs+008.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-4180600942924623424</id><published>2009-08-03T05:44:00.000-07:00</published><updated>2009-08-03T05:56:53.363-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/SnbcLr2FTYI/AAAAAAAABVc/xOss_ztgWs0/s1600-h/UB+Transs+003.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/SnbcLr2FTYI/AAAAAAAABVc/xOss_ztgWs0/s320/UB+Transs+003.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365718099364760962" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siergiej i Tania - nasi towarzysze transsyberyjskiej podrozy, w Minsku byli sobie jeszcze obcy, ale jak widac troche wody (jak to Siergiej okreslal polska wodke) i wspolnie spedzony czas zaowocowaly romansem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-4180600942924623424?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/4180600942924623424/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/siergiej-i-tania-nasi-towarzysze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/4180600942924623424'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/4180600942924623424'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/siergiej-i-tania-nasi-towarzysze.html' title=''/><author><name>Danka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08414654678366363213</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://3.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/SvnLRVpGkBI/AAAAAAAABaE/vdn7ltfc4Hk/S220/IMG_3270.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_yOGtaKAK-pI/SnbcLr2FTYI/AAAAAAAABVc/xOss_ztgWs0/s72-c/UB+Transs+003.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-710321523753811986</id><published>2009-08-03T01:05:00.000-07:00</published><updated>2009-08-03T01:18:15.185-07:00</updated><title type='text'>1 SIERPNIA - SOBOTA</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnadGYx3pyI/AAAAAAAAC0c/5PkTWkxgpxM/s1600-h/CSC_0132.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365648739114919714" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnadGYx3pyI/AAAAAAAAC0c/5PkTWkxgpxM/s200/CSC_0132.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnacbaPquoI/AAAAAAAAC0U/0bU3pzs4aoA/s1600-h/CSC_0147.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365648000773962370" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnacbaPquoI/AAAAAAAAC0U/0bU3pzs4aoA/s200/CSC_0147.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/Snabj8oYt8I/AAAAAAAAC0M/2YaoJhK20SU/s1600-h/DSC_0137.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365647047931770818" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/Snabj8oYt8I/AAAAAAAAC0M/2YaoJhK20SU/s200/DSC_0137.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/Snaa738kyFI/AAAAAAAAC0E/jOVwtMV046Y/s1600-h/DSC_0129.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365646359479502930" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/Snaa738kyFI/AAAAAAAAC0E/jOVwtMV046Y/s200/DSC_0129.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Wyjatkowo mocne slonce sprawia, ze sierpień zaczynamy od iscie porannej pobudki (=chwile przed 9ta;) Ruszamy w droge wczesniej niż wczoraj (czy to oznacza, ze postepujaca "oblesnosc" guandzow również zostanie zahamowana?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Około poludnia docieramy do Charchorin - pradawnej stolicy Mongolow. To tu w XIII wieku syn Czyngis-chana ("tak, tak - kojarze") ustanowil centrum swego imperium (stworzonego w duzej mierze przez ojca). Niestety - niewiele ocalalo z czasow swietnosci. Klasztor "Erdene-dzu", niegdys perla mongolskiego buddyzmu (prawie 100 swiatyn na terenie kompleksu) dzis udostepnia zwiedzajacym ledwie kilka obiektow. I ta oplata za fotografowanie...rzecz jasna nie zaplacilismy, a zdjecia robilismy. Spore wrazenie robia na nas mnisi odmawiajacy lamajska modlitwe. Istna kakofonia - kilkanascie osob niemalze jednoczesnie wypowiada swoje wersy. Czuc orientalny klimat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z kolei kamienny zolw strzegacy ongis bram do miasta to jakas mega kupa. Nie zmienia to faktu, iż bransoletki i wisiorki z symbolem miasta (czyli wspomnianym gadem) nabylismy i to po cenie kilkakrotnie nizszej niż Halinka nad Chubsgulem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak sie sprawdza! Wczesniejsza pobudka zaowocowala wizyta w guandzu – restauracji, w ktorym nawet menu bylo po angielsku. Niestety – zapowiadalo sie zbyt idealnie (a jak wiadomo “cudow nie ma, wszystko sciema”), a wiec zeby zgasic nasz entuzjazm “dish of beef with peppers” okazalo sie byc “dish of mutton with a trace of peppers”. Wyjatkowo smaczny byl to baranek, ale nie zmienia to faktu, iz byl to wciaz baranek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyjezdzajac z miasta zahaczamy o jeszcze jedno “atrakcyjne” miejsce. To kamienny penis oparty o brzeg jakiejs “dziurki”. Nasi kierowcy sa wyraznie rozbawieni tym, ze nas tu przywiezli. My zdajemy sie nie podzielac ich entuzjazmu. Zastanawiamy sie tylko czy banknoty lezace w “w dziurce” pozostawione zostaly przez mezczyzn majacych problemy z erekcja…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilkadziesiat kilometrow za Karakorum znajduja sie wydmy Mongol Els (“els” to zapewne wydmy w tym slicznym jezyku). Cieply piasek grzeje stopy, ktore jednak nieustannie narazone sa na skaleczenia (piasek mieni sie na zielono od porozbijanych butelek). Krotki spacer, odpedzanie kolesi “mister uona rajd e kamel?”, kilka zdjec na “Nasza klase” i mozna wracac do auta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozbijamy sie nieco ponad sto kilometrow od Ulan Bator. Spokojnie moglismy jeszcze dzis dojechac do stolicy, ale nasi kierowcy z 40 dolcow za dodatkowy dzien jazdy (a de facto 2 godziny jazdy) nie chcieli zrezygnowac. Polgodzinne negocjacje zakonczyly sie nasza porazka. A przed snem jak zwykle “nocne Polakow w Mongolii rozmowy”.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-710321523753811986?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/710321523753811986/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/1-sierpnia-sobota.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/710321523753811986'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/710321523753811986'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/1-sierpnia-sobota.html' title='1 SIERPNIA - SOBOTA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnadGYx3pyI/AAAAAAAAC0c/5PkTWkxgpxM/s72-c/CSC_0132.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-6579371019760893817</id><published>2009-08-03T00:50:00.000-07:00</published><updated>2009-08-03T01:03:23.653-07:00</updated><title type='text'>31 LYPCA - PIATEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnaZre2aMCI/AAAAAAAACz8/KSvB7c7A5kA/s1600-h/CSC_0109.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365644978353221666" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnaZre2aMCI/AAAAAAAACz8/KSvB7c7A5kA/s200/CSC_0109.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnaY-C0I6TI/AAAAAAAACz0/2vyLRziITBc/s1600-h/CSC_0102.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365644197733394738" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnaY-C0I6TI/AAAAAAAACz0/2vyLRziITBc/s200/CSC_0102.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnaYEUQJh5I/AAAAAAAACzs/KgyTT7FVxgU/s1600-h/CSC_0094.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365643205981865874" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnaYEUQJh5I/AAAAAAAACzs/KgyTT7FVxgU/s200/CSC_0094.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;W mysl zasady: "z kazdym dniem coraz leniwiej" dzis wyjezdzamy po 11stej. Do przebycia mamy około 170 km, nocleg przewidziany jest w okolicach Tsetserleg (uwazanego za jedno z ladniejszych mongolskich miasteczek).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krotko po opuszczeniu urokliwego nabrzeza Caagan Nur zatrzymujemy sie w dziwnym miejscu. Nasz woziciel wypowiadajac swoje ulobione "jee,okej" pokazuje nam, abysmy wysiedli z samochodow. "Yogi" (drugi z kierowcow) zostaje w swojej maszynie. Gana wiedzie nas dokads. Niektorzy sugeruja ze prowadzi nas na egzekucje. Rzeczywiscie - tak z boku może wygladac nasz dziwny pochod. Po kilkuset metrach okazuje sie, ze wedrujemy w kierunku kolejnego wygaslego wulkanu - Khorgo. Na szczycie standard - gleboki na 100 metrow krater i mnostwo zastyglej lawy. Nuda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieco pozniej zatrzymujemy sie w miejscu obiektywnie ladnym - w poblizu czegos na ksztalt mongolskiego kanionu Colorado. Skaliste zbocze, a dolem plynie zielonkawa rzeka. Wypas. Tu można zajac troche miejsca na karcie pamieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro "z kazdym dniem coraz leniwiej" to i guandz może być "coraz"...oblesniejszy. Bezpiecznie wybieram dobrze mi znany (i jeszcze w miare tolerowany) czujwan. Pozostali postanawiaja poeksperymentowac i dzieki temu już po chwili kolekcja dan "nie zamawiac" sie powieksza, a zasob mongolskiego slownictwa wzbogaca o slowo "szep" (zupa).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krotko po 17stej docieramy do Tsetserleg (przez chwile jadac nawet asfaltowa droga - trudno uwierzyc, co?). Miasteczko polozone jest wsrod gorskich szczytow - to ewidentny plus. Na uwage zasluguje także klasztor na szczycie wzgorza. Niestety - poza tym nie ma w tej miescinie niczego, na co warto poswiecic wiecej czasu. No może poza centrum handlowym, w którym Danuta kupuje dla siebie zgrzewke browarow na dzisiejszy wieczor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozbijamy sie w malowniczym miejscu - przy skalkach nad rzeczka, kilkanascie kilometrow za Tsetserleg. Po zmroku prowadzimy dlugie rozmowy, glownie na temat chorob psychicznych (oryginalne zagadnienie, prawda?) A ksiezyc cudnie odbija sie w pobliskiej rzece...&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-6579371019760893817?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/6579371019760893817/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/31-lypca-piatek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/6579371019760893817'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/6579371019760893817'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/31-lypca-piatek.html' title='31 LYPCA - PIATEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnaZre2aMCI/AAAAAAAACz8/KSvB7c7A5kA/s72-c/CSC_0109.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-7319745894581687292</id><published>2009-08-03T00:34:00.000-07:00</published><updated>2009-08-03T00:50:24.295-07:00</updated><title type='text'>30 LYPCA - CZWARTEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnaWqutabBI/AAAAAAAACzk/D7Np6OGCc8U/s1600-h/CSC_0084.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365641666895703058" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnaWqutabBI/AAAAAAAACzk/D7Np6OGCc8U/s200/CSC_0084.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnaWFSat3XI/AAAAAAAACzc/DomcDiozkFI/s1600-h/DSC_0080.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365641023645932914" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnaWFSat3XI/AAAAAAAACzc/DomcDiozkFI/s200/DSC_0080.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnaT1WnwPOI/AAAAAAAACzU/zNUxtBXZHSM/s1600-h/CSC_0074.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365638550873193698" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnaT1WnwPOI/AAAAAAAACzU/zNUxtBXZHSM/s200/CSC_0074.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Kazdego dnia chodzimy spac coraz wczesniej, a wstajemy coraz pozniej. Niebezpieczna tendencja. Dzis co niektorzy zaliczyli bite 11h snu. W zwiazku z tym obozowisko opuscilismy dopiero krotko przed 11sta. Trasa dzis stosunkowo krotka, bo "ledwie" sto kilkadziesiat killometrow do Terchijn Caagan Nur. Jak sie predko okazuje - dzisiejszy odcinek jest najtrudniejszym z dotychczasowych. Trasa wiedzie przez malownicze tereny, czesto wspinamy sie droga pelna zakretow na gorskie szczyty osiagajace tu w granicach 2500m npm. Nie dziwi wiec, ze nasze superterenowe Mitsubishi Delica rzadko kiedy przekracza 20km/h. Rozumiemy doskonale slowa Bajrý, o tym iż zwykly minibus nie przejedzie odcinka miedzy Moron, a Tsaagan Nur.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nad jezioro docieramy chwile po 17stej. Nie powala na kolana jak Chubsgul, ale uroku odmowic mu nie można. Niestety - tuz obok brzegu rozbic sie nie mozemy, wiec stawiamy namioty na czyms, co wyglada na camping. Co ciekawe - nikt nie chce nas zczardzowac. Nie oponujemy rzecz jasna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jezioro polozone jest prawie na 2100 metrach npm, a woda cieplutka niczym w Kiekrzu. Nie ma co sie dlugo zastanawiac - trzeba korzystac. Po dwoch dniach bez wody kapiel w Tsaagan Nur wprawia wszystkich w blogostan. Podobny efekt wywoluje zachod slonca nad jeziorem i okalajacymi go gorskimi szczytami. Jeden z piekniejszych jakie widzialem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed snem pora jeszcze na gitarke, ktorej dawno nie było. Podczas gdy dziewiecioro z nas spiewa dobrze nam znane piesni (co niektorzy również graja) Kuba noca wspina sie na pobliski szczyt. Taki sobie wyscig z Marianem urzadzili. Kuba walczy z czasem Mariana - 40 minut do wierzcholka. Żeby było sympatycznie nikt nie zauwaza powrotu Kuby. Po prostu nie przerywamy spiewu. W koncu - aby nasz katorznik nie zamknal sie w sobie zagadujemy go. Wedlug nieoficjalnych pomiarow (stoper nie był certyfikowany) Kuba przegral o 1 minute. Co za bol. Pograzeni w smutku kladziemy sie spac.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-7319745894581687292?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/7319745894581687292/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/30-lypca-czwartek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7319745894581687292'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7319745894581687292'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/30-lypca-czwartek.html' title='30 LYPCA - CZWARTEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnaWqutabBI/AAAAAAAACzk/D7Np6OGCc8U/s72-c/CSC_0084.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-6725799193119361917</id><published>2009-08-02T01:31:00.000-07:00</published><updated>2009-08-02T01:47:06.161-07:00</updated><title type='text'>29 LYPCA - SRODA</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVSXBX53cI/AAAAAAAACzM/730UQeCjOto/s1600-h/DSC_0063.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365285086540979650" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 132px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVSXBX53cI/AAAAAAAACzM/730UQeCjOto/s200/DSC_0063.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVRnKyZpuI/AAAAAAAACzE/15XtIuRMBus/s1600-h/DSC_0061.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365284264434312930" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 126px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVRnKyZpuI/AAAAAAAACzE/15XtIuRMBus/s200/DSC_0061.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVPvLqCdnI/AAAAAAAACy8/NWukb-0RV-U/s1600-h/CSC_0050.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365282203083372146" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 140px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVPvLqCdnI/AAAAAAAACy8/NWukb-0RV-U/s200/CSC_0050.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Konska przygoda sprawila, ze wielu z nas budzi sie z jeszcze bardziej obolalymi nogami i plecami. Ale nic to - satysfakcja z przejazdzki jest w stanie przycmic to nieprzyjemne uczucie. Chwile po 10tej ruszamy w kierunku Terchijn Caagan Nur - Wielkiego Bialego Jeziora, ktore polozone jest na wysokosci 2060m npm. Za sprawa takiej lokalizacji woda w tym akwenie pozostaje zamarznieta do polowy czerwca. Niestety - science-fiction guide nie podaje kiedy zamarza (mamy nadzieje, ze nie na poczatku sierpnia;). Ciekawe czy i tym razem znajda sie smialkowie, którzy sprobuja sie wykapac...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drodze znad Chubsgulu do Moron nasz kierowca nagle staje i postanawia zmienic kolo. Oczywiście wersja oficjalna dla rywalizujacej z nami zalogi drugiego auta jest taka, iż dbamy o rownomierne zuzycie opon. Zabieg w stylu "ustalilismy wspolnie z profesorem, ze przyjde zaliczac jeszcze raz."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tuz przed Moron zauwazamy duze skupisko aut, koni oraz oczywiście ludzi. Nasz kierowca tlumaczy nam cos po mongolsku, ale rzecz jasna nie bardzo rozumiemy (bo nie uzywa slow: "dziekuje" ani "dzien dobry"). Podjezdzamy blizej. Okazuje sie, ze dzis swieto (nie wiemy czy lokalne czy narodowe) . W Mongolii swieto zawsze oznacza cos zwiazanego z konmi. Nie inaczej jest i tym razem - po chwili mijaja nas rozpedzone ogiery dosiadane przez...gora 10-letnie dzieci! Co wiecej - pedza na koniach nieosiodlanych i bez strzemion! Niesamowite. Tym samym znalezlismy dowod na prawdziwosc stwierdzenia iż dzieci najpierw ucza sie jezdzic konno, dopiero pozniej chodzic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z racji swieta w Moron (prawie) wszystko nieczynne. "Prawie", bo otwarte sa dwa sklepy, w których polka z alkoholem jest dzis zaslonieta, oraz oblesny guandz. Najohydniejszy w jakim dotad jedlismy. Jedzenie smakuje nienajgorzej, ale do spelnienia jakichkolwiek norm sanitarnych sporo temu miejscu brakuje. Z tego tez powodu kilka osob postanawia nie konsumowac pysznych kawalkow baranka ukrytych w makaronie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po około 100km konczymy nasza dzisiejsza podroz. Miejsce noclegowe nie zachwyca (chocby z powodu braku jakiegokolwiek strumyka), ale coz. Jeszcze przed 23 kladziemy sie spac. Pol godziny pozniej budzi nas dzieciol. Jak sie po chwilu okazuje - w role stukajacego ptaszyska wcielil sie Marian, ktory kamieniem przybijal sledzie obawiajac sie nadciagajacej wichury.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-6725799193119361917?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/6725799193119361917/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/29-lypca-sroda.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/6725799193119361917'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/6725799193119361917'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/29-lypca-sroda.html' title='29 LYPCA - SRODA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVSXBX53cI/AAAAAAAACzM/730UQeCjOto/s72-c/DSC_0063.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-4571401424988063477</id><published>2009-08-02T01:27:00.000-07:00</published><updated>2009-08-02T01:50:03.248-07:00</updated><title type='text'>24. lipca - 2. sierpnia</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVS3NSJrWI/AAAAAAAAC4A/nsLk9jbl3GI/s1600-h/P1110310.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365285639493889378" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVS3NSJrWI/AAAAAAAAC4A/nsLk9jbl3GI/s200/P1110310.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVSrBHvm9I/AAAAAAAAC34/5jITc6Dp93o/s1600-h/P1110283.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365285430070582226" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVSrBHvm9I/AAAAAAAAC34/5jITc6Dp93o/s200/P1110283.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVSaws48dI/AAAAAAAAC3w/ERls_BU2f7U/s1600-h/P1110270.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365285150785073618" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVSaws48dI/AAAAAAAAC3w/ERls_BU2f7U/s200/P1110270.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVSQgy8PvI/AAAAAAAAC3o/RAuebmM32_M/s1600-h/P1110206.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365284974716796658" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 150px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVSQgy8PvI/AAAAAAAAC3o/RAuebmM32_M/s200/P1110206.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVR5DGwy6I/AAAAAAAAC3g/VnWFjJiEXIk/s1600-h/P1110173.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365284571609877410" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVR5DGwy6I/AAAAAAAAC3g/VnWFjJiEXIk/s200/P1110173.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVRpB0v6sI/AAAAAAAAC3Y/ayxz0QEHvPE/s1600-h/P1110161.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365284296387979970" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVRpB0v6sI/AAAAAAAAC3Y/ayxz0QEHvPE/s200/P1110161.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVRd2eoeMI/AAAAAAAAC3Q/-paXlwKGykw/s1600-h/P1110139.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365284104363866306" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVRd2eoeMI/AAAAAAAAC3Q/-paXlwKGykw/s200/P1110139.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVRMCz9pSI/AAAAAAAAC3I/B0WXlMSjQSc/s1600-h/P1110015.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365283798436914466" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVRMCz9pSI/AAAAAAAAC3I/B0WXlMSjQSc/s200/P1110015.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVQ995AWxI/AAAAAAAAC3A/qvjW6QmAkRA/s1600-h/P1100909.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365283556597717778" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVQ995AWxI/AAAAAAAAC3A/qvjW6QmAkRA/s200/P1100909.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVQdcLhaTI/AAAAAAAAC24/bH8aG91OtoU/s1600-h/P1100886.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365282997792762162" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVQdcLhaTI/AAAAAAAAC24/bH8aG91OtoU/s200/P1100886.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVQCQmo9RI/AAAAAAAAC2w/pj7YIoFMf1w/s1600-h/P1100884.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365282530828809490" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVQCQmo9RI/AAAAAAAAC2w/pj7YIoFMf1w/s200/P1100884.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVPOkt2FTI/AAAAAAAAC2o/3C_WQTLMMpQ/s1600-h/P1100875.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365281642874541362" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVPOkt2FTI/AAAAAAAAC2o/3C_WQTLMMpQ/s200/P1100875.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVO9UAGk2I/AAAAAAAAC2g/0JUiqNGweAI/s1600-h/P1100812.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365281346329940834" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVO9UAGk2I/AAAAAAAAC2g/0JUiqNGweAI/s200/P1100812.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVOwJhb2mI/AAAAAAAAC2Y/9wu_2zGHBYU/s1600-h/P1100756.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365281120178657890" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVOwJhb2mI/AAAAAAAAC2Y/9wu_2zGHBYU/s200/P1100756.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVOK52jUbI/AAAAAAAAC2Q/vvVWit6s5MA/s1600-h/P1100720.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365280480317100466" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVOK52jUbI/AAAAAAAAC2Q/vvVWit6s5MA/s200/P1100720.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-4571401424988063477?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/4571401424988063477/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/24-lipca-2-sierpnia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/4571401424988063477'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/4571401424988063477'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/24-lipca-2-sierpnia.html' title='24. lipca - 2. sierpnia'/><author><name>Kuba</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11582731205784623726</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SlZwfQS8mII/AAAAAAAAC1A/uP5mjRC173k/S220/IMG_2311.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SnVS3NSJrWI/AAAAAAAAC4A/nsLk9jbl3GI/s72-c/P1110310.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-7390206431437370162</id><published>2009-08-02T01:09:00.000-07:00</published><updated>2009-08-02T01:30:43.427-07:00</updated><title type='text'>28 LYPCA - WTOREK</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVOndufsvI/AAAAAAAACy0/YKRNqOLj1Rc/s1600-h/DSC_0037.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365280970983322354" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVOndufsvI/AAAAAAAACy0/YKRNqOLj1Rc/s200/DSC_0037.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVN8nJKJCI/AAAAAAAACys/rLiyv3h9iP0/s1600-h/DSC_0034.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365280234776699938" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVN8nJKJCI/AAAAAAAACys/rLiyv3h9iP0/s200/DSC_0034.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVNZqQQpiI/AAAAAAAACyk/GOmSPhzmLgo/s1600-h/CSC_0043.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365279634316371490" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 137px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVNZqQQpiI/AAAAAAAACyk/GOmSPhzmLgo/s200/CSC_0043.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVLWYyUmrI/AAAAAAAACyc/gNkkFgmhzGQ/s1600-h/DSC_0574.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365277379064535730" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVLWYyUmrI/AAAAAAAACyc/gNkkFgmhzGQ/s200/DSC_0574.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVKzzZHZTI/AAAAAAAACyU/8fuh6vPuKYk/s1600-h/DSC_0578.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365276784911148338" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVKzzZHZTI/AAAAAAAACyU/8fuh6vPuKYk/s200/DSC_0578.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Krotko po 11stej zjawila sie u nas nasza mongolska businesswoman, a wraz z nia 12 koni - 10 dla nas i 2 dla naszych przewodnikow. W porownaniu z dorodnymi rumakami, na których cwiczylismy w Golejewku te były ledwie malutkimi konikami, ktore ciut ciut odrosly od ziemii. No ale to tylko pierwsze wrazenie. Zobaczymy w praktyce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak sie pewnie domyslacie mongolskie konie niekoniecznie reaguja na "wio". Aby ruszyc należy wypowiedziec magiczne "czuuuuu" lub tez jak mawial pan Mongol-przewodnik: "czooooooooooooooooo". Niestety - to tylko teoria. W rzeczywistosci okazalo sie, ze malo ktory kon był posluszny swemu jezdzcowi. Duzo czesciej nasze ogiery sugerowaly sie zachowaniem swoich kompanow (taki odruch stadny) i na przyklad przechodzily do galopu wywolujac tym samym smiertelne przerazenie u dosiadajacego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój brazowy rumak również nalezal do sekcji buntownikow "wdupiemajacych" kolesi, ktorzy siedza na ich grzbietach i zaplacili za caly dzien jazdy. Jedyne czym sie wyroznial to puszczanie bakow i robienie kupy. W tym nie miał sobie rownych. Super powod do chwaly to nie jest, ale przynajmniej w czyms "byliśmy" najlepsi. Dobrze, ze nasza 4-godzinna przejazdzka wiodla przepieknym, wrecz bajkowym brzegiem Chubsgulu, bo inaczej moje "kurwowtysionc" zmultiplikowaloby sie wielokrotnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Robimy sobie 3h przerwy (w czasie ktorej zaliczamy kolejna kapiel w lodowatym jeziorze) i chwile przed 19ta polowa z nas wraca do siodla. Wiekszosc z nas dostaje inne konie niż rano i zdarza sie cud. Kon mnie slucha. Kiedy chce przyspiesza, hamuje, staje, skreca - po prostu wszystko! Magiczne mongolskie "czuuuuu" dziala. Na koniec zaliczam nawet galop ( zarówno swiadomy jak i mimowolny:) Zle wrazenie z rana zatarte - jazda na koniu to prawdziwa frajda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmeczeni, obolali, ale usatysfakcjonowani zasypiamy krotko po 22giej. A rano niestety opuszczamy malownicze okolice Chubsgulu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-7390206431437370162?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/7390206431437370162/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/28-lypca-wtorek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7390206431437370162'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/7390206431437370162'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/28-lypca-wtorek.html' title='28 LYPCA - WTOREK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVOndufsvI/AAAAAAAACy0/YKRNqOLj1Rc/s72-c/DSC_0037.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-8485547833341327610</id><published>2009-08-02T00:58:00.000-07:00</published><updated>2009-08-02T01:09:26.310-07:00</updated><title type='text'>27 LYPCA - PONIEDZIALEK</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVJoWy1PlI/AAAAAAAACyM/fTvy-iuUBgM/s1600-h/DSC_0538.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365275488744193618" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVJoWy1PlI/AAAAAAAACyM/fTvy-iuUBgM/s200/DSC_0538.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVJE8PpZiI/AAAAAAAACyE/RCqUOhVdRxE/s1600-h/CSC_0557.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365274880321873442" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVJE8PpZiI/AAAAAAAACyE/RCqUOhVdRxE/s200/CSC_0557.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVIjzU04wI/AAAAAAAACx8/Y-XE4jHy96U/s1600-h/CSC_0549.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365274310991995650" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVIjzU04wI/AAAAAAAACx8/Y-XE4jHy96U/s200/CSC_0549.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVIIzP4KFI/AAAAAAAACx0/eyQ_o-eKO6w/s1600-h/CSC_0542.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365273847114770514" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVIIzP4KFI/AAAAAAAACx0/eyQ_o-eKO6w/s200/CSC_0542.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;No to jazda - do jeziora zwanego "Malym Bajkalem" zostalo nam kilkadziesiat kilometrow. To oznacza ledwie 3h jazdy. No to standard - gora, dol, gora, dol i wjezdzamy do parku narodowego (wstep 3000 tugrikow, worek na smieci z logiem Coca-Coli gratis)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jezioro wyglada przepieknie. Blekitno - turkusowa woda robi niesamowite wrazenie - szczególnie w promieniach porannego slonca. Zdecydowanie chcemy tu zostac. Zostawiamy bagaze w samochodzie i udajemy sie na przechadzke wzdluz brzegu. Spotykamy pania, ktora "mowi" po angielsku. Chce nam sprzedac swoje ludowe wyroby "hyntmejk" (jak sie pozniej okaze - nie ona ostatnia). Nie chcemy. Okazuje sie jednak, ze ma również konie. Krotka jazda probna i zamawiamy na jutro 10 rumakow (Kancel i Marianek dali sie w koncu przekonac). Cena - 10tys. tugrikow za caly dzien. Czego chciec wiecej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kusi nas by wykapac sie w Chubsgulu. Woda lodowata, ale wymyslilismy patent. Wraz z tata Wojtkiem, mama Lucyna oraz Danuta udajemy sie do sauny (15 tys. tugrikow za 4 osoby). Nagrzewamy nasze ciala do granic niemozliwosci (choc bialko sie jeszcze nie scinalo) i biegiem do jeziora. Niestety - jezioro jest po drugiej stronie ulicy, jakies 500-600m od sauny. Niska temperatura na dworze oraz bieg sprinterski sprawiaja, ze na brzeg docieramy zziebnieci i z sercami walacymi jak oszalale. Chwila zwatpienia - czy nasze organizmy wytrzymaja jeszcze taka probe? Dlugo sie nie zastanawiamy i rzucamy sie w "jeziorna ton". W koncu nie na darmo bieglismy (a także zabralismy aparat)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracamy do naszych pelni dumy, ze kapiel w Chubsgulu zaliczona, a tam impreza na calego. Ania informuje nas (mniej wiecej z 10 razy), ze "dwie wodki poszly". Okazuje sie, ze nasi woziciele postanowili sobie ostro poimprezowac, bo jutro w koncu maja wolne. Do poznej nocy trwaly spiewy przy ognisku i kubeczku czegos mocniejszego. Dzielna Danuta, mimo sporych zaleglosci spowodowanych wizyta w saunie, zdolala jednak dogonic, a pozniej przegonic liderow w konsumpcji wody ognistej. A skoro o ogniu mowa - ognisko dogaslo, napitkow nie ma to pora do namiotow. Trzeba sie wyspac przed calodzienna konska dawka emocji.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-8485547833341327610?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/8485547833341327610/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/27-lypca-poniedzialek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8485547833341327610'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8485547833341327610'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/27-lypca-poniedzialek.html' title='27 LYPCA - PONIEDZIALEK'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVJoWy1PlI/AAAAAAAACyM/fTvy-iuUBgM/s72-c/DSC_0538.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-5557861112131548254</id><published>2009-08-02T00:50:00.000-07:00</published><updated>2009-08-02T00:57:40.566-07:00</updated><title type='text'>26 LYPCA - NIEDZIELA</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVG6GAKexI/AAAAAAAACxs/L_IRw-fj_fA/s1600-h/DSC_0517.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365272494939470610" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVG6GAKexI/AAAAAAAACxs/L_IRw-fj_fA/s200/DSC_0517.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVGc0gHg7I/AAAAAAAACxk/NJOw-uL1HGo/s1600-h/CSC_0491.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365271992025449394" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVGc0gHg7I/AAAAAAAACxk/NJOw-uL1HGo/s200/CSC_0491.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Chwile po 9tej wylazlem z namiotu i okazalo sie ze "Elczupakabra" jednak nikogo nie zjadl w nocy. Po sniadanku ruszamy w droge. Dzis naszym celem jest Moron - miasto polozone niedaleko jeziora Chubsugul. No i zaczyna sie jazda po wertepach. Dzis siedze z przodu . Z jednej strony to przywilej, bo sterujesz dostepem swiezego powietrza bądź pylu (poprzez otwieranie okna rzecz jasna). Z drugiej strony czasem lepiej nie widziec przeszkod terenowych, ktore nasz kierowca pokonuje z zawrotna predkoscia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogrom przestrzeni poraza. Czasem przez sto kilometrow nie widac zadnej obecnosci czlowieka. Tylko zwierzeta. Kozy, konie, owce, jaki. Leza na drodze i nic sobie nie robia z przejezdzajacych aut. W Mongolii zyje niespelna 3 miliony osob i ponoc 40 milion zwierzat hodowlanych. Nietrudno zauwazyc (te proporcje, bo policzyc nie byloby już tak prosto).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Droga sie dluzy i dluzy. Rozumiemy już czemu w przewodniku science fiction (czyli "Bezdroza") było napisane: "...miejscowowsc X dzieli od Y 100km. Dystans ten można pokonac już w 3-4h..." Około 13tej przekraczamy duza rzeke - Selenge. Zatrzymujemy sie tam, a Marian i ja postanawiamy poplywac. Wytrzymujemy z 10 minut, bo prad jest tak silny, ze kraul pozwala co najwyzej utrzymac sie w tym samym miejscu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedziemy i jedziemy. Nuda. Nic sie nie dzieje (niczym w skeczu M. Stuhra), jeśli nie liczyc ciaglych terenowych "wzlotow i upadkow". W koncu o 18 jest! W oddali wylania sie Moron, a wraz z nim po kilkuset kilometrach rozpoczyna sie odcinek asfaltu. Jak sie po chwili okazuje - nasz woziciel woli jednak zjechac na klepisko, bo asfalt ma za duzo dziur. Co za motyw:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyczerpani wielogodzinna jazda w kurzu, w upale (a przede wszystkim w samochodzie) pragniemy pokuszac. Znajdujemy guandz i zaczyna sie. Czeski film. Nikt nie wie o co chodzi - czy nasi drajwerzy już zamowili cos dla wszystkich? A może dopiero my mamy to zrobic? Po kilkunastu odpowiedziach "okej" niezaleznie od tresci pytania na szczescie zagadka sie rozwiklala. Na stolach laduja talerze z "Holimogiem huuurgaa" czyli baranem w formie (jeszcze) nam odpowiadajacej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po obiadokolacji i zakupach (najwiecej flaszek - tym razem z browarem - zgodnie z przewidywaniami nabyla Danuta) szukamy miejsca na nocleg. Po calym dniu wdychania pylu wszyscy marza o lokalizacji w wode zasobnej. Nic z tego - w koncu zatrzymujemy sie kilkanascie km za Moron. Wody nie ma, ale jest fajny row. W sam raz, żeby sie schowac, wyproznic, a potem przykryc pozostalosci pilka do rugby. Takie oto techniki zna nasz Andriejewicz Wolski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed snem jeszcze mala imprezka - Ania ma imieniny. Od zalogi lepszego samochodu (Danka, Lucyna, Wojtek, Kuba i ja) dostaje pyszny truskawkowy kompot Urbanka, po ktory w okamgnieniu skoczylismy do Polszy (taka ta Anna dla nas wazna). Dosc wczesnie, bo o 23, kladziemy sie spac. A na dworze 1 stopien powyzej zera...to będzie doslownie mrozna noc.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-5557861112131548254?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/5557861112131548254/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/26-lypca-niedziela.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/5557861112131548254'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/5557861112131548254'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/26-lypca-niedziela.html' title='26 LYPCA - NIEDZIELA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVG6GAKexI/AAAAAAAACxs/L_IRw-fj_fA/s72-c/DSC_0517.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-9176766416673743139</id><published>2009-08-02T00:41:00.000-07:00</published><updated>2009-08-02T00:49:53.823-07:00</updated><title type='text'>25 LYPCA -SOBOTA</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVFFb5xKfI/AAAAAAAACxc/hybQCQyos8M/s1600-h/DSC_0464.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365270490773531122" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVFFb5xKfI/AAAAAAAACxc/hybQCQyos8M/s200/DSC_0464.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVElBV6iDI/AAAAAAAACxU/6yhbZJkBy0I/s1600-h/CSC_0466.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365269933888014386" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVElBV6iDI/AAAAAAAACxU/6yhbZJkBy0I/s200/CSC_0466.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVEOsjrgwI/AAAAAAAACxM/AAQfvR7Y2Ws/s1600-h/CSC_0461.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365269550351483650" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVEOsjrgwI/AAAAAAAACxM/AAQfvR7Y2Ws/s200/CSC_0461.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVDtvqn-zI/AAAAAAAACxE/8qWYXpIN5K0/s1600-h/CSC_0453.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365268984250235698" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVDtvqn-zI/AAAAAAAACxE/8qWYXpIN5K0/s200/CSC_0453.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Pobudka bardzo wczesnie, bo o 8mej rano. Na szczescie dzis juz Lucyny kolej na zywienie kierowcy;) Ruszamy kilka minut przed 10ta w kierunku Erdenet. Naszym celem sa dzis dwa wygasle wulkany polozone w okolicach Bulgan. Wczesniej jednak czeka nas 40 kilometrowy, iscie offroadowy powrot spod klasztoru do asfaltowki. Dzis juz nikt (=zadna) nie piszczy - chyba ze z zachwytu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okolo 13tej docieramy do Erdenet - drugiego co do wielkosci mongolskiego miasta (oszalamiajace 80 tysiecy mieszkancow). Jednakze miasto to moze pochwalic sie czyms naprawde sporym. To kopalnia miedzi - jedna z dziesieciu najwiekszych na swiecie. Erdenet to takze dobre miejsce, aby zrobic zakupy - kupujemy miedzy innymi butelke wodeczki, ktorej goraca oredowniczka po wczorajszym pierwszym swym wieczorze na trzezwo byla Ciotka Danuta Majk from Dzoldzins.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Tuz za Bulgan (kolejne "duze" mongolskie miasto) zjezdzamy z drogi asfaltowej i zaczynaja sie nasze ulubione wertepy (nonstop pod gore, ale i w dol) Oczywiscie z kazdej strony otaczaja nas piekne gorskie szczyty, ktore prawdopodobnie siegaja sporo ponad 2000m npm, skoro srednia wysokosc terenu w tym kraju to 1500m npm. Co jakis czas oczom naszym ukazuja sie jurty - mongolskie&lt;br /&gt;chaty, w ktorych mieszka wiekszosc ludnosci spoza Ulan Bator. Ten z pozoru prosty domek (drewniany szkielet obity plotnem) bynajmniej nie pozostal w tyle za postepem cywilizacyjnym. W srodku nierzadko znalezc mozna klimatyzacje (na upalne lato) czy podgrzewana podloge (na mrozna zime). Przed jurta obowiazkowo: panel sloneczny, antena paraboliczna oraz terenowe auto. Tak, tak - XXI wiek dotarl i do Mongolii (choc na pierwszy rzut oka tego nie widac).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy jednej z takich jurt zatrzymujemy sie by pokuszac. Na naszych oczach gospodyni przyrzadza czujwan - makaron z miesem (czytaj: baranem) i warzywami. My w tym czasie raczymy sie ajragiem (czyli inaczej kumysem - napojem alkoholowym, ktory nie tak dawno temu zasmakowal Wielmoznie Nam Panujacemu Fanowi Artura Borubara). Tradycyjnie - najwiecej wypija Danuta. Czujwan wszystkim bardzo smakuje, wiec w okamgnieniu znika z naszych miseczek. Po obiedzie pora na "sutee czaj" czyli slona herbate z dodatkiem mleka. Za to wszystko zaplacilismy 22 tys. tugrikow (45zl za porcje dla 12 osob). Da sie przezyc w tym kraju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedlugo po wizycie w jurciè - jadlodajni zatrzymujemy sie w poblizu wygaslego wulkanu Togoo, ktory jest glownym celem dnia dzisiejszego. Oczywiscie jak na klub gorski przystalo - postanawiamy sie na niego wdrapac. Oczywiscie jak na klub gorski nie przystalo - w sandalach. Z pozoru proste zbocze pelne jest kawalkow lawy, kamieni i robactwa (podobno jest to szarancza). Podchodzenie trwa w nieskonczonosc. To znaczy dla niektórych, bo taki Andriejewicz Wolski difoltowo czeka juz na szczycie i robi zdjecia kolejnym zziajanym piechurom. Krater jest sporych rozmiarow, ale juz caly porosniety trawa i drzewami (wulkan wygasly = nie dziala). W drodze powrotnej do samochodu Marian cudem uchodzi z zyciem po ataku olbrzymiego jadowitego (bo wejscie do nory mial okragle) weza. Jak sie jeszcze okaze - to nie ostatnie zwiazane z Marcinem stwory w dniu dzisiejszym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miejsce na nocleg jest bardzo wietrzne. Jednak nasi kierowcy to bardzo fajne chlopaki. Sami z siebie przestawiaja samochody tak by nam mniej wialo. Danuta - bo ktozby inny - pierwsza rwie sie do picia wodki. Gotowa jest nawet zrezygnowac z kolacji. Rozpalamy ognisko i rozpoczyna sie gitarowanie. Każdy wybiera jedna piosenke. Dla Mariana oczywiście "Ona jest pedalem". Skoro jestesmy już przy koledze Marianie - zainspirowany "swiatlem w oddali" (znany wyjazdowy motyw) zaczyna snuc opowiesci o ladowaniu ufo oraz o "elczupakabrze" (zwanym elczupaczupsem) - potworze z Meksyku, ktory w gorach zjadal ludzi. Do cna przerazeni kladziemy sie spac...a noc przerazliwie zimna...idealna na atak gorskiego stwora. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-9176766416673743139?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/9176766416673743139/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/25-lypca-sobota.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/9176766416673743139'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/9176766416673743139'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/25-lypca-sobota.html' title='25 LYPCA -SOBOTA'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVFFb5xKfI/AAAAAAAACxc/hybQCQyos8M/s72-c/DSC_0464.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-5760007773142759158</id><published>2009-08-02T00:32:00.000-07:00</published><updated>2009-08-02T00:40:41.157-07:00</updated><title type='text'>24 LYPCA - czesc dalsza</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVCezj5XHI/AAAAAAAACw0/jf2UormzfpI/s1600-h/CSC_0429.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365267628086090866" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVCezj5XHI/AAAAAAAACw0/jf2UormzfpI/s200/CSC_0429.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVCI2JKiwI/AAAAAAAACws/1GG_TX1aRKU/s1600-h/CSC_0408.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365267250822155010" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVCI2JKiwI/AAAAAAAACws/1GG_TX1aRKU/s200/CSC_0408.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVCxvzOoDI/AAAAAAAACw8/__ORR4-AoY0/s1600-h/DSC_0444.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365267953494171698" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVCxvzOoDI/AAAAAAAACw8/__ORR4-AoY0/s200/DSC_0444.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVB1Nl-CtI/AAAAAAAACwk/zLcPR6lQonM/s1600-h/CSC_0390.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5365266913519602386" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVB1Nl-CtI/AAAAAAAACwk/zLcPR6lQonM/s200/CSC_0390.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Panowie kierowcy czekaja na nas pod klasztorem Gandan. Pakujemy bagaze, placimy zaliczke i juz wiemy - to beda z pewnoscia ciekawe dni, chcociazby dlatego ze panowie ani slowa po rusku czy angielsku, a my nic po mongolsku. No chyba ze "dziekuje", "dzien dobry" oraz "do widzenia" wystarcza...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ruszamy krotko po dwunastej dobrze nam znana droga w kierunku Darchanu. Na dworze niemilosierny skwar. W srodku niewiele lepiej. Za to glowy naszych kierowcow chlodne i opanowane - nie wyprzedzaja na trzeciego, tam gdzie trzeba zwalniaja.**&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;**&lt;em&gt;Bylo to zdanie na zamowienie w celu uspokojenia co niektorych zatroskanych rodzicow.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;35 kilometrow przed klasztorem Amarbajasgalant konczy sie asfalt i zjezdzamy na typowa mongolska droge utwardzona (gdzieniegdzie nawet rozmiekczona do postaci malego jeziorka). Dopiero teraz czujemy jakie znaczenie ma wysokie zawieszenie i naped 4x4. Nasz kierowca wyraznie jest w swoim zywiole. Pokonuje nierownosci terenu z zawrotna predkoscia (60-80km/h). Meskiej czesci zalogi oczka sie swieca. Zenskie oczeta pelne sa niepokoju, czego objawem sa regularne popiskiwania. Na szczescie widac ze woziciel wie co robi, wiec po pewnym czasie 100% pasazerow ekscytuje sie mongolskim "off-road'em" (to po angielsku. Cos jak "kristmasy" lub "kouczi").&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilkanascie minut przed 19ta docieramy do klasztoru, ktory jednoczesnie jest meta naszego dzisiejszego etapu. Wstep, wbrew temu co glosi przewodnik science-fiction, za darmo. Miejsce bardzo urokliwe, slicznie polozone na odludziu, wsrod gorskich szczytow. W pamiec zapadaja wielkie kolorowe figury jakichs buddyjskich bostw, ktore depcza mniejsze postaci. Lekko przerazajace.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Namioty rozbijamy nad rzeczka w poblizu klasztoru. Dzis ja funduje kolacje naszemu prowadnikowi. Przyrzadzam mu pyszna koreanska "zupke chinska", a takze kanapke z mongolskim pasztetem. Trudno sie nam porozumiec slowami, ale dobra wola z obu stron z pewnoscia istnieje. Moze w ciagu 10 dni uda nam sie dogadac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w tle romantyczny zachod slonca...Po zmroku gitara. Po gitarze czas wolny w namiotach.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-5760007773142759158?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/5760007773142759158/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/24-lypca-czesc-dalsza.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/5760007773142759158'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/5760007773142759158'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/08/24-lypca-czesc-dalsza.html' title='24 LYPCA - czesc dalsza'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SnVCezj5XHI/AAAAAAAACw0/jf2UormzfpI/s72-c/CSC_0429.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-2020997059764519426</id><published>2009-07-23T19:32:00.000-07:00</published><updated>2009-07-23T19:47:36.560-07:00</updated><title type='text'>21 - 24 lipca. Milej lekturki!</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/Smkgr2gWryI/AAAAAAAACwc/HUfjp2BOpjQ/s1600-h/DSC_0320.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361852769098968866" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/Smkgr2gWryI/AAAAAAAACwc/HUfjp2BOpjQ/s200/DSC_0320.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/Smkf0lrGsDI/AAAAAAAACwU/OdXZifbSEY8/s1600-h/DSC_0329.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361851819687850034" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/Smkf0lrGsDI/AAAAAAAACwU/OdXZifbSEY8/s200/DSC_0329.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SmkfC-phbSI/AAAAAAAACwM/ZMU2UaCgk9Q/s1600-h/DSC_0316.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361850967398640930" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SmkfC-phbSI/AAAAAAAACwM/ZMU2UaCgk9Q/s200/DSC_0316.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SmkeTzoLF2I/AAAAAAAACwE/lHwzHtb01uU/s1600-h/DSC_0368.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361850156986341218" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SmkeTzoLF2I/AAAAAAAACwE/lHwzHtb01uU/s200/DSC_0368.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;21.07 WTOREK&lt;br /&gt;Granica rosyjsko - mongolska bez wiekszych problemow. Jedynie blizniaczki sa proszone o ustawienie sie obok siebie, a potem porownywane - zarówno ze swoja druga polowina jak i ze swoim paszportowym zdjeciem sprzed 10lat. Panie celniczki sa wyraznie rozbawione. My po wczorajszym wieczorze rowniez w nienajgorszych nastrojach, ktore nie mogly ulec pogorszeniu skoro już o 10 rano znalezlismy sie w Mongolii. Kurs dolara na granicy tez niezly. Za jednego amerykanskiego dzienga dostac można az 1450 mongolskich. Jest zbyt idealnie, bo wraca mi wiara w ludzi i w to ze sa oni z natury dobrzy. Cos sie musi spieprzyc. To tylko kwestia czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój niezawodny instynkt malkontenta niezawodnym pozostal. Jak mawia nasz ex-premier Kaczka - "cudow nie ma - wszystko sciema". A zatem nasz kierowca glupi mongol-oszust "podumal" i za 400rubli do Ulan Bator jechac już nie chce. No co za gnojek. Wczoraj jeszcze było OK, ale widocznie w nocy przysnila mu sie gora zlota i postanowil zrobic wszystko by sen sie ziscil. Lucyna walczyla z nim 1.5h, do upadlego. Umowilismy sie w koncu na 170 dolarow za wszystkich. Taniej sie nie dalo. U konkurencji również nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po 5h jazdy dotarlismy do mongolskiej stolicy. Pierwsze wrazenie - bardzo przygnebiajace. Mozliwe ze przez wielka ulewe i grad wielkosci pileczek pingpongowych. Ulice doslownie plynely, a woda wlewala sie autom na maske. Na szczescie woziciel podwiozl nas prawie pod sam hostel. Gana Guesthouse za 6tys. tugrikow (4 dolary) Nocleg w 12osobowym pokoju, cieply prysznic, darmowy internet - czegoz chciec wiecej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ano można by cos zjesc. Wymieniamy kase w kantorze, w którym pani mowi "Dzien dobry" oraz "dziekuje", a nastepnie udajemy sie do prawdziwego mongolskiego guandzu (najtansza jadlodajnia - taki mongolski "bar mleczny"). Menu - kompletny odjazd. Żadna nazwa nie jest podobna do czegokolwiek, co znamy. Czuje to samo, co w lutym, gdy wraz z kolega mym Pawlem odwiedzilismy jadlodajnie w Budapeszcie. Oczywiście okazuje sie iż niezaleznie od tego czy zamowisz "holimog hyyrga" czy "szarsan" czy jeszcze cos innego - dostajesz barana. Baran z warzywami, baran z ryzem, baran w zupie albo parowka z barana. Masakra. Tak czy inaczej - zapisujemy co było dobre by na przyszlosc nie mieć problemow z zamowieniem czegos co da sie przelknac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorny spacer w okolicach placu Suche Batora konczy sie odwiedzinami w kafejce internetowej - pierwsze od 10 dni okno na swiat. A jutro rano wizyta w Ambasadzie Chinskiej. Zobaczymy jak bardzo Chinczykom zalezy na naszej u nich obecnosci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22.07 SRODA&lt;br /&gt;Ambasada "Panstwa Srodka" pracuje od 9.30, jednak już godzine wczesniej zjawiaja sie tam nasi wyslannicy - Halina z Marianem. My przychodzimy na gotowe. Wchodze z Marianem do srodka zaraz po Czechu, ktory stoi w kolejce pierwszy. Po chwili do naszych uszu dociera fantastyczna fraza. Pan Chinczyk na pytanie "What is the cost for polish citizens?" odpowiada "It's for free". Oplacalo sie olac Ambasade Chinska w Warszawce i zaoszczedzic 220zl...Uczestnicy wyprawy antropologicznej "Depczac po sladach Marka Pola" pewnie pekaja z zazdrosci...:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W takim razie pora wypelnic pozostale formalnosci wizowe - kupic falszywa rezerwacje na samolot w biurze AirMarket (koszt 1$ za osobe) oraz zarezerwowac hostel w Pekinie (10% kosztu noclegu). Wsio w pariadkie (poza tym ze Wojtka w Kitaju najwyrazniej nie chca, bo nijak nie może zrobic rezerwacji)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejszy obiad w Guandzu już duzo bardziej swiadomy - każdy zamowil to co mu smakuje (czytaj:barana w odpowiadajacej mu formie)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Popoludnie to szukanie biura Chinzoriga Chuluunbataara - znajomego Ani Grebieniow od którego chcemy wynajac busa. Po godzinie bezowocnych poszukiwan wracamy do hostelu i korzystamy z telefonu. Chinzo jest w terenie, ale przysle do nas swojego przedstawiciela o imieniu "hyylyymbyuuaahnuuuhrhhrrgg" Kolo przyjezdza Land Cruiserem i zabiera nas na ogladanie fur którymi dysponuja. Nasza uwage od razu przykuwa stary ruski Gaz, ktory w zeszlym roku uczestniczyl w wyprawie Gobi 2008. Gdy otwieramy "pake" na rowne nogi zrywa sie spiacy wewnatrz starszy Mongol. Jak sie okazuje - to oslawiony Bajra, ktory "odpoczywa" po 3 dniach picia wodki. Od razu potwierdza sie to ze to strasznie sympatyczny koles. Bardzo chcemy wybrac sie z nim (jego szalonym autem, nawet mimo tego iż pali 40 litrow na stowke) na objazdowke po kraju. Niestety to niemozliwe - 8 dni to za malo by zrobic 2000 km. Na poczatku sierpnia oryginalna ruska ciezarowke na 3 tygodnie pozyczaja jacys Makaroniarze. Dlugo analizujemy rozne scenariusze i w koncu umawiamy sie ze najpierw zrobimy Gobi (ku wielkiej rozpaczy Slomiaka, ktory znow ma problem) najwiekszym z pojazdow. Konkrety mam dogadac jutro rano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wieczorem odwiedzilismy rosyjska knajpke "Matrioszka", w ktorej co niektorzy mieli tak "obfite" porcje, ze nawet nie zauwazyli kiedy je skonsumowali. Monika z kolei miala pierogi "nie z baranina tylko z mielonym";) Po "sutej" kolacji pora na kropelke czegos mocniejszego - by spalo sie lepiej. Wszystkim. Wraz z Marcinem i Wojciechem delektuje sie wodka "Chan Kubilaj" - 5000 tugrikow za polowke. Pozostali kosztuja wina. Niezaleznie od rodzaju spozywanych napitkow - porobili sie wszyscy. Liderem zas był Adam Andriejewicz, którego przerosla standardowa pijacka "jaskoleczka". No to pora spac. Rano wizyta u Ambasadora, ktory jest kolega ze studiow Mamy Mariana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23.07 CZWARTEK&lt;br /&gt;Chwile po 10tej zjawiamy sie w istniejacej jeszcze przez tydzien Ambasadzie Polskiej w Ulan Bator. Wszedzie mnostwo kartonow, sciany puste - wyraznie czuc wyprowadzke. Pan Zbigniew Kulak to były senator (trzech kadencji), doktor nauk medycznych, lekarz chirurg. Od ponad 3 lat pelni funkcje Ambasadora Polski w Mongolii. W czasie ponad godzinnej rozmowy opowiada nam o realiach zycia w tym azjatyckim kraju, o jego wielkim potencjale gospodarczym (glownie dzieki zlozom naturalnym), o produkcji kaszmiru czy wreszcie o tym jak skonczyc medycyne i wyjechac na placowke dyplomatyczna do Mongolii. Wszyscy patrzymy na niego z podziwem, wiekszosc nigdy nie miala "na wyciagniecie reki" osoby na tak wysokim stanowisku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Ambasadzie poznajemy także Undracha - Mongola, ktory 7 lat studiowal w Krakowie, a obecnie w Ulan Bator jest przedstawicielem jednej z polskich firm. Z jego pomoca udaje nam sie zalatwic dwa Mitsubishi Delica za 40 dolarow dziennie za jedno auto. Dobra cena. Nieco nam zal, ze nie przejedziemy sie z Bajra jego ruskim czolgiem, ale wzgledy finansowe jak zwykle wziely gore.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po godzinnych negocjacjach z kierowcami, w których Undrach był oczywiście naszym tlumaczem, ustalamy trase i dogadujemy koszty. Nasz mongolski tlumacz bardzo dobrze wlada jezykiem polskim, mimo ze już od 4 lat nie mieszka w Polsce. Widac, ze w ciagu studiow nie proznowal i przyswoil sobie calkiem sporo naszych sformulowan. Na przyklad przy ustalaniu formy platnosci za paliwo proponuje nam: "placicie z gory za 16litrow na 100km i chuj!" Nie moglismy nie skorzystac z takiej rady. Placimy za tyle litrow, a jeśli spali wiecej to nas nie interesuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro jutro wyjezdzamy to pora na zakupy. Supermarket pelen jest polskich produktow, ale strasznie drogo! Ogorki Urbanka za 6zl! My oczywiście wybieramy towary z "nizszej polki".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zakupach pora na odwiedzenie klasztoru Gandan, ktory jest centrum mongolskiego lamaizmu. Bilet wstepu do tego kompleksu swiatyn kosztuje 3500 tugrikow. Fotografowanie wewnatrz obiektow to dodatkowe 5 dolarow. Wszedzie pelno mlynkow modlitewnych. Wrazenie robi chyba z 20-metrowy pozlacany(a może i zloty) posag buddy w glownej swiatyni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obiadokolacja jak zawsze w guandzu. Baran jeszcze do przelkniecia. Po konsumpcji odwiedzamy poczte celem nabycia pocztowek. Mamy do wyboru: kartke z koniem, kartke z jakiem, kartke z koza albo kartke z jurta. Bierzemy wszystko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zmroku siadamy sobie na placu Suche Batora i saczymy mongolskie piwko...napisze ze jedno by nie bulwersowac rodzicow 25-letnich dzieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;24.07 PIĄTEK&lt;br /&gt;Wstajemy skoro swit by ponownie odwiedzic Chinska Ambasade. Jestesmy 40 minut przed otwarciem. W kolejce przed nami kilkanascie osob. Na szczescie wnioski zlozylismy bez wiekszych problemow. No i po raz kolejny pan urzedas poinformowal ze “no visa fee”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W poludnie ruszamy na 10dniowa objazdowke (polnocno-zachodnia Mongolia). Mozliwe, ze do uslyszenia dopiero za 10 dni.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-2020997059764519426?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/2020997059764519426/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/07/21-24-lipca-milej-lekturki.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/2020997059764519426'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/2020997059764519426'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/07/21-24-lipca-milej-lekturki.html' title='21 - 24 lipca. Milej lekturki!'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/Smkgr2gWryI/AAAAAAAACwc/HUfjp2BOpjQ/s72-c/DSC_0320.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-8277068576395545112</id><published>2009-07-22T03:29:00.000-07:00</published><updated>2009-07-22T03:44:01.549-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SmbtUlk4Q6I/AAAAAAAAC2I/RCpsTuN2ye4/s1600-h/P1100713.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SmbtUlk4Q6I/AAAAAAAAC2I/RCpsTuN2ye4/s200/P1100713.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361233344371114914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/Smbs84NYbLI/AAAAAAAAC2A/72nYmn69o5A/s1600-h/P1100681.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/Smbs84NYbLI/AAAAAAAAC2A/72nYmn69o5A/s200/P1100681.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361232937055972530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SmbsXdyXNGI/AAAAAAAAC14/2zlMA1gSC2M/s1600-h/P1100676.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SmbsXdyXNGI/AAAAAAAAC14/2zlMA1gSC2M/s200/P1100676.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361232294308164706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/Smbr_i5UlGI/AAAAAAAAC1w/hhumLGTq7T4/s1600-h/P1100631.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/Smbr_i5UlGI/AAAAAAAAC1w/hhumLGTq7T4/s200/P1100631.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361231883362669666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SmbqWgj0peI/AAAAAAAAC1o/J8FfLMYOXr4/s1600-h/P1100566.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SmbqWgj0peI/AAAAAAAAC1o/J8FfLMYOXr4/s200/P1100566.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361230078849361378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-8277068576395545112?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/8277068576395545112/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/07/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8277068576395545112'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8277068576395545112'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/07/blog-post.html' title=''/><author><name>Kuba</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11582731205784623726</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SlZwfQS8mII/AAAAAAAAC1A/uP5mjRC173k/S220/IMG_2311.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_nXE4FktR7WE/SmbtUlk4Q6I/AAAAAAAAC2I/RCpsTuN2ye4/s72-c/P1100713.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-6557064312066373228</id><published>2009-07-21T04:42:00.000-07:00</published><updated>2009-07-21T05:16:01.238-07:00</updated><title type='text'>Nadrabianie zaleglosci nr 2</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SmWxVZcP9LI/AAAAAAAACvg/DkK5Fh0K2I0/s1600-h/CSC_0281.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360885912619185330" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SmWxVZcP9LI/AAAAAAAACvg/DkK5Fh0K2I0/s200/CSC_0281.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SmWwHDbWGRI/AAAAAAAACvY/yvxjDb1rHao/s1600-h/DSC_0234.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360884566680017170" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SmWwHDbWGRI/AAAAAAAACvY/yvxjDb1rHao/s200/DSC_0234.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SmWvdoPMsKI/AAAAAAAACvQ/8jMjOWKPEYM/s1600-h/DSC_0211.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360883855006675106" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SmWvdoPMsKI/AAAAAAAACvQ/8jMjOWKPEYM/s200/DSC_0211.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SmWuuLHMAZI/AAAAAAAACvI/HwgCzktWC5I/s1600-h/DSC_0213.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360883039734595986" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 134px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SmWuuLHMAZI/AAAAAAAACvI/HwgCzktWC5I/s200/DSC_0213.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SmWuNAJD-SI/AAAAAAAACvA/iQY8RYfrMVw/s1600-h/DSC_0168.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360882469853985058" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SmWuNAJD-SI/AAAAAAAACvA/iQY8RYfrMVw/s200/DSC_0168.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SmWtqDlcd4I/AAAAAAAACu4/2QW1yGc44TQ/s1600-h/DSC_0158.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360881869482915714" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SmWtqDlcd4I/AAAAAAAACu4/2QW1yGc44TQ/s200/DSC_0158.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Zapomnialem bylem o fantastycznej niedzieli w Minsku;)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;NIEDZIELA 12.07&lt;br /&gt;Okolopoludniowe zwiedzanie Minska nie wypadlo okazale - szczególnie dla Lucyny i dla mnie. W moim aparacie zepsul sie był Autofocus(rzecz jasna sam),wiec lazilismy po miescie calym w poszukiwaniu odpowiedniego punktu foto lub chocby miejsca w którym nabyc można mala otwiortke(po naszemu srubokret) by rozkrecic nieszczesne soczewkowe pudlo. Niestety w Woskrestjenie (po naszemu: "w niedziele") nie jest to latwe zadanie. Skonczylo sie na rozkreceniu obiektywu przy uzyciu pincety i wniosku:albo robie na manualu (bardzo trudno jest idealnie ustawic ostrosc),albo czekam na przyjazd Mateusza z nowym sprzetem. Cale szczescie, ze mam paczkujaca "lokate bialoruska",ktora z pewnoscia lada dzien obrodzi i pozwoli mi na zakup dowolnego sprzetu za dowolnie kosmiczne pieniadze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ci,którym dane było slobodne spacerowanie po Minsku twierdza,ze duzo nie stracilismy. Pare ladnych placow,pomnik Lenina,odstrzelone, tlenione bialoruskie blondynki. I drogo. Glodomory,ktore chca pozwolic sobie na obiad (mieso a`la kebab,frytki,surowka) musza pozegnac sie z 16.000 bialoruskich rubli(okolo 20zl) Na szczescie piwo w sklepie w przystepnych cenach i duzych butelkach (litrowa "Baltika 3" to wydatek rzedu 3.5-4zl)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w pociagu czekaja na nas niespodzianki. Mila i niemila. Wagon po remoncie w 2008 roku. Klimatyzacja. Czysto - i na korytarzach i w lazience. To ta dobra wiadomosc. Zla jest taka, ze w czasie remontu zabudowali tez wierchnie lozka (od strony korytarza - gdyby ktos miał watpliwosci) Wojtek i ja jestesmy wniebowzieci. Nawet Kuba Wolski z trudem sie miesci. No to czekaja nas 4 dni ze zgietymi nogami.Fantastycznie. Aby zlagodzic te nieprzyjemne doznania postanowilismy sie napic. Dzis tylko piwko,bo wiekszosc jest smiertelnie zmeczona. Niektorzy do tego stopnia, iż przespali granice z Rosja i wjazd do Smolenska (okolo 21.30 czasu moskiewskiego). Mogli sobie na to pozwolic, jako ze kontrola bialoruska tozsama jest z ta ruska ("my sojuuz!" - przypomnienie od redakcji)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tradycyjny plackartny prysznic tradycyjnie zajal nam sporo czasu (mnie, co trudne do wyobrazenia, jeszcze wiecej niż zwykle) Na dlugo przed polnoca wpadlismy w objecia Morfeusza.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;No i dalej:&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;17.07 PIĄTEK&lt;br /&gt;No i oka nie zmruzylem, czego pod koniec dnia bardzo zalowalem. Dzien uplynal na zwiedzaniu Irkucka oraz przede wszystkim na zalatwianiu rejestracji dla innostrancow...co za masakra...kolejna z niepotrzebnych formalnosci,ktora sprawia,ze wielu turystow omija Rosije szerokim lukiem. Z poczty, na ktorej stawilismy sie punkt 8 rano, odeslano nas do luksusowego hotelu Angara. Tam kazano nam czekac do 9tej. O 9.30 zjawila sie pani,ktora oswiadczyla, ze hotel zarejestrowac nas nie może i odeslala na ulice Gorkiego 36 do "biura federalnego". Pod biurem tlum. Okazuje sie ze obowiazek rejestracji stworzyl kolejny zawod w tym przedsiebiorczym kraju. Pani posredniczka zaproponowala 300rubli od osoby w zamian za zarejestrowanie nas u siebie. Podumalismy, ponegocjowalismy i zeszlismy do 200rubli za czlowieka. Dobra cena jeśli wziac pod uwage,ze sama oplata urzedowa wynosi 110 rubli,każdy hotel wzialby od nas grubo ponad 20dolcow,a kobieta jeszcze pol godziny wypelniala papiery i godzine stala w kolejce. Zobaczymy tylko czy rzeczywiscie z magiczna podstemplowana karteczka wypuszcza nas z sowieckiej krainy bez 70-dolarowego "sztrafa".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przewodnik Bezdrozy jest niekiedy g... wart. Knajpy o których pisza: albo nie istnieja,albo numeracja jest niewlasciwa, albo wcale nie sa (juz) tanie. Podobnie z "Internet klubami" - te z mapki musza być ukryte gdzies pod ziemia, albo dla niepoznaki figurowac pod falszywymi szyldami. Problem ze znalezieniem "okna na swiat" sprawil, ze tak pozno publikujemy relacje. Na szczescie pracownia kartograficzna była tam gdzie być powinna. Zakupilismy wraz z Jakubem Adamem Andriejewiczem Wolskim (ktory otrzymal taka wlasnie przepustke) mape Chamar Daban, skala 1:200000, cena:20rubli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autobus do Listwianki 101 rubli. Wyjazd o 14.30, zbiorka na dworcu miala być o 14 (nie znalismy wowczas jeszcze godziny odprawienia) Siostry Grobelne x 3 postanowily przedluzyc sobie spacerek po miescie i przybyly na dworzec minute przed odjazdem. Oj będą punkciki. O 16 dotarlismy nad Bajkal. Ogromny akwen robi wrazenie. Podobnie jak jego lodowata woda, ktora predko wybija nam z glowy kapiel. Rozbijamy sie w bardzo malowniczym miejscu - na nieco pochylej polance tuz nad brzegiem. Troche tu wieje, ale mimo to warto zostac w tym klimatycznym miejscu. Przed pojsciem spac jeszcze dwa istotne wydarzenia: skosztowanie miejscowego wedzonego omula - ryby, ktora wg naszego mylacego sie przewodnika wystepuje tylko w Bajkale,a drugie to oczywiście wspolne spiewy przy gitarze i piwku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18.07 SOBOTA&lt;br /&gt;Pobudka jak zwykle niezbyt wczesnie - kolo 11. Jedziemy do Sludianki i dalej w gory. Z Listwianki da sie dostac bezposrednio do Sludianki,ale trzeba przeprawic sie przez Angare, a pozniej wsiasc do pociagu (nie bylejakiego, a jadacego trasa Krugobajkalska). Sek w tym ze kursuje on raz w tygodniu...we wtorki. Może i "mamy czas na zmarnowanie", ale nie az trzy dni. Z braku innej opcji jedziemy z przesiadka w Irkucku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan marszrutkarz jest skonczonym idiota. Nie chce nas wziac za 100rubli za czlowieka (zada 150). W koncu odjezdza z 3 osobami w 14-osobowym busie. Dodam, ze na trasie Listwianka - Irkuck nie ma gdzie dobrac sobie pasazerow. Kretyn do szescianu. Niestety - pozostali byli solidarni i w koncu by zdazyc na pojezd do Sludianki pojechalismy z jakims ultrachamem za 150rubli. Darl sie na nas, wyprzedzal na ciaglej pod gorke. Szczesliwi ci, którzy siedzieli tylem do kierunku jazdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przesiadka w Irkucku. W czasie podrozy z dworca autobusowego na kolejowy zepsul sie tramwaj. No trudno - zdarza sie. 20 minut "pieszkom" to nic strasznego, chociaz czara "kurwowtysionc" sie przepelnia. Kawiarenka internetowa kolo dworca - nie dziala. Ta 200 metrow dalej zamknieta. Oddalony o 10 minut piechota "Internet Klub Haker" nie istnieje, lub standardowo ukryty jest pod ziemia/dziala w innej czasoprzestrzeni. Totalnie wkurzony postanawiam wyslac kartke, a wiec ide na poczte. Tam okazuje sie, ze znaczek na pocztowke do Europy pani poczciarka odnajduje po 15minutach. Kipie ze zlosci. Wracam na dworzec, tlum ludzi, elektriczka ktora rusza ze stacji Irkuck Sort. Spozniona 15minut. Czy czeka mnie jeszcze dzis cokolwiek pozytywnego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Sludianki 135km, po nieco ponad 100 naszym oczom ukazuje sie brzeg Bajkalu (nie mylic z piwem "Bereg Bajkala"). No krasiwyj to on jest. W Sludiance jestesmy krotko przed 21. Jutro rano wyruszamy w gory Chamar Daban. Ostatni moment by zrobic zakupy spozywcze i wyruszyc piechota (przeciez nie damy po 50 rubli za marszrutke) ku schronisku przy Muzeum Mineraologicznym. Sludianka nie jest wielkim miastem (ok. 30tys. mieszkancow) ale punkt do którego zdazamy znajduje sie dokladnie na drugim koncu grodu. Gdy w koncu docieramy do miejsca przeznaczenia spotykamy pana, ktory na tej samej ulicy (Sludianaja) prowadzi turbaze "Edelweiss" (bardzo oryginalna nazwa w bylym ZSRR). Poczatkowo oferta brzmi 100 rubli za czlowieka,ale ostatecznie schodzimy do 100 rubli za namiot. Ponadto - pan dysponuje ruska bania, ktora udostepnia nam za 100rubli/osobe/godzine. Oj było blogo. Niemilosiernie goraco, ale warto było. Po godzinie w tak wysokiej temperaturze wyjscie na zewnatrz budynku było fantastycznym doznaniem. Tygodniowe kielbaski od Skiby zjedzone zaraz potem (czyli około 1.30 w nocy) smakowaly rownie wybornie. Chwile po 2giej udalismy sie do swych palatek. Pora spac, bo "skoro swit" ruszamy w gory!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19.07 NIEDZIELA&lt;br /&gt;Nastawianie budzika okazalo sie być niepotrzebne. Krotko po szostej rano obudzilo nas pianie koguta. Wielokrotnie powtarzajace sie pianie. Nie wiem czy ktokolwiek zdolal jeszcze zmruzyc oko do tej osmej, kiedy leniwie zaczelismy wynurzac sie z naszych namiotow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potezne chmury na niebie nie wroza niczego dobrego. Oj zdecydowanie zbiera sie na burze. Czesc osob zaczyna glosno wyrazac swe obawy zwiazane z wyjsciem w gory. Rzeczywiscie - chwile po zwinieciu namiotow zaczyna kropic. Moment pozniej już leje. Na szczescie mamy gdzie sie schronic. Gramy w Dominion (gre od jednego ze sponsorow - firmy Bard). Niestety - szans na poprawe pogody nie widac. Nasz gospodarz potwierdza - zapowiadali dwa dni deszczu. Nasza azjatycka wyprawa z zalozenia wybitnie gorska nie jest, wiec zapada decyzja o wycofaniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Popoludnie spedzamy nad Bajkalem zajadajac sie omulem za 25rubli (potwierdzilo sie ze w Listwiance strasznie zdzieraja na turystach. Tam placilismy 50rubli), gramy w Dominion, wreszcie robimy pranie. Mamy na to wszystko sporo czasu, jako ze czeka nas noc na dworcu. Do Ulan Ude udajemy sie o 6 rano elektriczka. 320 kilometrow za 140rubli. Dobra cena.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20.07 PONIEDZIALEK&lt;br /&gt;Podroz elektriczka była calkiem przyjemna. Lawki co prawda drewniane, ale na tyle dlugie ze bylo można sie polozyc i odrobic zaleglosci w spaniu. Krotko po 12stej docieramy do stolicy Buriacji Ulan Ude. Jest niemilosierny upal. Rozochoceni tanim przejazdem Sludianka - Ulan Ude szukamy elektriczki do Nauszek. Po 100 wizytach w roznych okienkach, niemilych odpowiedziach o wartosci informacyjnej=0 dowiadujemy sie ze takie zjawisko jak tani pojezd do Nauszek nie istnieje. Dojechac możemy obszczijem za 300rubli. Tylko co dalej? Przez granice Nauszki-Suche Bator przejezdzaja 4 pociagi...tygodniowo. Brzmi jak zart, zartem nie jest. Druga kwestia jest fakt iż na żaden z wyzej wspomnianych pociagow nie ma miejsc (bardzo drogich zreszta, bo w gre wchodzi tylko wagon kupe w pociagu Moskwa-Ulan Bator lub Moskwa-Pekin). A może granice przekroczymy samochodem w Kiachcie? Od 2002 roku jest ono otwarte również dla innostrancow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedziemy z Lucyna na awtowakzal i pol godziny pozniej wracamy busem po reszte ekipy. Do Kiachty 250 rubli za osobe. Poczatkowo nic nie wskazuje ze pan kierowca to zidiocialy szaleniec nieswiadomy tego, iż przewozi ludzi, a nie worki z piaskiem. Zlapana przy predkosci 100km/h guma również nie przemawia mu do rozumu (chyba, ze go nie ma - wowczas wiadomo czemu nie przemawia). Cale szczescie, ze nasz woziciel-kretyn zdolal opanowac auto i nie wpadlismy do pobliskiego rowu. Jak powiedziala nam pozniej najstarsza z klanu Grobelnych, ktora podrozowala z przodu w pasach: "Gdy uslyszalam huk pekajacej opony pomyslalam sobie: "ojej, przeciez oni nie przezyja"". Jak sie okazalo - nie chodzilo o troske o nasze zdrowie., a o to co biedna Anna pocznie sama 7000kilometrow od domu.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;A zatem nasz woziciel prowadzi jak szalony. Wszyscy pasazerowie (lacznie z tubylcami) bladzi jak niezadrukowana kartka. Na nic zdaja sie pokrzykiwania jednej z kobiet - żeby jechac wolniej, ze kierowca glupi, bo poza tym ze glupi to i gluchy najwyrazniej. Cala zaloga co chwile pyta ile jeszcze do Kiachty i modli sie by było jak najmniej. Ale niestety - sporo jeszcze dlugich zjazdow, z które pokonujemy "na luzie", sporo dlugich, pelnych wybojow prostych, na których pan postanawia sprawdzic "ile dala fabryka", wreszcie niemalo zakretow, ktore pokonujemy lewym pasem - przeciez tak latwiej. Wsrod naszych dominuje czarny humor i gdybanie kto ma jakie szanse na przezycie i co po smierci. Rozrywka iscie fantastyczna. Wreszcie jestesmy. Cali, zdrowi, a przede wszystkim szczesliwi, ze ta dramatyczna podroz już za nami. Z roznymi glabami jezdzilem - i w Polsce i na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie, ale czegos takiego jeszcze nie doswiadczylem (sformulowanie "nie przezylem" byloby lekko nie na miejscu)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiachta to dziura zabita dechami. Kiedys była glownym miastem na szlaku herbacianym, ale wraz z budowa transsybiru stracila na znaczeniu. Po kilkunastominutowej rozmowie z miejscowymi zulami postanawiamy oddalic sie od centrum. Zbyt wiele osob wie już o naszym istnieniu. Za 180 rubli bierzemy busa do granicy (4km). Niestety - jest już 21, wiec granice przekroczymy jutro rano. Na razie pozostaje znalezc miejsce na palatki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kazimierz S. vel Kazik spiewal swego czasu, iż "los sie musi odmienic". Nie inaczej było i tym razem. Po calym dniu udreki na koniec czekala nas nagroda. Administrator (jak sam sie nazwal) pobliskiej gospody - Bimba (co za poznanskie imie) Dash powiedzial, ze możemy spac u niego pod daszkiem przed knajpa. Kilka razy pytalismy czy naprawde nie chce za to zadnych dziengow. Nie chcial. Nieprawdopodobne, bo wciaz byliśmy w Rosji - kraju, ktory zdzieral z nas kase kazdego dnia, od switu az do zmierzchu. Ale Bimba nie był Rosjaninem, to Buriata o rysach prawie ze mongolskich. Postanowilismy "pasmatric" co serwuje jego gosciniec. Rzeczywistosc przerosla nasze oczekiwania (oczekiwania mocno stlumione po odwiedzeniu wielu ruskich jadlodajni) Jedzenie było smaczne i tanie. Do dnia dzisiejszego kombinacja niemozliwa w tym kraju. Barszczu lepszego nie jadlem w zyciu. Rownie taniego (25 rubli) chyba tez nie. Piwko lalo sie i lalo (glownie Baltika 3 oraz Zigulewskoje), bo postanowilismy wypic za ten dzien pelen wrazen. Dzien, ktory na szczescie tak dobrze sie konczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po uczcie przyszla pora na muzyke. Reakcja na nasze gitarowanie była blyskawiczna. Dzieki temu mielismy okazje posluchac prawdziwych buriackich piesni w wykonaniu rdzennych Buriatow. Oj było dobrze. Wszystkim goraco polecamy wizyte w karczmie na granicy rosyjsko-mongolskiej w Kiachcie. Swietny wybor jeśli przed wyjazdem chcesz zatrzec zle wrazenie, jakie wywarly na Tobie inne miejsca w tym najwiekszym z krajow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No nic - pora spac. Wszak o 8.30 mamy sie stawic u dogadanego busiarza (do UB za 400 rubli/osobe).&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-6557064312066373228?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/6557064312066373228/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/07/nadrabianie-zaleglosci-nr-2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/6557064312066373228'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/6557064312066373228'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/07/nadrabianie-zaleglosci-nr-2.html' title='Nadrabianie zaleglosci nr 2'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SmWxVZcP9LI/AAAAAAAACvg/DkK5Fh0K2I0/s72-c/CSC_0281.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-3169094534075240165</id><published>2009-07-21T04:30:00.000-07:00</published><updated>2009-07-21T04:31:53.125-07:00</updated><title type='text'>Nadrabiamy zaleglosci. Pozdro z Ulan Bator</title><content type='html'>13.07 PONIEDZIALEK&lt;br /&gt;Wielu z nas pobilo rekord w dlugosci snu. Wyniki w granicach 12-13h nie były niczym nadzwyczajnym. Po sniadaniu (ktore skonsumowalismy kolo poludnia) - "czas wolny". Monika,Kuba,Marian i ja godzinami gramy w karty.Pozostali pielegnuja swój ojczysty jezyk dzieki grze w Scrabble. Niezaleznie od rodzaju zajecia same wierchnie prycze daja sie we znaki. Ponadto by dluzej nie meczyc naszych wspolpasazerow swoja obecnoscia postanawiamy przeniesc sie do "rosyjskiego warsu". Najtanszy browar w menu kosztuje-o zgrozo-69rubli (7zl) No trudno - jeden na dwie osoby i jakos to będzie. Nic z tego - jak na przyjaznych Rosjan przystalo okazuje sie ze najtanszy dostepny kosztuje 100rubli.Na to sie nie godzimy i już po chwili zaczynamy godzinne saczenie 10 czajow. Czynnosc te przerywa dopiero ogromna rzeka Wolga,ktora ukazuje sie naszym oczom tuz przed Kazaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pociag ma pol godziny spoznienia,wiec 40minutowy postoj w miescie siatkarskiego klubu Rubin zamienia sie w ledwie kwadrans. Na szczescie wystarcza to by kupic pierozki z kapusta (10rubli/sztuka) oraz pyszna zapitke do wodki. Jak zwykle mamy problem z miejscowka,ktore mogloby pomiescic 10 osob odurzajacych sie alkoholem. Wybor pada na waskie przejscie miedzy wagonami,w którym panuje temperatura rodem z sauny. Obecnosc naszej parszywej dziesiatki wcale tej sytuacji nie poprawia. Cytrynowa Finlandia znika rownie blyskawicznie co wszelkie nasze troski. Nie rusza nas już to iż co chwile ktos przechodzi miedzy wagonami,co zmusza nas do zbicia sie w jeszcze bardziej zwarta "kupe". Po chwili slyszymy jak nasza prowadnica mowi innej "Eto moi" z wyrazna duma wskazujac na nas wlasnie. Nie ma to jak zdobyc uznanie w oczach najwazniejszej osoby na pokladzie. Szefowa wagonu nr 2 poznala sie na nas i wie,ze rowne z nas chlopy (i baby). Niestety,po jakims czasie prosi nas zebysmy jednak wrocili do czesci mieszkalnej (pasazerowie skarza sie na zatarasowane przejscie). Jako ze poziom kreatywnosci nam sie znacznie podwyzszyl,a poziom leku obnizyl przenosimy sie na gorne lozka w boxie Danuty i Wojtka. 7 osob na wierchnim - oby rosyjscy konstruktorzy przewidzieli takie ryzykowne scenariusze. W ruch ida dwie nalewki - pigwowka i malinowka. Siergiej siedzacy na niznej pryczy twierdzi, ze to woda. Czestuje swoja wodka,ktora wbrew jego zapewnieniom nie jest wcale mocniejsza,a za to ohydnie niesmaczna. Po jakims czasie jednak smak przestaje mieć dla nas jakiekolwiek znaczenie. Siergiej kupuje u prowadnicy kolejna butelke. Jest już grubo po polnocy.Zdecydowana wiekszosc wagonu smacznie spi,a pani z boxu obok co chwile nas ucisza straszac "miliczija". Jednakze Siergiej nic sobie nie robi z jej uwag polewajac kolejne "ciut ciut". Trudno zliczyc ile tych "ciutow" już było. Filigranowa Danuta walczy do konca. Jej gach nie pozostaje w tyle,co skutkuje tym, iż oboje doprowadzaja sie stanu upojenia (a może i PRZEpojenia) alkoholowego. W okolicach 2.30 wreszcie pass.Postanawiamy isc do lozek. Oj to będzie ciezki poranek (mimo, ze zapewne wypadnie w okolicach poludnia...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14.07 WTOREK&lt;br /&gt;No i był ciezki,szczególnie dla tej czworki,ktora do samego konca zostala na polu bitwy. Wkrotce (bo o 11.30 czasu moskiewskiego) po pobudce czeka nas najdluzszy w calej podrozy przystanek - 68minut w Swierdlowsku (Jekatierinburgu) Mysle sobie - idealne okolicznosci by wziac prysznic na dworcu. Po intensywnym wieczorze potrzebuje odswiezenia,a ponadto czasu na tyle duzo,ze i ja powinienem sie wyrobic z myciem. Nic z tego - sjemdziesiatpiac rubli za prysznic to zdecydowanie niestudencka cena. Rezygnuje i zamiast czystosci wybieram wizyte w magazinie. Piwo o duzo mowiacej nazwie "Klinskoje" smakuje wybornie. Delektujac sie nim podziwiam budynek swierdlowskiego dworca - pelen przepychu jak na radziecki dworzec przystalo. Ktos bardzo trafnie przyrownal go do Lichenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Popoludnie już tradycyjnie spedzamy na grze w karty i lekturze przewodnika.Chwile po 17tej czasu moskiewskiego (czyli po 19tej aktualnego lokalnego) dojezdzamy do Tiumienia. Pojezd oczywiście spozniony,wiec zamiast pol godziny jedynie 10minut przerwy. Jak sie okazuje - dla niektórych zbyt malo by kupic piwko na wieczor. Ci bardziej przezorni (w tym oczywiscie ja) stosowne zakupy poczynili już w Jekatierinburgu. Na zakupy za krotko,na poznanie Polki z Warszawy wystarczajaco duzo.Jak sie okazuje - dwoje naszych rodakow podrozuje w sasiednim wagonie nieco z koniecznosci. Do naszego pociagu wsiedli niedawno,gdyz ich macierzysty odjechal im był na jednym z postojow. Wypadki (albo glupota) chodza po ludziach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Impreza oczywiście w przejsciu miedzy wagonami. Gdy rozpoczynalismy około 21szej nikt chyba nie przypuszczal iż "wyspiewamy" prawie caly spiewnik i skonczymy po polnocy.Zmeczeni, ze zdartymi gardlami,ale w dobrych "humorach" wrocilismy na nasze luksusowe wierchnie prycze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15.07 SRODA&lt;br /&gt;Poranek (kolo 11tej czasu moskiewskiego czyli 14tej czasu lokalnego) to wizyta w Nowosybirsku-najwiekszym miescie Syberii (prawie 1.5mln mieszkancow) Niestety - to także miasto, w którym wysiadali nasi towarzysze z niznych lozek. Wielka szkoda,bo milszych wspolpasazerow ciezko sobie wyobrazic. Pani Ludmila zostawila nam nawet swój "elektroniczny adres" pod ktory oczywiście przyslemy kilka zdjec z naszej wyprawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pol godziny w Nowosybirsku rzecz jasna wykorzystalismy w pozyteczny sposób. Odwiedzilismy najblizszy piwny magazin,a także wykonalismy kilka fotek najwiekszego dworca kolejowego na trasie transsybiru (swego czasu był to także najwiekszy wakzal w ZSRR.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Popoludnie standardowo spedzamy na grze w gry wszelakie. Kuba jak zwykle ogrywa w karty siostry Grobelne i mnie, wiec dostaje od nas zakaz uczestnictwa w tego typu "rozrywkach". Jeszcze w trakcie gry dochodzi do nieprzyjemnego spiecia. Wspoltowarzysze Moniki i Ani nie zycza sobie zwisajacych nog,bo oni "budom kuszac". Jednakze po schowaniu nog nadal okazuje sie ze panstwo widza problem. Pan kaze nam wracac na swoje miejsca.Odpowiadam mu,ze na jego lozku nie siedze wiec nie ma prawa mi rozkazywac. Jeśli ktos może mnie wygonic to tylko prowadnik. Kobieta nie wytrzymuje i idzie po wagonowego szefa. Ten,mimo ze mlody i pod sporym naciskiem starego rosyjskiego grubasa nie lamie sie i trzyma nasza strone. Polska-Rosja 1:0.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tuz po 17tej zatrzymujemy sie w Minusinsku,gdzie babuszki poza difoltowymi pierozkami,warienikami i innymi czeburiekami maja także raki. Wraz z Lucyna szukamy sprzedawczyni najbardziej sklonnej do cenowych negocjacji i już po chwili udaje nam sie nabyc raczka (=malego raka) za jedyne 10rubli. Lucyna jest wyraznie podekscytowana faktem,iż sprobuje dotad nieznanego. Jako, ze jest rowniez absolwentka medycyny to jej powierzam rozkrojenie naszego przysmaku. Ja wybieram swoja ulubiona role - nadzorujacego obserwatora. Po kilku minutach, dzieki mojemu bacznemu czuwaniu rak jest już podzielony na czesci. Miesa w nim nie za duzo. Smak? Podobny do paluszkow krabowych. No może nieco delikatniejszy, slony - idealny do browara.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A skoro o chmielu mowa, to wieczorem, by moc legalnie grac w karty, kupujemy w wagonie restauracyjnym piwko...za 81 rubli...masakra. Nawet w Poznaniu tyle nie place. No ale chociaz dobre jest (Newskoje). Po zamknieciu restaurana kontynuujemy alkoholizacje dzieki piwkom nabytym od naszego 18-letniego prowadnika. W zamian za zakup piwa pozwala nam naladowac u siebie telefony. Taka to transakcja wiazana. Po piwie oczywiście wodeczka. Debowa z Polski. Miala być dla polskiego konsula w Ulan Bator,ale od poczatku malo kto wierzyl ze dojedzie. Nawet Wicia (prowadnik) przylaczyl sie do konsumpcji (uwaznie wypatrujac czy nie nadciaga kierownik pojezda). Nie musze chyba dodawac, ze jak na prawdziwego czlowieka wschodu przystalo 40% polski napitek nazwal woda. Również jak na Bialorusina z krwi i kosci przystalo Wicia nie lubi USA,a wierzy w sojuz z Rosja. Sympatyczny jest ten chlopiec,ale dzieki takiej postawie i to ludzi w tak mlodym wieku Lukaszenko będzie rzadzil do konca swiata. I o jeden dzien dluzej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O 23.30 czasu moskiewskiego zawitalismy do Krasnojarska. Wspolne zdjecie na peronie (tym razem bez zarzutu sekcja Grobelnych, zawiodla sekcja Skorzewski). Chwile po ruszeniu z dworca kilometrowy most na Jeniseju - poteznej syberyjskiej rzece. Pora spac. Przeciez tutaj już "4 nad ranem...może sen przyjdzie..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16.07. CZWARTEK&lt;br /&gt;Wlasnie Danuta mi przypomniala - w czasie podrozy raczymy sie pysznymi wyrobami miesnymi podarowanymi nam przez Zaklady Miesne Skiba z Dzoldzins. Za sponsoring serdecznie dziekujemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzis wysiadamy. 4-dniowa podroz transsybirem dobiega konca. Jestesmy już 5 stref czasowych od Moskwy i 7 od Polszy. Jakies 6000 kilometrow od polskiej granicy. Po sniadanku gramy w karty (co za niespodzianka) My czyli siostry Grobelne,Marian i ja. Kube spotkal ostracyzm (od redakcji: takie spoleczne wykluczenie) za ciagle wygrywanie. Niestety - niektorzy nie potrafia uczyc sie na bledach. Popoludniu Magda i Monika zapraszaja Kube do gry i oczywiście dostaja od niego srogie karciane lanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wreszcie jest! 17.37 czasu moskiewskiego. 97,5h w podrozy. Trasa Minsk- Irkuck przebyta! Wysiadamy w Irkucku i noc postanawiamy spedzic na dworcu. To najtansza i najpewniejsza opcja, zwlasza, ze tutaj jest już prawie godzina 23. Poza tym w poczekalni regularnie pojawiaja sie panowie milicjanci, którzy legitymuja wszystkich i sprawdzaja czy maja wazny bilet (co bardziej niepokornych bija palka po glowie). My waznego biletu już nie mamy,a le od nas (turystow z bogatego zachodu) panowie nic nie chca. Mowia jedynie bysmy "see your luggage". No to ogladamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzielimy sie na dwie ekipy - jedna zostaje na dworcu, druga udaje sie na male zwiedzanie stolicy wschodniej Syberii. Sporo szersza od Wisly rzeka Angara nie robi już na nas wrazenia. W ciagu 4 dni przywyklismy, ze w Rosiji wsio balszoje. Docieramy do portu rzecznego i tam postanawiamy,ze powiemy Danutom i Marianom, iż rejs do Zatoki Piaszczystej kosztuje 1500rubli w jedna strone i mimo tego my chcemy sie tam wybrac, bo pewnie nigdy wiecej w te okolice nie wrocimy. Oj biedna Danuta z Wojtkiem, oj biedna Michalina z Marcinem. Sporo sie naglowili skad tu wziac pieniadze, jak nas przekonac bysmy zmienili plany, a może zrobic dwie ekipy? Radosci nie było konca gdy dowiedzieli sie iż tylko zartowalismy. Jestesmy wlasnie na etapie przekonywania ich,iż dzieki nam zaoszczedzili po 3000rubli na glowe,wiec chociaz po piwku powinni postawic...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...a skoro o piwku. W nocy zamiast spac na niewygodnych dworcowych siedzeniach postanowilismy delektowac sie chmielowym napojem. Wyprobowalismy: "Jarpiwo" -może być, "Kuler"- dobre, "Baltika 7"- bardzo dobre.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z ciekawostek dodam jeszcze iż: dworzec w Irkucku - przepiekny. Wszelkie Lwowy i inne takie mogą sie schowac. A po drugie - mnostwo tu samochodow z kierownica po prawej stronie. A ruch nadal prawostronny. No to dobrej nocy (choc ja oka nie zmruze)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-3169094534075240165?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/3169094534075240165/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/07/nadrabiamy-zaleglosci-pozdro-z-ulan.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/3169094534075240165'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/3169094534075240165'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/07/nadrabiamy-zaleglosci-pozdro-z-ulan.html' title='Nadrabiamy zaleglosci. Pozdro z Ulan Bator'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-3896835751834275729</id><published>2009-07-12T01:22:00.000-07:00</published><updated>2009-07-12T03:17:24.861-07:00</updated><title type='text'>SOBOTA 11.07</title><content type='html'>Rowniez i w tym roku Kuba zjawil sie na dworcu bez paszportu. Na szczescie tym razem to my bylismy w posiadaniu tegoz dokumentu, a zatem moglismy ruszac w droge. Od samego poczatku kazdy uczestnik  wyjazdu mogl liczyc na olbrzymia "zyczliwosc" ze strony swoich wspoltowarzyszy. Szczegolnymi wzgledami cieszyli sie nasi nowicjusze - Kancel i Marianek, ktorzy juz na starcie zarobili sporo punktow w corocznym plebiscycie na "glupka wyjazdu". Przyczynilo sie do tego glownie spektakularne pozostawienie aparatu na polce w przedziale gdy wysiadalismy w Warszawie. W samej stolicy zjedlismy obfity i tani obiad w jednej z azjatyckich knajp, a takze spotkalismy sie z Ania, Marta, Kamila oraz Przemkiem - znajomymi z Poznania, ktorzy akurat rezydowali w miescie "hajlajfu" i slawy. Pociag Warszawa - Terespol bez rewelacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po 3h, punkt 20.30 znalezlismy sie w przygnebiajacym i odrazajacym Terespolu. W takim miejscu czlowieka ogarnia jedno pragnienie - jak najszybciej stad wyjechac. Niektorzy z nas (czytaj Lucyna) byli ciagle zleknieni ewntualna koniecznoscia posiadania bialoruskiego ubezpieczenia (ktorego rzecz jasna nie posiadalismy) Szczesliwym trafem okazalo sie ze zaden tego typu swistek wymagany nie jest. Pan celnik wbil pieczatke na wizie bialoruskiej, a nastepnie i na rosyjskiej. Zdziwilo mnie to, wiec krzyknalem "ale to jest wiza rosyjska!!" Na co pan celnik z usmiechem: "Ja znaju, my sojuz";) Z kolei pan celnik, ktory sprawdzal bagaze spytal mnie czy wioze narkotyki. Po mojej przeczacej odpowiedzi spytal zdziwiony "ale pa czemu niet?':) Kubie za to udalo sie przemycic katapulte, z ktora ma zamiar wracac samolotem. A wszystko dzieki jednemu zdaniu, ktorym oczarowal pania celnik, a ktorego nauczyl sie z rozmowek. " Niech Pani zgadnie ile mam lat" - tak zagail rozmowe nasz niezawodny Katorznik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Noc na dworcu w Brzesciu uplynela pod znakiem Baltiki 3 oraz 7, a takze gry w kalambury. O 4 nad ranem, pociagiem Brzesc - Moskwa odjechalismy w strone bialoruskiej stolicy. Od wczesnych godzin rannych trwa zwiedzanie miasta. Punkt 16ta wyruszamy w 100-godzinna podroz nad Bajkal.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do uslyszenia:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-3896835751834275729?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/3896835751834275729/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/07/sobota-1107.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/3896835751834275729'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/3896835751834275729'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/07/sobota-1107.html' title='SOBOTA 11.07'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9154470354788662027.post-8233860386574635588</id><published>2009-07-09T12:43:00.000-07:00</published><updated>2009-07-09T12:46:43.388-07:00</updated><title type='text'>3-2-1-0 START!</title><content type='html'>Dziś rusza nasz wyprawowy blog. W ciągu najbliższych 2 miesięcy zapraszamy do śledzenia losów naszej podróżniczej 12-stki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9154470354788662027-8233860386574635588?l=transsybir.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://transsybir.blogspot.com/feeds/8233860386574635588/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/07/3-2-1-0-start.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8233860386574635588'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9154470354788662027/posts/default/8233860386574635588'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://transsybir.blogspot.com/2009/07/3-2-1-0-start.html' title='3-2-1-0 START!'/><author><name>Jędrzej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14625850125222370603</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_RP7q8rNTwD0/SlZW9oFvDeI/AAAAAAAACdI/oH3Qo22x4dY/S220/jedrzej.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
