sobota, 5 września 2009

1 WRZESNIA - WTOREK


Mega scisnieci w przejsciu koczujemy kilka godzin. Chwile po trzeciej pociag wjezdza na pekinski dworzec. Uff ...wysiadaja…i wysiadaja…wysiadaja. Do tego stopnia, ze zajmuje trzy siedzenia. Az takiego szczescia sie nie domagalem, ale rzecz jasna nie mam nic przeciwko. Po godzinach cierpienia bez skrupulow rozkladam sie caly i zasypiam. Moje szczescie trwa az do Datongu czyli do konca naszej dzisiejszej podrozy. Wypoczety wysiadam w stolicy prowincji Shaanxi. Reszta równiez nie ma na co narzekac. Dzielimy sie na dwa obozy i zalatwiamy pilne kwestie. Kwestia nr 1 to zakup biletow do Erlian. Nabywamy stosowne kwitki na jutrzejszy poranek, 36 yuanow za osobe. Kwestia nr 2 to nocleg. Szukamy czegos lepszego niz ostatnio, bo nie odpowiada nam hotel pelen komarow za 30 RMB/os. Znajdujemy sympatyczne pokoje, 20 yuanow, 5 minut od dworca. Wypas. Zostawiamy bagaze i ruszamy na pozne sniadanie (jest prawie 11-ta) do naszej ulubionej knajpy (Wolskie i Grobelne - podziwiajcie). Wielki talerz jajecznicy z pomidorami zaspokaja kazdy ze zlaknionych zoladkow. Do popicia musielismy zamowic Yanjinga, bo niczego innego sie nie dalo. Nasyceni wracamy do hotelu, po drodze zachodzac jeszcze na smazone krewetki w ciescie. Pora sie przespac godzinke albo dwie. Podroz pociagiem, mimo ze stosunkowo wygodna, to jednak nie to samo co hotelowe lozeczko.

Jak zwykle "godzinka albo dwie" zamienia sie w trzy albo cztery. Wstajemy kolo 17-tej i powoli szykujemy sie na wieczor. Dzis jest to szczegolny wieczor, jako ze udajemy sie na wielka uczte do najlepszej z odwiedzonych w Chinach knajpy. Baklazan, kurczak z orzeszkami, wieprzowina w sosie sezamowym, wieprz w pieciu smakach - czym to nasze podniebienia sie nie delektowaly...zapomnialbym o szaszlyczkach, ktore pobudzily nasze apetyty oraz o Yanjingu - idealnym chmielowym dodatku do spozywanych potraw. Tego wieczoru nikt (sie) nie oszczedzal. Tego wieczoru kazdy doslownie sie OBZERAL. Wielkie zarcie z niemniejszym wcale piciem kosztowalo kazdego z nas po okolo 10zl. I niech ktos powie, ze Chiny nie sa kulinarnym rajem na Ziemi...mam pewne podejrzenia, co do tego kto moglby tak uznac;)

1 komentarz:

  1. wy jeszcze w podróży.. Jak wam zazdroszcze :) Siedzę teraz w paskudnej zachodniej europie, ech to nie to samo..
    Pozdrawiam
    Wiola z nawschod2009 i ghana guest house

    OdpowiedzUsuń