poniedziałek, 3 sierpnia 2009

30 LYPCA - CZWARTEK







Kazdego dnia chodzimy spac coraz wczesniej, a wstajemy coraz pozniej. Niebezpieczna tendencja. Dzis co niektorzy zaliczyli bite 11h snu. W zwiazku z tym obozowisko opuscilismy dopiero krotko przed 11sta. Trasa dzis stosunkowo krotka, bo "ledwie" sto kilkadziesiat killometrow do Terchijn Caagan Nur. Jak sie predko okazuje - dzisiejszy odcinek jest najtrudniejszym z dotychczasowych. Trasa wiedzie przez malownicze tereny, czesto wspinamy sie droga pelna zakretow na gorskie szczyty osiagajace tu w granicach 2500m npm. Nie dziwi wiec, ze nasze superterenowe Mitsubishi Delica rzadko kiedy przekracza 20km/h. Rozumiemy doskonale slowa Bajrý, o tym iż zwykly minibus nie przejedzie odcinka miedzy Moron, a Tsaagan Nur.

Nad jezioro docieramy chwile po 17stej. Nie powala na kolana jak Chubsgul, ale uroku odmowic mu nie można. Niestety - tuz obok brzegu rozbic sie nie mozemy, wiec stawiamy namioty na czyms, co wyglada na camping. Co ciekawe - nikt nie chce nas zczardzowac. Nie oponujemy rzecz jasna.

Jezioro polozone jest prawie na 2100 metrach npm, a woda cieplutka niczym w Kiekrzu. Nie ma co sie dlugo zastanawiac - trzeba korzystac. Po dwoch dniach bez wody kapiel w Tsaagan Nur wprawia wszystkich w blogostan. Podobny efekt wywoluje zachod slonca nad jeziorem i okalajacymi go gorskimi szczytami. Jeden z piekniejszych jakie widzialem.

Przed snem pora jeszcze na gitarke, ktorej dawno nie było. Podczas gdy dziewiecioro z nas spiewa dobrze nam znane piesni (co niektorzy również graja) Kuba noca wspina sie na pobliski szczyt. Taki sobie wyscig z Marianem urzadzili. Kuba walczy z czasem Mariana - 40 minut do wierzcholka. Żeby było sympatycznie nikt nie zauwaza powrotu Kuby. Po prostu nie przerywamy spiewu. W koncu - aby nasz katorznik nie zamknal sie w sobie zagadujemy go. Wedlug nieoficjalnych pomiarow (stoper nie był certyfikowany) Kuba przegral o 1 minute. Co za bol. Pograzeni w smutku kladziemy sie spac.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz