niedziela, 2 sierpnia 2009

28 LYPCA - WTOREK
















Krotko po 11stej zjawila sie u nas nasza mongolska businesswoman, a wraz z nia 12 koni - 10 dla nas i 2 dla naszych przewodnikow. W porownaniu z dorodnymi rumakami, na których cwiczylismy w Golejewku te były ledwie malutkimi konikami, ktore ciut ciut odrosly od ziemii. No ale to tylko pierwsze wrazenie. Zobaczymy w praktyce.

Jak sie pewnie domyslacie mongolskie konie niekoniecznie reaguja na "wio". Aby ruszyc należy wypowiedziec magiczne "czuuuuu" lub tez jak mawial pan Mongol-przewodnik: "czooooooooooooooooo". Niestety - to tylko teoria. W rzeczywistosci okazalo sie, ze malo ktory kon był posluszny swemu jezdzcowi. Duzo czesciej nasze ogiery sugerowaly sie zachowaniem swoich kompanow (taki odruch stadny) i na przyklad przechodzily do galopu wywolujac tym samym smiertelne przerazenie u dosiadajacego.

Mój brazowy rumak również nalezal do sekcji buntownikow "wdupiemajacych" kolesi, ktorzy siedza na ich grzbietach i zaplacili za caly dzien jazdy. Jedyne czym sie wyroznial to puszczanie bakow i robienie kupy. W tym nie miał sobie rownych. Super powod do chwaly to nie jest, ale przynajmniej w czyms "byliśmy" najlepsi. Dobrze, ze nasza 4-godzinna przejazdzka wiodla przepieknym, wrecz bajkowym brzegiem Chubsgulu, bo inaczej moje "kurwowtysionc" zmultiplikowaloby sie wielokrotnie.

Robimy sobie 3h przerwy (w czasie ktorej zaliczamy kolejna kapiel w lodowatym jeziorze) i chwile przed 19ta polowa z nas wraca do siodla. Wiekszosc z nas dostaje inne konie niż rano i zdarza sie cud. Kon mnie slucha. Kiedy chce przyspiesza, hamuje, staje, skreca - po prostu wszystko! Magiczne mongolskie "czuuuuu" dziala. Na koniec zaliczam nawet galop ( zarówno swiadomy jak i mimowolny:) Zle wrazenie z rana zatarte - jazda na koniu to prawdziwa frajda.

Zmeczeni, obolali, ale usatysfakcjonowani zasypiamy krotko po 22giej. A rano niestety opuszczamy malownicze okolice Chubsgulu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz