środa, 26 sierpnia 2009

22 SIERPNIA - SOBOTA




Poranna wycieczka do Palacu Letniego okazuje sie byc prawdziwa wyprawa. Od pani w recepcji dowiedzielismy sie, ze spod hotelu kursuje autobus 118, ktory pozniej zamienic musimy jeszcze na linie 394. Szanowna recepcjonistka nie raczyla jednak dodac, iz laczny czas przejazdu obydwoma autobusami to prawie 2h!

Wstep na teren palacu, do którego dotarlismy dopiero w poludnie, kosztowal nas 15 yuanow. Na normalny bilet wydac trzeba dwa razy wiecej, ale pani w kasie akceptuje wszystko - od przeterminowanych ISIC'ow po polska legitymacje studencka. Teren palacu obejmuje olbrzymi obszar, na którego ogarniecie mamy jedynie 2h (ogranicza nas pociag do Pingyao). Duze wrazenie robi na nas jedna ze swiatyn poloza na skalistym zboczu. Marmurowy statek to jakas niezla bzdura, choc przyznac trzeba, ze malownicza. A poza tym to wszedzie mnostwo turystow. Wracamy juz nieco madrzej, bo 20 minut autobusem i przesiadka na metro.

Szybki obiad w knajpce, ktora znalezlismy wczoraj. 12 yuanow za bardzo duza porcje kurczaka z orzeszkami na ostro to, jak na Pekin, prawie za darmo.

Pociag odjezdza o 19.03. W pol do 18-tej opuszczamy hostel i biegiem "pod ziemie". Kuba twierdzi, ze na dworzec dotrzemy w 48 minut. Jeszcze w metrze okazuje sie, ze sie mylil. Podroz trwa znacznie dluzej. Na "Beijing West" wpadamy za kwadrans siodma. Jednakze to nie koniec gonitwy. Znalezienie peronu i przecisniecie sie przez chinski tlum to tez spore wyzwanie. Do wagonu wchodzimy 10 minut przed odjazdem. To znaczy - wchodza ci, którzy zdolali sie zmiescic. Jak to w Chinach bywa - w wagonie jest tyle osob, ze kazdy z nas zastanawia sie czy rekord Guinessa w kategorii "najwiecej ludzi na m2" zostal pobity. Coz z tego, ze mamy miejscowki, skoro do siedzen dojsc sie nie da? Przeciskanie trwa wieki, ale w koncu sie udaje - siedzimy. Gorzej, ze wszystkie polki zawalone sa czyms, co wyglada jak worki z piaskiem. No trudno - plecaki kladziemy na ziemi.

Jeszcze przed proba zasniecia ("proba", bo przy tak ograniczonej przestrzeni latwe to to nie jest) stoczylismy rekordowo dluga rozgrywke w tysiaca. Ponad trzy godziny, czterdziesci kilka partii, zdobycze punktowe poszczegolnych graczy drgaly niczym sinusoida...a wygral oczywiscie Wolski. Sytuacja na ksztalt znanego powiedzenia: "Pilka nozna to dyscyplina, w ktorej rywalizuja dwa zespoly, a na koncu i tak wygrywaja Niemcy".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz