środa, 26 sierpnia 2009

21 SIERPNIA - PIATEK








Niektorzy z nas postanowili wstac o 5tej, by skorzystac z niepowtarzalnej szansy ujrzenia wschodu slonca nad Wielkim Murem. Do roboty wstali takze i nasi francuscy przyjaciele. Filmuja malownicza scenerie, a takze przeprowadzaja kolejne mini-wywiady. "Czy balismy sie w nocy? Czy ktos przyszedl? Jakie plany na najblizsze chwile?" - tego chciala sie dowiedziec nasza gwiazda z TF1.

Wracamy do namiotow, ale spac juz sie nie da. Robi sie goraco i gwarno. Pora wstawac, wrzucic cos na zab i maszerowac do Simatai. Krotko po 7-mej slowo w czyn sie przemienilo (bylo). Po drodze mijamy spora ekipe robotnikow, którzy remontuja chinska chlube narodowa. Rzeczywiscie - ta czesc muru nalezy do najbardziej zaniedbanych, ale moim zdaniem to dodaje jej uroku. Przynajmniej nie ma tu tlumu jak w najblizszym Pekinowi Badalingu.

Mijamy kolejne wieze, zejscie z muru coraz blizej. Niestety - na naszej drodze wyrastaja straznicy, którzy zadaja 40 yuanow za przejscie wiszacego mostu. Oczywiscie, jak na zaradnych Polakow przystalo, znajdujemy drozke obchodzaca nieszczesna przeprawe. Chinczycy to liczny narod, wiec znajduja sie kolejni, którzy chca od nas pieniedzy. Protestujemy, bo juz raz zakupilismy bilet. Oni obstaja przy swoim i twierdza, ze aby wyjsc "do miasta" (czyli na przystanek autobusowy) musimy kupic bilet na rejon Simatai - de facto na czesc muru, na ktorej w ogole nie bylismy. Olewamy oszustow i idziemy dalej. Blyskawicznie robi sie wielkie zbiegowisko. Straznicy w mundurach probuja zagrodzic nam przejscie. Podjezdza szef i zaczyna sie na nas wydzierac. Odpowiadam mu jeszcze glosniej i z uzyciem niecenzuralnych brytyjskich sformulowan. Z kolei Marian mowi mu, iz chcialby zobaczyc jego legitymacje. Fakt - dlaczego koles w koszulce z napisem "enjoy the sunset" mialby budzic respekt? Wpieniony jedzie po dokumenty. My, niemniej wkurzeni, chyba rozbijemy oboz na srodku ulicy. Nie zaplacimy kolejnych 50 RMB, bo to czysty bandytyzm. Francuzka, ktora szla tuz za nami, robi za tlumacza. Mowi nam, ze Chinczycy rzadko kiedy zmieniaja zdanie, bo obawiaja sie utraty twarzy. Sek w tym, ze Polacy tez do "miekkich" negocjatorow nie naleza. Po kilkudziesciu minutach decydujemy sie zaplacic "student price" - 20 yuanow za osobe. Tak dla swietego spokoju. Niby to nieduza kwota (ponizej 10zl), ale nie lubie placic, chocby najmniejszych sum, za cos, za co nie nalezy sie nawet zlamany grosz (czy tez yuan). Na szczescie autobus do Miyun kosztuje 6+2 za bagaz. Z Miyun dobrze znana 980-tka i chwile po 14tej ladujemy na Dongzhimen w stolicy.

Mur i przygoda z filmem - to bylo cos! Chcesz wiedziec jak wygladalo owo "cos"? Ogladaj wiadomosci w TF1, w poniedzialek 24 sierpnia. Start o 20.00. Sam film do obejrzenia pod adresem: http://videos.tf1.fr/jt-20h/les-campeurs-de-la-muraille-agacent-les-chinois-4523825.html

A w Pekinie nocujemy w innym miejscu - w hostelu Sanlitun, w którym wieczorem jest mega impreza (moze to z racji piatku, a moze taka natura tego miejsca?). Poza tym internet, pilkarzyki i bilard za darmo. Czego chciec wiecej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz