piątek, 21 sierpnia 2009

12 SIERPNIA - SRODA

Otwieram oczy chwile przed 6ta. Niestety - trzeba wstawac. 6.40 opuszczamy (Monika, Magda, Lucyna, Kuba i ja) nasz hostel. Na przystanku jeszcze glucho i pusto, ale blyskawicznie znajduje sie koles, ktory za 4 tysiace podwozi nas na dworzec.

Za pietnascie siodma kolejka liczy już dobrze ponad sto osob, ale przeciez "Mariany" były tam tuz po piatej. Musza zatem być gdzies na czele. Jakiez jest nasze zdziwienie, gdy odnajdujemy ich w srodku stawki. Gdy przybyli pod dworzec (o 5.15) przed nimi było już kilkadziesiat osob. Nie wrozy to nic dobrego.

Kolejka "zbudowana" jest z ciasno upakowanych ludzi, ktorzy zdaja sie nie ustawac w walce o lepsza pozycje. Jednakze jakakolwiek proba przedarcia sie na czolo stawki konczy sie przerazliwym wrzaskiem z kilkudziesieciu gardel. Podsumujmy: wepchnac sie nie da, uczciwie kupic sie nie da. Pora pokombinowac - jak na prawdziwych Polakow przystalo. Trzeba odnalezc "naszego" policjanta i przypomniec, ze to "my - studenty". Tymczasem do budynku dworca schodza sie kolejni oficerowie gotowi dbac o porzadek w czasie rywalizacji o bilety. Około 7.30 spotykamy w koncu naszego policjanta. Probujemy "sie przypomniec", na co koles odpowiada cos po mongolsku i predko ucieka w swoja strone. Nie napawa to nas optymizmem. 10 minut pozniej policjanci rozciagaja line pomiedzy filarami - tak by dostep do budynku był tylko z kolejki. A co slychac w samej kolejce? Tlum czuje, ze "godzina prawdy" zbliza sie wielkimi krokami, wiec jest jeszcze bardziej rozjuszony niż dotychczas. O 7.45 nasze wielkie poranne pragnienie sie spelnia. Nasz znajomy dowodca zmiany wola nas, abysmy przeszli przez sznur i staneli w drzwiach do budynku. W tym momencie jest to prawdopodobnie najbardziej pozadane miejsce w Ulan Bator, jeśli nie w calej Mongolii. Z drugiej strony sytuacja jest dla nas nieco krepujaca, niekomfortowa, a może i niebezpieczna. Wszak pol Ulan Bator widzi jak dwa (Lucyna i ja) "bialasy z zachodu" wpychaja sie przed nich i moga wykupic ich bilety. Dlatego tez staramy sie schowac za filarem - tak by przynajmniej czesc kolejkowiczow nie miala nas na widoku. Dodatkowo
10 paszportow (to by dopiero moglo ich rozsierdzic) trzymam w kieszeni od zewnetrznej strony (stoimy bokiem do kolejki)

Wreszcie wybila osma. Udalo sie - wchodzimy do budynku jako pierwsi. Po prostu VIPy. Zastanawiam sie czy odpalic policjantowi kilka dolcow za te hojna przysluge. Tymczasem podchodzimy do kasy. Za nami wpuszczono jeszcze 9 osob. Przy kasie policjant, ktory teoretycznie pilnuje porzadku. De facto i tak Mongolowie klada sie na nas, wpychaja lapy do okienka, costam wrzeszcza, a policjant jakby był nieobecny. Wazne jednak, ze bilety sa drukowane. Jakos przetrzymamy te drobne niewygody. W miedzyczasie slyszymy jakies trzaski z zewnatrz (pozniej okazuje sie ze był to paralizator, ktorym potraktowano niesubordynowanego kolejkowicza) Niestety - jak zwykle pojawiaja sie komplikacje. Kobieta nie chce sprzedac biletu Promateuszowi i Asi (mamy jedynie ksera ich paszportow, bo dopiero dzis odbieraja chinskie wizy). Zostaje przy kasie, a Lucyna biega po calym dworcu proszac to jakas kasjerke, to policjanta by wstawil sie za nami. W koncu sie udaje. Gruba kasjerka (grubsza to wazniejsza?) podaje ksera tej, ktora nas obsluguje. Jestesmy uratowani. To znaczy - jak zawsze mielismy problem przez Slome, ale udalo sie go okielznac. Wysluchuje jeszcze kilku mongolskich obelg (np. okreslen w stylu "Germance") z ust pani lezacej na moich plecach i odbieram 12 bilet. Walek wszechczasow sie udal. Wychodzimy glownymi drzwiami, ale jak najdalej od wciaz stojacych w kolejce (jeszcze ktos w przyplywie agresji postanowi sie z nami porachowac...). Pelni dumy wracamy do hostelu. Jest kilka minut po 9tej. Ulan Bator opuszczamy o 16.30.

Do wyjazdu nic specjalnego sie nie dzieje - poza tym, ze chwalimy sie na lewo i prawo tym co rano zalatwilismy.

Przed wyjazdem nabywamy jeszcze bilety w strone rosyjskiej granicy. 5 wrzesnia, godzina 21.30 - obszczij do Suche Bator. Cena: 6800 tugrikow.

Ciekawy/a co w pociagu do Zamyn Uud, na ktory bilety wywalczylismy z takim trudem? Ano cena (9600T za 800 km) adekwatna do zastanych warunkow. Smrod, tlok, 5 osob siedzi na twoim miejscu i zejsc ani mysli. Na szczescie nasza determinacja jest na tyle silna, ze "odbijamy" to co nasze i przed nami już tylko 15h na siedzaco do Zamyn Uud. Chcielismy tanio - jest tanio. Komfort to kwestia drugorzedna - wszak (prawie wszyscy) jestesmy mlodzi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz