piątek, 21 sierpnia 2009

11 SIERPNIA - WTOREK

Serdecznie przepraszam Wszystkich Fanow naszego bloga (a wiem, ze jest Was wielu;) Wbrew pozorom ciezko tu w tych Chinach o dostep do neta. Ciezko takze ladowac bloga (korzystamy z proxy www.zmien.info). Z tego powodu, poki co nie bede zamieszczal zdjec, bo musialbym ladowac je caly dzien. Fotki dorzuce, gdy wrocimy do cywilizacji (czyli do UB, gdzie nie ma cenzury;) Milego czytania!


Poranek rozpoczyna sie od "suto" zastawionego stolu w Gana Guesthousie. Serwuja to co zwykle czyli dwie kromki chleba z dzemem oraz kawe. Brzmi smiesznie, ale z drugiej strony czego oczekiwac za 5 dolarow za noc?

O 12.20 wielkie wydarzenie - odbieramy wizy rosyjskie. Tak - wlasnie te, ktorych uzyskanie okupilismy takim kosztem (nie chodzi mi o 50 $, a o zszargane nerwy i stracony czas). Tym razem bez niespodzianek. Pani "finish!go!go!" wydaje nam nasze najwazniejsze z dokumento, a w srodku wizy tranzytowe - takie jakie chcielismy. Nuda, prawda?

Dzis o 16.30 czasu lokalnego jeszcze jedno wazne swieto - miesiac od wyjazdu z Poznania. Nim jednak wybila ta godzina sporo sie jeszcze wydarzylo w to wczesne wtorkowe popoludnie...

Jako, ze jutro zamierzamy opuscic UB i dojechac do Zamyn Uud (miejscowosc na granicy z Chinami) dzis warto by wybrac sie na dworzec i zakupic stosowne bilety. Od rodakow z "nawschod2009" wiemy, ze obszczij do granicy kosztuje 10tys tugrikow. Niestety - wiemy rownież, ze tak atrakcyjne bilety bardzo predko sie rozchodza. Na dworzec docieramy krotko przed 13ta. Problem nr 1 brzmi: gdzie sa kasy? Wszedzie tylko sklepy, poczekalnie itp.. Pani w okienku z napisem "Information" odsyla nas do sasiedniego budynku. Wchodzimy, a tam w istocie okienka kasowe i mega kolejki. No trudno - nie ma innego wyjscia jak sie rozdzielic i obstawic wszystkie czynne kasy. Nie mamy zbyt wesolych min, gdy kazda z kasjerek informuje iż "na margasz biletow nieto". Nie wiemy za bardzo czemu nie możemy kupic - nie tylko obszczija, ale i wszelkich innych. Czyzby narod mongolski wykupil absolutnie wszystko? Nasza konsternacje poglebia fakt, iż na monitorze w dworcowym holu jak byk widnieje, ze obszczije na jutro wciaz sa. Tym razem to ja mowie bardzo brzydko. Miedzy innymi o tym, ze jak nie znajdziemy Mongola, ktory przetlumaczy nam "szyfr kasjerski" nie mamy szans na zakup biletu. No i jak to w takich sytuacjach bywa - zdarza sie cud. Mongol stojacy obok Mariana przemowil po polsku. Uszom sie nie chce wierzyc, ale uwierzyc trzeba.  Zapytal dokad i kiedy chcemy jechac, po czym poinformowal ze na parterze sprzedaja bilety jedynie na biezacy dzien. "Za Chiny Ludowe" (do kt¨®rych notabene wlasniesie wybieramy) bysmy sami do tego nie doszli. A zatem pedem na pierwsze pietro. Rzeczywiscie - tutaj także sa kasy. Kolejki niestety tez. Jedna z kasjerek rzecze, iż bilety na jutro sie skonczyly. Druga informuje, ze sa, ale nam nie sprzeda. Trzecia probuje wcisnac jakis ekspres za 34000 tugrikow. Istny dom wariatow. "Mongolski czeski film".

Wreszcie stojacy w jednej z kolejek sympatyczny rodak Czyngis-chana sugeruje bysmy udali sie pietro wyzej do biura naczelnika i tam "pogawarili" ze my studenty, ze nie chca nam sprzedac itp. No to idziemy. Mozliwe, ze magiczne kilka dolarow rozwiaze nasz klopot. Naczelnik costam odburknal pani sekretarce, ktora przyprowadzila nas na audiencje. Na nas nawet nie spojrzal. Pani sekretarka, ktora mowi po rosyjsku, pokazala by podazac jej sladem. Ponownie zeszlismy na dol do kas. Mongolskie sprzedawczynie biletow pozostaly nieugiete. Nie poddajemy sie - pani prowadzi nas do budki oficera policji. Przez chwile cos mu tlumaczy, a potem mowi nam, bysmy zapamietali jego twarz. To on jutro o 8mej otwieral będzie brame wejsciowa. Wtedy to rowwnież ruszy sprzedaz ostatniej puli biletow - miedzy innymi na nasz pociag. Pan policjant ma wpuscic nas bez kolejki. Brzmi swietnie, ale jak ędzie w rzeczywistosci? "Polski Mongol" twierdzil, iż warto przyjsc o 5-6 rano, gdyz już wtedy pojawiaja sie chetni na bilety. No trudno - będzie trzeba sie poswiecic.

Wieczorem spotykamy sie z "Markami Polami", ktorzy wlasnie dotarli do Ulan Bator. Nie dosc, zeprzychodza spoznieni o 15 minut , to jeszcze z pustymi lapami. No trudno - przynajmniej pokazalismy im jak wyglada DARMOWA wiza chinska i posmialismy sie z przejazdu Zamyn Uud - UB za 30dolcow/osoba. Caly wieczor trwala licytacja: "a w chinach/mongolii to jest tak i tak. Niedlugo sie przekonacie." Wierzymy, ze w Chinach ludzi mnogo, ze Marysia była najwyzsza kobieta w kraju, ale jednemu za cholere nie chcemy dac wiary - temu, ze jedzenie jest niesmaczne! Gdzie te MarkiPole sie stolowaly, ze maja takie wspomnienia? Predzej uwierze, że zburzyli Wielki Mur niż w to, że chinskie jedzenie jest niedobre, a co wiecej-mongolski baran to rarytas (jak twierdzi Pimpus). O gustach sie nie dyskutuje - zwlaszcza jeśli ktos tego gustu po prostu nie ma (trudno mowic, o czyms co nie istnieje, prawda?)

No to pora spac. Rano czeka (niektorych z) nas wycieczka na dworzec. Dwoje ochotnikow (Halina z Marianem) zjawi sie tam już o 5 rano. Pozostala piatka "meczennikow za bilet" dolaczy 2h pozniej.

0 komentarze:

Prześlij komentarz