wtorek, 21 lipca 2009

Nadrabiamy zaleglosci. Pozdro z Ulan Bator

13.07 PONIEDZIALEK
Wielu z nas pobilo rekord w dlugosci snu. Wyniki w granicach 12-13h nie były niczym nadzwyczajnym. Po sniadaniu (ktore skonsumowalismy kolo poludnia) - "czas wolny". Monika,Kuba,Marian i ja godzinami gramy w karty.Pozostali pielegnuja swój ojczysty jezyk dzieki grze w Scrabble. Niezaleznie od rodzaju zajecia same wierchnie prycze daja sie we znaki. Ponadto by dluzej nie meczyc naszych wspolpasazerow swoja obecnoscia postanawiamy przeniesc sie do "rosyjskiego warsu". Najtanszy browar w menu kosztuje-o zgrozo-69rubli (7zl) No trudno - jeden na dwie osoby i jakos to będzie. Nic z tego - jak na przyjaznych Rosjan przystalo okazuje sie ze najtanszy dostepny kosztuje 100rubli.Na to sie nie godzimy i już po chwili zaczynamy godzinne saczenie 10 czajow. Czynnosc te przerywa dopiero ogromna rzeka Wolga,ktora ukazuje sie naszym oczom tuz przed Kazaniem.

Pociag ma pol godziny spoznienia,wiec 40minutowy postoj w miescie siatkarskiego klubu Rubin zamienia sie w ledwie kwadrans. Na szczescie wystarcza to by kupic pierozki z kapusta (10rubli/sztuka) oraz pyszna zapitke do wodki. Jak zwykle mamy problem z miejscowka,ktore mogloby pomiescic 10 osob odurzajacych sie alkoholem. Wybor pada na waskie przejscie miedzy wagonami,w którym panuje temperatura rodem z sauny. Obecnosc naszej parszywej dziesiatki wcale tej sytuacji nie poprawia. Cytrynowa Finlandia znika rownie blyskawicznie co wszelkie nasze troski. Nie rusza nas już to iż co chwile ktos przechodzi miedzy wagonami,co zmusza nas do zbicia sie w jeszcze bardziej zwarta "kupe". Po chwili slyszymy jak nasza prowadnica mowi innej "Eto moi" z wyrazna duma wskazujac na nas wlasnie. Nie ma to jak zdobyc uznanie w oczach najwazniejszej osoby na pokladzie. Szefowa wagonu nr 2 poznala sie na nas i wie,ze rowne z nas chlopy (i baby). Niestety,po jakims czasie prosi nas zebysmy jednak wrocili do czesci mieszkalnej (pasazerowie skarza sie na zatarasowane przejscie). Jako ze poziom kreatywnosci nam sie znacznie podwyzszyl,a poziom leku obnizyl przenosimy sie na gorne lozka w boxie Danuty i Wojtka. 7 osob na wierchnim - oby rosyjscy konstruktorzy przewidzieli takie ryzykowne scenariusze. W ruch ida dwie nalewki - pigwowka i malinowka. Siergiej siedzacy na niznej pryczy twierdzi, ze to woda. Czestuje swoja wodka,ktora wbrew jego zapewnieniom nie jest wcale mocniejsza,a za to ohydnie niesmaczna. Po jakims czasie jednak smak przestaje mieć dla nas jakiekolwiek znaczenie. Siergiej kupuje u prowadnicy kolejna butelke. Jest już grubo po polnocy.Zdecydowana wiekszosc wagonu smacznie spi,a pani z boxu obok co chwile nas ucisza straszac "miliczija". Jednakze Siergiej nic sobie nie robi z jej uwag polewajac kolejne "ciut ciut". Trudno zliczyc ile tych "ciutow" już było. Filigranowa Danuta walczy do konca. Jej gach nie pozostaje w tyle,co skutkuje tym, iż oboje doprowadzaja sie stanu upojenia (a może i PRZEpojenia) alkoholowego. W okolicach 2.30 wreszcie pass.Postanawiamy isc do lozek. Oj to będzie ciezki poranek (mimo, ze zapewne wypadnie w okolicach poludnia...)

14.07 WTOREK
No i był ciezki,szczególnie dla tej czworki,ktora do samego konca zostala na polu bitwy. Wkrotce (bo o 11.30 czasu moskiewskiego) po pobudce czeka nas najdluzszy w calej podrozy przystanek - 68minut w Swierdlowsku (Jekatierinburgu) Mysle sobie - idealne okolicznosci by wziac prysznic na dworcu. Po intensywnym wieczorze potrzebuje odswiezenia,a ponadto czasu na tyle duzo,ze i ja powinienem sie wyrobic z myciem. Nic z tego - sjemdziesiatpiac rubli za prysznic to zdecydowanie niestudencka cena. Rezygnuje i zamiast czystosci wybieram wizyte w magazinie. Piwo o duzo mowiacej nazwie "Klinskoje" smakuje wybornie. Delektujac sie nim podziwiam budynek swierdlowskiego dworca - pelen przepychu jak na radziecki dworzec przystalo. Ktos bardzo trafnie przyrownal go do Lichenia.

Popoludnie już tradycyjnie spedzamy na grze w karty i lekturze przewodnika.Chwile po 17tej czasu moskiewskiego (czyli po 19tej aktualnego lokalnego) dojezdzamy do Tiumienia. Pojezd oczywiście spozniony,wiec zamiast pol godziny jedynie 10minut przerwy. Jak sie okazuje - dla niektórych zbyt malo by kupic piwko na wieczor. Ci bardziej przezorni (w tym oczywiscie ja) stosowne zakupy poczynili już w Jekatierinburgu. Na zakupy za krotko,na poznanie Polki z Warszawy wystarczajaco duzo.Jak sie okazuje - dwoje naszych rodakow podrozuje w sasiednim wagonie nieco z koniecznosci. Do naszego pociagu wsiedli niedawno,gdyz ich macierzysty odjechal im był na jednym z postojow. Wypadki (albo glupota) chodza po ludziach.

Impreza oczywiście w przejsciu miedzy wagonami. Gdy rozpoczynalismy około 21szej nikt chyba nie przypuszczal iż "wyspiewamy" prawie caly spiewnik i skonczymy po polnocy.Zmeczeni, ze zdartymi gardlami,ale w dobrych "humorach" wrocilismy na nasze luksusowe wierchnie prycze.

15.07 SRODA
Poranek (kolo 11tej czasu moskiewskiego czyli 14tej czasu lokalnego) to wizyta w Nowosybirsku-najwiekszym miescie Syberii (prawie 1.5mln mieszkancow) Niestety - to także miasto, w którym wysiadali nasi towarzysze z niznych lozek. Wielka szkoda,bo milszych wspolpasazerow ciezko sobie wyobrazic. Pani Ludmila zostawila nam nawet swój "elektroniczny adres" pod ktory oczywiście przyslemy kilka zdjec z naszej wyprawy.

Pol godziny w Nowosybirsku rzecz jasna wykorzystalismy w pozyteczny sposób. Odwiedzilismy najblizszy piwny magazin,a także wykonalismy kilka fotek najwiekszego dworca kolejowego na trasie transsybiru (swego czasu był to także najwiekszy wakzal w ZSRR.)

Popoludnie standardowo spedzamy na grze w gry wszelakie. Kuba jak zwykle ogrywa w karty siostry Grobelne i mnie, wiec dostaje od nas zakaz uczestnictwa w tego typu "rozrywkach". Jeszcze w trakcie gry dochodzi do nieprzyjemnego spiecia. Wspoltowarzysze Moniki i Ani nie zycza sobie zwisajacych nog,bo oni "budom kuszac". Jednakze po schowaniu nog nadal okazuje sie ze panstwo widza problem. Pan kaze nam wracac na swoje miejsca.Odpowiadam mu,ze na jego lozku nie siedze wiec nie ma prawa mi rozkazywac. Jeśli ktos może mnie wygonic to tylko prowadnik. Kobieta nie wytrzymuje i idzie po wagonowego szefa. Ten,mimo ze mlody i pod sporym naciskiem starego rosyjskiego grubasa nie lamie sie i trzyma nasza strone. Polska-Rosja 1:0.

Tuz po 17tej zatrzymujemy sie w Minusinsku,gdzie babuszki poza difoltowymi pierozkami,warienikami i innymi czeburiekami maja także raki. Wraz z Lucyna szukamy sprzedawczyni najbardziej sklonnej do cenowych negocjacji i już po chwili udaje nam sie nabyc raczka (=malego raka) za jedyne 10rubli. Lucyna jest wyraznie podekscytowana faktem,iż sprobuje dotad nieznanego. Jako, ze jest rowniez absolwentka medycyny to jej powierzam rozkrojenie naszego przysmaku. Ja wybieram swoja ulubiona role - nadzorujacego obserwatora. Po kilku minutach, dzieki mojemu bacznemu czuwaniu rak jest już podzielony na czesci. Miesa w nim nie za duzo. Smak? Podobny do paluszkow krabowych. No może nieco delikatniejszy, slony - idealny do browara.

A skoro o chmielu mowa, to wieczorem, by moc legalnie grac w karty, kupujemy w wagonie restauracyjnym piwko...za 81 rubli...masakra. Nawet w Poznaniu tyle nie place. No ale chociaz dobre jest (Newskoje). Po zamknieciu restaurana kontynuujemy alkoholizacje dzieki piwkom nabytym od naszego 18-letniego prowadnika. W zamian za zakup piwa pozwala nam naladowac u siebie telefony. Taka to transakcja wiazana. Po piwie oczywiście wodeczka. Debowa z Polski. Miala być dla polskiego konsula w Ulan Bator,ale od poczatku malo kto wierzyl ze dojedzie. Nawet Wicia (prowadnik) przylaczyl sie do konsumpcji (uwaznie wypatrujac czy nie nadciaga kierownik pojezda). Nie musze chyba dodawac, ze jak na prawdziwego czlowieka wschodu przystalo 40% polski napitek nazwal woda. Również jak na Bialorusina z krwi i kosci przystalo Wicia nie lubi USA,a wierzy w sojuz z Rosja. Sympatyczny jest ten chlopiec,ale dzieki takiej postawie i to ludzi w tak mlodym wieku Lukaszenko będzie rzadzil do konca swiata. I o jeden dzien dluzej.

O 23.30 czasu moskiewskiego zawitalismy do Krasnojarska. Wspolne zdjecie na peronie (tym razem bez zarzutu sekcja Grobelnych, zawiodla sekcja Skorzewski). Chwile po ruszeniu z dworca kilometrowy most na Jeniseju - poteznej syberyjskiej rzece. Pora spac. Przeciez tutaj już "4 nad ranem...może sen przyjdzie..."

16.07. CZWARTEK
Wlasnie Danuta mi przypomniala - w czasie podrozy raczymy sie pysznymi wyrobami miesnymi podarowanymi nam przez Zaklady Miesne Skiba z Dzoldzins. Za sponsoring serdecznie dziekujemy.

Dzis wysiadamy. 4-dniowa podroz transsybirem dobiega konca. Jestesmy już 5 stref czasowych od Moskwy i 7 od Polszy. Jakies 6000 kilometrow od polskiej granicy. Po sniadanku gramy w karty (co za niespodzianka) My czyli siostry Grobelne,Marian i ja. Kube spotkal ostracyzm (od redakcji: takie spoleczne wykluczenie) za ciagle wygrywanie. Niestety - niektorzy nie potrafia uczyc sie na bledach. Popoludniu Magda i Monika zapraszaja Kube do gry i oczywiście dostaja od niego srogie karciane lanie.

I wreszcie jest! 17.37 czasu moskiewskiego. 97,5h w podrozy. Trasa Minsk- Irkuck przebyta! Wysiadamy w Irkucku i noc postanawiamy spedzic na dworcu. To najtansza i najpewniejsza opcja, zwlasza, ze tutaj jest już prawie godzina 23. Poza tym w poczekalni regularnie pojawiaja sie panowie milicjanci, którzy legitymuja wszystkich i sprawdzaja czy maja wazny bilet (co bardziej niepokornych bija palka po glowie). My waznego biletu już nie mamy,a le od nas (turystow z bogatego zachodu) panowie nic nie chca. Mowia jedynie bysmy "see your luggage". No to ogladamy.

Dzielimy sie na dwie ekipy - jedna zostaje na dworcu, druga udaje sie na male zwiedzanie stolicy wschodniej Syberii. Sporo szersza od Wisly rzeka Angara nie robi już na nas wrazenia. W ciagu 4 dni przywyklismy, ze w Rosiji wsio balszoje. Docieramy do portu rzecznego i tam postanawiamy,ze powiemy Danutom i Marianom, iż rejs do Zatoki Piaszczystej kosztuje 1500rubli w jedna strone i mimo tego my chcemy sie tam wybrac, bo pewnie nigdy wiecej w te okolice nie wrocimy. Oj biedna Danuta z Wojtkiem, oj biedna Michalina z Marcinem. Sporo sie naglowili skad tu wziac pieniadze, jak nas przekonac bysmy zmienili plany, a może zrobic dwie ekipy? Radosci nie było konca gdy dowiedzieli sie iż tylko zartowalismy. Jestesmy wlasnie na etapie przekonywania ich,iż dzieki nam zaoszczedzili po 3000rubli na glowe,wiec chociaz po piwku powinni postawic...

...a skoro o piwku. W nocy zamiast spac na niewygodnych dworcowych siedzeniach postanowilismy delektowac sie chmielowym napojem. Wyprobowalismy: "Jarpiwo" -może być, "Kuler"- dobre, "Baltika 7"- bardzo dobre.

Z ciekawostek dodam jeszcze iż: dworzec w Irkucku - przepiekny. Wszelkie Lwowy i inne takie mogą sie schowac. A po drugie - mnostwo tu samochodow z kierownica po prawej stronie. A ruch nadal prawostronny. No to dobrej nocy (choc ja oka nie zmruze)

3 komentarze:

  1. ...a ja już myślałem,że "wyprawa" gdzieś zaginęła bo na blogu cisza...pozdro dla wszystkich ( nawet "studentów" ... ;0))) ..)i powodzenia!!!!
    stefan p.rosiack

    OdpowiedzUsuń
  2. widzę, że wyprawa bardzo "upojna" ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszyscy Przybylscy sekundują Dance i Wojtkowi oraz całej ekipie.

    OdpowiedzUsuń